RSS
 

Tort na migdałowym biszkopcie (bezglutenowy)

28 lis

[Wpis długi, ale zawiera cenne informacje dot. przygotowania tortu]

Moja mama zawsze piekła pyszne torty. W dodatku w fantazyjnych kształtach i pięknie przyozdobione. Jednak kiedy patrzyłam jak ręcznie ubija trzepaczką nad parą jajka na biszkopt i krem, a potem ręcznie uciera w makutrze masło na puch, to wydawało mi się, że zrobienie takiego tortu to straszna robota (i za dużo stania, przede wszystkim). Więc się za robienie tortów nie brałam.

Kiedy jednak dowiedziałam się, że moja córka nie toleruje glutenu, postanowiłam zrobić taki tort, żeby mogła go zjeść i żeby w dodatku był smaczny. Gotowy tort bezglutenowy jest dość trudno kupić, a poza tym biszkopt z koncentratu bezglutenowego albo mąki kukurydzianej według mnie nie jest zbyt smaczny. Dlatego swój biszkopt zrobiłam z mieszanki mielonych migdałów i mąki ziemniaczanej.

Wbrew pozorom tort ten nie jest wcale taki drogi (mimo zatrważającej ostatnio ceny migdałów!), ponieważ biszkopt to ciasto przede wszystkim jajeczne, a dodatek mąki (czy też zmielonych orzechów) jest nieznaczny. Na mały tort, pieczony w tortownicy 20-22 cm (a taki właśnie robię najczęściej, konkretnie w formie o średnicy 20 cm), potrzeba 100-120g zmielonych migdałów (na 1 jajko bierze się bowiem 20g migdałów, a mały tort robi się z 5-6 jajek). Oczywiście koszt biszkoptu bezglutenowego będzie zawsze wyższy niż tradycyjnego (z mąki pszennej), ale generalnie dieta bezglutenowa jest droższa niż tradycyjna (niestety).

Moja mama robiła zwykle do tortów kremy maślano-jajeczne, te jednak (mimo, że są pyszne) wymagają, moim zdaniem, za dużo zachodu (to ubijanie jajek nad parą!), więc ja robię prosty i szybki krem ze stopionej czekolady i śmietany, zwykle dodając również serek mascarpone (wtedy krem jest sztywniejszy i bardziej trwały).

Warto, moim zdaniem, chociaż raz w roku zrobić taki tort i sprawić nim komuś przyjemność. Ja na przykład jestem wielkim miłośnikiem ciast z kremem, więc torty robię częściej niż raz do roku (generalnie – każda okazja jest dobra!).

Zanim przejdę do przepisu, przedstawię kilka istotnych wskazówek dotyczących przygotowania składników i potrzebnych akcesoriów. Warto je przeczytać przed przystąpieniem do pracy.

 tort1

SPRZĘT KUCHENNY I AKCESORIA

Jeżeli dysponuje się kuchnią wyposażoną tylko w sztućce i jedną miskę, to może być ciężko zrobić ten tort. Oto co jest potrzebne do przygotowania biszkoptu i kremu według poniższego przepisu:

  • urządzenie do mielenia migdałów (np. malakser ze stalowym nożem do siekania lub młynek elektryczny do kawy). Ja używam malaksera z funkcją rozdrabniania i opcją pulsacyjną. Można oczywiście kupić już zmielone migdały i wtedy ten sprzęt odpada (ale za to będzie drożej),
  • urządzenie do ubicia piany z białek i śmietany (np. blender, robot kuchenny, mikser, trzepaczka ręczna). Ja do przygotowania ciasta używam blendera ręcznego z końcówką do ubijania piany, natomiast do kremu wolę kitchen aida (czyli robota planetarnego), bo ładniej ubija śmietanę, ale spokojnie – nie jest on niezbędny, zwykły mikser z końcówkami do ubijania piany w zupełności wystarczy (i do przygotowania ciasta i do kremu),
  • waga kuchenna do odmierzania składników (biszkopt wymaga bowiem precyzji! – to nie jest ciasto do robienia „na oko”),
  • kilka filiżanek lub innych pojemniczków do podzielenia składników na porcje (dobrze bowiem sobie wszystko zawczasu przygotować, a nie potem nerwowo odmierzać cukier, gdy już się białka ubijają na sztywną pianę),
  • sitko - do przesiania maki ziemniaczanej / kakao / migdałów,
  • 2 miski kuchenne – jedna do przygotowania ciasta, a druga do kremu. Ja do kremu używam misy od kitchen aida, ale może być oczywiście każda inna miska kuchenna,
  • 1 tortownica z wyjmowanym dnem o średnicy 20-22 cm – na mały tort lub 2 (albo nawet 3!) tortownice o średnicy 26-28 cm – na duży tort. Jedna forma w przypadku dużego tortu to moim zdaniem za mało, ponieważ duży biszkopt najlepiej jest upiec w 3 lub 4 blatach, a nie w całości, bo trudniej się go potem kroi. Biszkopt migdałowy po upieczeniu jest trochę bardziej kleisty niż tradycyjny (jest bardziej jak biszkopt genueński, bo migdały dają taki efekt, jak dodanie masła) i musi podsuszyć się w formie przez noc, żeby się nie poprzyklejał do talerza czy nawet noża podczas krojenia (lub nakładania kremu). Dlatego właśnie jednego dnia piekę dwa blaty, zostawiam je w formach do wysuszenia na noc, a następnego dnia piekę jeszcze jeden lub dwa blaty, w zależności od tego, jak duże chcę uzyskać ciasto (to ze zdjęcia było naprawdę duuuuże :-)).
  • papier do pieczenia – do wyłożenia dna tortownicy (boków niczym się nie smaruje!),
  • szeroki, duży nóż lub specjalna łopatka – do rozsmarowywania kremu. Ja do rozsmarowywania kremu używam takiej łopatki, którą serwuje się ciasta.

PRZYGOTOWANIE SKŁADNIKÓW

Składniki na ciasto obowiązkowo muszą być w temperaturze pokojowej. Jajka należy wyjąć z lodówki na kilka godzin przed upieczeniem ciasta. Ja jeszcze zwykle na jakieś 10 minut przed rozpoczęciem miksowania, wkładam jajka do miski z gorącą wodą (taką najcieplejszą, jaka leci z kranu). W przypadku użycia mrożonych zmielonych migdałów (zachowują dłużej świeżość i aromat, niż jeśli w formie zmielonej leżą w pojemniku), również należy je wyjąć z zamrażalnika odpowiednio wcześniej.

Składniki na krem muszą być z kolei mocno schłodzone, tak więc śmietanę ze stopioną czekoladą należy przygotować na dzień przed ubiciem kremu, żeby zdążyła się dobrze schłodzić w lodówce (najlepiej przez całą noc). Ja zwykle robię tak, że biszkopt piekę wieczorem na dwa dni przed podaniem tortu. Kiedy ciasto jest już w piekarniku, wtedy przygotowuję czekoladę ze śmietaną i gdy przestygnie, wstawiam do lodówki. Następnego wieczoru ubijam mocno schłodzoną czekoladową masę śmietanową z serkiem mascarpone, a następnie kroję biszkopt na blaty i przekładam kremem. Na blogu Moje Wypieki autorka podaje, że śmietanę z czekoladą powinno się chłodzić minimum 12 godzin, ja jednak chłodziłam wiele razy po ok 8 godzin i ubiło się doskonale, no ale ja jeszcze dodaję mascarpone, więc może to o to chodzi?

MIGDAŁY

W skórce lub bez skórki – wszystko jedno. Na zdjęciach tortu widać, że dwa blaty są jaśniejsze, a dwa ciemniejsze – jednego dnia piekłam bowiem ciasto z migdałów zblanszowanych, a drugiego zmieliłam je w całości, ze skórką, bo mi się nie chciało ich parzyć, obierać i suszyć. Migdały zwykle kupuję w skórkach, w dużych, kilogramowych opakowaniach, bo wtedy ich cena jest dużo niższa, niż tych blanszowanych (nawet o połowę!), a migdałów i tak dużo w kuchni używam. Żeby zaś migdały zblanszować, to trzeba temu trochę czasu poświęcić i jeszcze później dobrze je wysuszyć. Zamiast migdałów można też użyć innych orzechów – ja jednak na większość orzechów jestem uczulona, a na migdały akurat nie.

Migdały mielę w malakserze – najpierw pulsacyjnie, żeby nie przegrzać urządzenia, a następnie na najwyższych obrotach, jednak nie za długo, bo wtedy zamiast mąki wychodzi pasta, a to nie o to tu chodzi. Mąka z migdałów i tak nigdy nie będzie tak drobna, jak pszenna, dlatego przesiewanie tradycyjnym sitkiem do mąki się nie uda (migdały są jednak dość tłuste). Można je trochę wcześniej podprażyć, np. w piekarniku lub na patelni, wtedy powinny być suchsze, ale i tak najlepiej je przesiać przez sitko z dużymi oczkami lub wcale.

PROPORCJE

Proporcje w biszkopcie są naprawdę ważne. Ciasto ze źle odmierzonymi składnikami może po prostu zupełnie się nie udać. Dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w wagę kuchenną i przed przystąpieniem do przygotowywania ciasta, odmierzyć sobie wszystkie składniki i podzielić je na porcje.

Proporcje na 1 jajko w rozmiarze M-L:

  • 30g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego)
  • 20g drobno zmielonych migdałów
  • 10g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • odrobina soku z cytryny (na 3 jajka to 1 łyżeczka)
  • mała szczypta drobnoziarnistej soli

* aby zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej należy zastąpić przesianym kakao.

Na mały tort (pieczony na raz w formie 20-22 cm) potrzebna jest porcja z 5-6 jajek. Natomiast na jeden blat dużego tortu (pieczonego w 3-4 blatach w formie 26-28 cm), trzeba przygotować porcje z 3 jajek (a więc w sumie z 9 lub nawet 12 jajek).

Do tortu ze zdjęcia zrobiłam 4 blaty w tortownicy 28 cm, każdy z 3 jajek, a więc użyłam aż 12 jaj! Ale ten tort był naprawdę ogromny, więc 9 jajek spokojnie wystarczy na duży tort. Można oczywiście od razu z tych 9 jaj upiec cały biszkopt i potem pokroić go na 3 blaty, ale ja jednak wolę piec na raty, bo krojenie tak sobie mi wychodzi.

 tort2

Generalnie ciasto przygotowuje się naprawdę łatwo i szybko i nie trzeba się zrażać długością opisu (nie przekłada się na długość wykonania). Najważniejsza jest dobra organizacja pracy i uprzednie przygotowanie wszystkich składników. Ja zawsze najpierw mielę migdały, co trwa ok. 2-3 minuty, potem odmierzam pozostałe składniki w podziale na porcje (co trwa jakieś 5 minut), następnie miksuję ciasto (co trwa kolejne 5 minut), wstawiam do piekarnika i pozamiatane! W tym czasie rozpuszczam czekoladę w śmietanie i potem, już wystudzoną, wkładam do lodówki. Ciasto piecze się od 20 minut (blaty) do ok 40-50 minut (w całości), no ale nie trzeba nad tym stać i można sobie w tym czasie poczytać książkę. Ostatnio też zrobiłam ciasto nową metodą niż dotychczas (na razie tylko raz, ale wyszło bardzo dobrze) i ona jest jeszcze mniej czasochłonna, o ile jednak posiada się stojący mikser (który miksuje bez konieczności stania nad nim, żeby go trzymać, np. kitchen aid i temu podobne). Obie metody przedstawię poniżej.

PIECZENIE I RZUCANIE

Najważniejsze to pamiętać, żeby piekarnik był nagrzany do odpowiedniej temperatury PRZED włożeniem ciasta do środka. Ta odpowiednia temperatura to 160 – 170 stopni C. Ja zwykle ustawiam piekarnik pomiędzy tymi wartościami i biszkopt wychodzi idealny. Można też wstawić piekarnik na 170 stopni, kiedy się nagrzeje do tej temperatury, to wstawić ciasto i od razu zmniejszyć do 160 stopni.

Piekącemu się biszkoptowi nie należy przeszkadzać. Nie trzeba zatem ciągle otwierać i zamykać drzwiczek od piekarnika, bo to tylko może spowodować, że biszkopt opadnie (tworzy się przeciąg). Zasada jest prosta – kiedy ciasto zrumieni się na piękny złoty kolor, wtedy jest gotowe i wtedy też dopiero należy otworzyć piekarnik. Nie trzeba nawet kłóć ciasta patyczkiem (bo jeszcze opadnie!). Oczywiście trzeba „wyczuć” swój piekarnik, więc lepiej pierwszy raz biszkopt upiec na próbę, a nie od razu na wielką uroczystość. Ja np. wiem, że jeśli piekę mały tort „na raz” w temperaturze 170 stopni, to mojemu piekarnikowi zajmuje to równo 40 minut. I dopiero po tym czasie wyciągam ciasto.

Kiedy biszkopt już się upiecze, to należy go wyjąć z piekarnika i – to wcale nie żart! – upuścić w formie na podłogę z wysokości kolan (oczywiście w taki sposób, żeby nie wypadł z tej formy, czyli nie do góry nogami!). Rzucanie ciastem biszkoptowym, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, zapobiega jego opadaniu, więc nie należy się tego bać. Następnie należy odstawić ciasto w formie na blat i poczekać aż całkowicie ostygnie. Niektórzy radzą położyć formę z ciastem do góry dnem, bo taki sposób stygnięcia powoduje, że ciasto nie opada, ale mi szczerze mówiąc po rzucaniu i tak już nie opada, więc ja studzę ciasto normalnie.

Z formy biszkopt należy wyciągnąć dopiero po całkowitym ostudzeniu i uprzednim okrojeniu boków nożem (ja to robię po kilku godzinach od upieczenia, a czasami nawet dopiero następnego dnia, bo zwykle piekę w nocy).

Mały tort jest taki akurat dla naszej rodziny, natomiast duży przeznaczam na dużą imprezę.

tort3

CO POTRZEBUJESZ NA BISZKOPT:

MAŁY (20-22 cm) pieczony na raz:

  • 6 jajek w rozm. M-L
  • 180g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego extradrobnego, ale zwykły też może być)
  • 120g drobno zmielonych migdałów
  • 60g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • szczyptę drobnoziarnistej soli

DUŻY (26-28 cm) pieczony w 3 blatach – składniki na jeden blat:

  • 3 jajka w rozm. M-L (w sumie 9 jajek)
  • 90g drobnego cukru do wypieków (w sumie 270g cukru)
  • 60g drobno zmielonych migdałów (w sumie 180g migdałów)
  • 30g mąki ziemniaczanej, przesianej (w sumie 90g mąki ziemniaczanej)*
  • 1 łyżeczkę soku z cytryny (w sumie 1 łyżkę)
  • małą szczyptę drobnoziarnistej soli (w sumie ½ łyżeczki)

* jeżeli chcesz zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej zastąp przesianym kakao

JAK PRZYGOTOWUJESZ BISZKOPT:

1) Biszkopt pieczesz na dwa dni przed podaniem tortu. Pamiętaj, żeby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej.

2) Jeżeli pieczesz duży biszkopt z trzech blatów, składniki rozkładasz na 3 porcje (każda porcja z 3 jajek) i przygotowujesz dwie (lub nawet trzy) tortownice (piekąc z termoobiegiem możesz włożyć do piekarnika na raz 2 tortownice). Dno każdej tortownicy wykładasz papierem do pieczenia, ale boków niczym nie smarujesz. Włączasz piekarnik i nastawiasz na 160-170°C.

3) Pierwsza szkoła przygotowywania masy jajecznej: białka starannie oddzielasz od żółtek i wlewasz do dużej miski, dodajesz szczyptę soli i ubijasz mikserem na maksymalnych obrotach. Kiedy zaczną się pienić i robić białe, cały czas ubijając, dodajesz stopniowo (po 1 łyżce) cukier. Kiedy piana stanie się gęsta i sztywna, zmniejszasz obroty miksera i dodajesz po jednym żółtku, krótko po każdym rozmiksowując masę, tylko po to żeby wmieszać żółtka, ale już nie ubijać, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza.

4) Druga szkoła przygotowywania masy jajecznej (zalecana dla posiadaczy mikserów stacjonarnych): do misy miksera (najlepiej wcześniej ogrzanej) wlewasz w całości jajka (no, wiadomo, że bez skorupek, ale chodzi o to, że bez rozdzielania na białka i żółtka), dodajesz cukier (nie musi być wtedy ekstradrobny) i sok z cytryny i ustawiasz moc miksowania na średnio-szybką (ja na kitchen-aidzie ustawiłam na „7”). Miksujesz równo 15 minut (oczywiście końcówką do ubijania piany). Masa w tym czasie powinna potroić swoją objętość i stać się gęsta i biała. Ta metoda ponoć nazywa się metodą włoską.

5) Do masy jajecznej (zrobionej wybraną przez siebie metodą), dodajesz przesiane migdały wymieszane z mąką ziemniaczaną (i ew. kakao) i delikatnie ale dokładnie mieszasz szpatułką. To najtrudniejsza część zadania, bo trzeba to zrobić z jednej strony bardzo delikatnie, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza, a z drugiej dokładnie, żeby nie było grudek mąki. To po prostu trzeba wyczuć. Ja jeszcze nie jestem na takim etapie, żeby czuć się mistrzem w mieszaniu masy jajecznej z mąką, ale mimo błędów ciasto i tak mi wychodzi. Nie należy po prostu miksować masy z mąką za pomocą miksera, ani ucierać składników jak na ciasto ucierane czy drożdżowe. Delikatnie, delikatnie i jeszcze raz delikatnie. To klucz do sukcesu.

6) Masę wlewasz do tortownicy, wstawiasz do nagrzanego piekarnika i pieczesz ok. 20-40 min. (w zależności od grubości blatu). Nie „wietrzysz” piekarnika w tym czasie (czyli nie otwierasz bez ustanku drzwiczek – najlepiej w ogóle nie otwierasz piekarnika przed czasem upieczenia się ciasta), nie dźgasz go niczym, i generalnie – nie przeszkadzasz mu w pieczeniu. Będzie gotowe, jak się zezłoci. Mały biszkopt z 5-6 jajek (pieczony w małej tortownicy na raz) piecze się 40 minut. Jeden blat z 3 jajek pieczony w dużej tortownicy to 20-25 minut. Duży biszkopt (z 9-10 jajek) pieczony na raz , to ok 50-60 minut.

7) Upieczone ciasto wyjmujesz z piekarnika i z wysokości kolan upuszczasz (rzecz jasna w formie) na podłogę. Studzisz w temperaturze pokojowej. Boki biszkoptu oddzielasz nożykiem od formy dopiero po jego całkowitym wystudzeniu.

8) Następnego dnia po upieczeniu wyciągasz biszkopt z formy i jeśli był pieczony w całości, to przekrawasz go na 3-4 blaty. Każdy nasączasz pączem, smarujesz dżemem i przekładasz kremem zrobionym np. wg poniższej receptury.

CO POTRZEBUJESZ NA PRZEŁOŻENIE TORTU:

  • Poncz do nasączenia tortu (np. woda lub słaba herbata z dodatkiem soku z cytryny, sok z pomarańczy, sok ananasowy, kawa – sama lub z brandy albo rumem – pełna dowolność)
  • Dżem, najlepiej kwaskowy, żeby przełamać słodycz kremu (malinowy, porzeczkowy, morelowy)

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z BIAŁEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 200-300g białej czekolady*
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 100g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

DUŻEGO:

  • 350-450g białej czekolady*
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 150g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

* Raz zrobiłam krem do małego tortu z 500ml śmietany i 250g serka oraz aż 350g białej czekolady (miałam takie nietypowe tabliczki). Kremu wyszło po pierwsze za dużo, a po drugie był niemożliwie słodki, więc stanowczo lepiej dać mniej czekolady. Ostatnio natomiast zrobiłam krem z czekolady Wedla Karmelove (jest to biała czekolada o smaku karmelowym, ale niczym nie nadziewana) – wzięłam 2 tabliczki i krem wyszedł dobry, ale chyba następnym razem wzięłabym 2,5 tabliczki (zwłaszcza, że te karmelowe są mniejsze, bo mają 90g). Najlepiej więc ilość czekolady dopasować do swoich upodobań.

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z MLECZNEJ / CIEMNEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 300g mlecznej czekolady (lub 200g)
  • 100g gorzkiej czekolady (lub 200g)
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

DUŻEGO:

  • 450g mlecznej czekolady (lub 300g)
  • 150g gorzkiej czekolady (lub 300g)
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego

JAK PRZYGOTOWUJESZ KREM?

1) Podane ilości kremu są na cały tort, jeśli więc chcesz zrobić dwa różne kremy do jednego ciasta (np. ciemny i jasny) – robisz je z połowy składników. Do tortu ze zdjęcia zrobiłam krem z białej czekolady (tort był duży, więc z 600 ml śmietany) z wiórkami kokosowymi i dodatkowo wierzch i boki tortu obsypałam płatkami kokosa. Ciasto nasączyłam sokiem ananasowym (takim z kartonika) i przełożyłam konfiturą malinową. Innym razem zrobiłam krem z mlecznej i gorzkiej czekolady (pół na pół), kakaowy biszkopt nasączyłam kawą z dodatkiem brandy i przełożyłam dżemem morelowym. Mniam!

2) Na dwa dni przed podaniem tortu (w dniu upieczenia biszkoptu) siekasz czekoladę na kawałeczki i wrzucasz do miski, w której później będziesz ubijać krem (ja wrzucam do misy kitchen-aida). W małym garnuszku podgrzewasz śmietanę kremówkę niemal do wrzenia i gorącą zalewasz posiekaną czekoladę. Odczekujesz 2 minuty i po tym czasie mieszasz śmietanę z czekoladą do uzyskania jednolitej masy (najlepiej taką okrągłą trzepaczką do ubijania piany). To dodam, że mi osobiście najlepiej odpowiada do robienia kremu czekolada Wedla – nie waży się, dobrze się rozpuszcza i nie tworzą się grudki. Robiłam kremy z różnych czekolad, również bardzo drogich i ekskluzywnych, ale zawsze wracam do Wedla, bo się najlepiej sprawdza.

3) Masę czekoladową studzisz do temperatury pokojowej, przykrywasz folią spożywczą i wstawiasz do lodówki do schłodzenia na minimum 8 godzin (a najlepiej na całą noc). Ja zwykle wtedy zwiększam też moc chłodzenia lodówki.

4) Na dzień przed podaniem tortu wyjmujesz z lodówki mocno schłodzoną masę czekoladową, dodajesz serek mascarpone i wanilię (możesz też dodać fix do ubijania śmietany, wtedy krem będzie bardziej trwały)  i ubijasz końcówką miksera do ubijania piany do otrzymania gęstego kremu. Uwaga: nie ubijaj zbyt długo, żeby nie przebić kremu (może się wtedy zwarzyć). Jeśli dodajesz wiórki kokosowe, to pod sam koniec ubijania i tylko chwilę jeszcze mieszasz, żeby równomiernie połączyły się z kremem.

5) Kremem przekładasz blaty tortu, uprzednio nasączone pączem i posmarowane cienką warstwą dżemu. Zdobisz dowolnie, jednak pamiętaj – to krem śmietanowy – nadaje się zatem wyśmienicie do przełożenia tortu i posmarowania nim wierzchu i boków, jeżeli zdobisz je w prosty sposób, np. obsypując płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, startą czekoladą, pralinkami (np. rafaello) itp. lub wyciskając prosty szlaczek na wierzchu. Jeżeli jednak chcesz ozdobić tort wymyślnymi falbanami czy kwiatami, wyciskanymi za pomocą fantazyjnych tylek, to już niestety ten krem się do tego nie nadaje. Nie nadaje się również do posmarowania tortu przed obłożeniem nim masą cukrową, bo może się ona rozpuścić. Do posmarowania wierzchu i boków biszkoptu w celu eleganckiego ozdobienia tortu lub obłożenia go masą cukrową, należy użyć prostej masy z utartego na puch masła i cukru pudru (ang. Buttercream) lub kremu na bazie bezy szwajcarskiej (ja jeszcze nie robiłam – to doświadczenie dopiero przede mną). Na najbliższe urodziny córki będę robić śmietanowo-czekoladowy krem do przełożenia tortu, natomiast do posmarowania wierzchu i boków oraz ozdobienia tortu zrobię prostą masę maślaną z dodatkiem puree z malin i czerwonego barwnika (bo córka zażyczyła sobie różowy tort). Czy wyjdzie – zobaczymy. Nie jestem mistrzem w ozdabianiu tortów, więc musze się dobrze przyłożyć do tego zadania. Będzie fotorelacja (to już niedługo)!

Zapisz

 

Falafel z mieszanki domowej roboty (bezglutenowy, wegański)

19 lip

Bardzo lubię arabskie kotleciki z ciecierzycy, czyli falafele i – jak się okazało – moje niewegetariańskie dziecko również. Niestety próby zrobienia przeze mnie falafela raczej nie należą do udanych (tak, owszem, PRÓBOWAŁAM zrobić je z ciecierzycy z puszki, zanim doczytałam, że robi się je jedynie z namoczonej ciecierzycy, a nie gotowanej). Tak czy inaczej – nieco się do domowej roboty falafeli zraziłam.

Pewnego razu natknęłam się w moim lokalnym sklepie na suchą mieszankę do falafela firmy Bauckhof – ekologiczną i co najważniejsze – bezglutenową. I niezmiernie łatwą do przygotowania. Zawartość opakowania zalewa się wrzątkiem, czeka 15 minut, formuje kotleciki i smaży. Żadna filozofia. Kotleciki nie rozpadają się i są idealnie doprawione – nic dodać, nic ująć. Doskonałe rozwiązanie na dni, w które nie chce się gotować. Ale niestety pewnego dnia mieszanka zniknęła ze sprzedaży i już nie wróciła. Znalazłam jakąś w Samirze, ale niestety zawierała gluten. Oczywiście w internetach nadal można ją kupić, ale pomyślałam sobie, że może sama przygotuję taką mieszankę, bo to chyba nic trudnego. I faktycznie – to łatwizna.

Skład na opakowaniu jest, tylko proporcji nie ma. Poszperałam więc trochę w internetach, coś tam znalazłam i po swojemu zmodyfikowałam, żeby przypominało tę mieszankę z pudełka. I udało się. Warto sobie zrobić więcej mieszanki za jednym zamachem, żeby mieć na zapas na leniwe dni. Taką gotową mieszankę można ze sobą zabrać na imprezę lub wakacje (o ile będzie się miało dostęp do wrzątku, oleju, patelni i palnika).

Z jednej szklanki mieszanki wychodzi ok. 12 małych kotlecików (na osobę jakieś 3-4 kotleciki schodzi – w zależności od ilości dodatków). Ja teraz zrobiłam mieszankę z połowy poniżej podanej porcji i już wiem, że zaraz będę dorabiać.

WAŻNE! Do przygotowania mieszanki potrzebny jest albo elektryczny młynek do kawy albo dobry, mocny blender. Ja najpierw próbowałam zmiksować ciecierzycę blenderem i niestety nie dał on rady, więc przerzuciłam się na młynek do kawy (w którym oczywiście kawy nie mielę, tylko różne ziarna na mąki). W młynku do kawy szybko i bezproblemowo zmieliłam ciecierzycę partiami, więc polecam (przy okazji zmieliłam w nim też przyprawy, tj. kumin i kolendrę). Tani młynek (za ok. 50zł) można kupić praktycznie w każdym hipermarkecie na dziale AGD oraz, oczywiście, w sieci.

Dla odmiany – zamiast ciecierzycy można użyć też suszonego bobu (można ususzyć samemu w suszarce do grzybów albo kupić gotowy, np. w Samirze). Wtedy jednak na pewno potrzeba dodatku mąki z ciecierzycy, bo ona jest kleista i trzyma kotlecika w całości.

 falafel

Co potrzebujesz?

  • 4 szklanki* zmielonych ziaren ciecierzycy** (co daje mniej więcej 2 opakowania ciecierzycy po 350g każde)
  • 1 szklankę mąki z ciecierzycy (np. hinduskiej gram flour)***
  • 3 łyżki suszonej natki pietruszki (najlepiej takiej o dużych liściach – możesz samemu ususzyć)
  • 2 łyżki drobnoziarnistej soli (możesz dać mniej)
  • 1 łyżkę świeżo zmielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • 1 łyżkę suszonego czosnku mielonego / granulowanego
  • 1 łyżkę suszonej cebuli mielonej**** (możesz pominąć lub dać mniej)
  • 2 łyżeczki zmielonych nasion kolendry
  • 1 łyżeczkę świeżo zmielonego pieprzu lub chili
  • opcjonalnie 2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody (ja nie dodałam, bo w tej pudełkowej mieszance też nie dali)

* 1 szklanka to u mnie zawsze 250ml

** tak, ciecierzyca to to samo co cieciorka

*** zapewne w przypadku braku mąki, można zastąpić ją kolejną szklanką zmielonej ciecierzycy, bo podejrzewam, że to jest to samo, ale ja akurat miałam mąkę (a ciecierzycy już więcej nie), więc ją dodałam (tak teżzresztą  było w składzie sklepowej mieszanki – i mielona ciecierzyca i mąka z ciecierzycy)

**** ja użyłam jakiejś wymyślnej nowości, czyli liofilizowanej cebuli szalotki firmy Kamis (w słoiczku), bo tylko to było u mnie w sklepie, rozdrobniłam ją tylko bardziej na proszek (kawałki są całkiem spore)

Jak przygotowujesz?

1) Ciecierzycę (suche ziarno, takie z torebki, a nie puszki) mielisz porcjami w elektrycznym młynku do kawy albo mocnym blenderze. Najpierw najlepiej pulsacyjnie, żeby nie przegrzać urządzenia, a potem już zwyczajnie.

2) Zmieloną ciecierzycę mieszasz z pozostałymi składnikami i przechowujesz w szczelnie zamkniętym opakowaniu (np. dużym słoju).

3) Żeby zrobić kotleciki, bierzesz 1 szklankę mieszanki, wsypujesz ją do miski i zalewasz 1 szklanką wrzącej wody (możesz też dodać 2 łyżeczki soku z cytryny). Mieszasz widelcem i odkładasz na 15-20 minut (aż mieszanka wchłonie wodę i nieco przestygnie). Po tym czasie formujesz niewielkie kotleciki (mokrymi rękoma lub najlepiej za pomocą specjalnej formy do robienia falafeli – ja niestety jeszcze takiej nie mam, ale zamierzam nabyć).

4) Smażysz na rozgrzanym oleju na złoty kolor (ok. 5 minut z każdej strony) i odsączasz z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

5) Możesz podawać w picie lub z ryżem i sosem jogurtowo-czosnkowym (1 szklanka gęstego jogurtu typu greckiego, wymieszana z 1-2 posiekanymi ząbkami czosnku i 1 łyżką drobno posiekanej świeżej mięty).

 

Zapisz

 

Ciasteczka z kleiku ryżowego (bezglutenowe)

12 lis

Bardzo popularne bezglutenowe ciasteczka (przepis m.in. na blogu moje wypieki), łatwe i szybkie do zrobienia, a naprawdę smaczne (tym co nie lubią wypieków bg „bo są jakieś takie dziwne” też będą smakować). Super dla dzieci na imprezę, a i dla dorosłych doskonałe.

image

Na ciasteczka w mojej wersji potrzebujesz:

- 200g miękkiego masła,
- 100g drobnego cukru do wypieków (najlepiej nierafinowanego trzcinowego),
- 1 łyżeczkę ekstraktu lub pasty z wanilii,
- kilka kropli (np. 1 łyżeczkę) soku z cytryny,
- 2 duże jajka,
- 170g (1 opakowanie) kleiku ryżowego naturalnego (bez mleka i cukru – 100% mąki ryżowej w składzie),
- 50g wiórków kokosowych (można zastąpić zmielonymi migdałami lub orzechami, jeżeli ktoś nie lubi kokosu),
- 1 łyżeczkę bezglutenowego proszku do pieczenia (najlepiej BIO, np. firmy Lecker),
- szczyptę soli,
- konfiturę lub dżem malinowy albo morelowy.

Jak przygotowujesz:

1. Masło, cukier, wanilię i sok z cytryny ucierasz w malakserze na puszysty krem.

2. Wbijasz po jednym jajka, dokładnie rozmiksowując masę po każdym, żeby się nie zważyła.

3. Kleik, wiórki kokosowe (lub zmielone migdały/orzechy), proszek do pieczenia i sól mieszasz w misce i dodajesz do masy, cały czas ucierając.

4. Z gotowej masy lepisz kulki wielkości orzecha włoskiego i układasz w odstępach na blasze do pieczenia ciastek, pokrytej papierem do pieczenia. W każdej kulce robisz małą dziurkę (jak w kluskach śląskich), lekko spłaszczając ciasteczko i napełniasz ją konfiturą.

5. Pieczesz w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C przez ok 20-30 min. na złoto-brązowy kolor. Z podanej w przepisie ilości wyszło mi 36 ciasteczek (na dwie blachy).

image

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tort Sachera (bezglutenowy)

06 lis

1

Podobno oryginalny przepis na tort Sachera jest ściśle strzeżoną tajemnicą. Ja podaję przepis, który jest dość popularny w internecie, nieco tylko zmodyfikowany, żeby tort był bezglutenowy (moja córka ma alergię).

Głównym suchym dodatkiem są tu zmielone migdały, a mąka stanowi niewielki procent wszystkich składników (tylko pół szklanki). Robiłam ten tort trzy razy i za każdym razem używałam innej mąki bg i zawsze wychodził tak samo. Nie jest to ciasto wyrastające, więc rodzaj mąki nie jest szczególnie istotny.

PS. Zbliżają się drugie urodziny mojej córki, więc spodziewajcie się przepisu na bezglutenowy tort, oparty na migdałowym biszkopcie, bez dodatku koncentratu mąk bg czy proszku do pieczenia.

Składniki na ciasto (na tortownicę 20-22 cm):

  • 150g gorzkiej czekolady dobrej jakości (*)
  • 150g miękkiego masła
  • 130g (ok. 2/3 szklanki) drobnego cukru do wypieków (najlepiej trzcinowego nierafinowanego)
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 5 jajek (żółtka i białka oddzielnie)
  • 70g (ok. 1/2 szklanki) mąki (**)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (***) (można pominąć)
  • 100g zmielonych migdałów (****)
  • szczypta soli

(*) Ja zwykle używam czekolady gorzkiej Wedla, ale ona może być zanieczyszczona glutenem, więc osoby z celiakią powinny używać czekolady z certyfikatem przekreślonego kłosa.

(**) Tym razem użyłam mąki bezglutenowej firmy Schar do chleba, ale może to być każda inna mąka, niekoniecznie koncentrat (może to być tzw. mąka jednoskładnikowa lub dowolna skrobia) – zasadniczo dodaję to, co aktualnie mam pod ręką. Nie jest to typ ciasta wyrastającego, więc gatunek mąki nie ma szczególnego znaczenia.

(***) Ja używam bezglutenowego proszku BIO firmy Lecker, ale w ogóle można pominąć ten dodatek.

(****) Zwykle mielę w malakserze migdały ze skórką – trzeba tylko uważać, żeby nie przegrzać malaksera i dlatego najlepiej na początku mielić pulsacyjnie. Nie można też mielić migdałów zbyt długo, bo powstanie z nich „masło”. Migdały przez zmieleniem można uprażyć w niskiej temperaturze w piekarniku, żeby pozbyć się z nich nieco tłuszczu i wydobyć aromat.

Składniki na przełożenie:

  • słoik dżemu morelowego (ok. 300g)

Składniki na polewę:

  • 150g słodkiej śmietanki 30-36% (*)
  • 1-2 łyżki syropu klonowego lub z agawy (ew. cukru) (**)
  • 150g gorzkiej czekolady dobrej jakości

(*) Używam śmietany 36% firmy Piątnica – producent zapewnił mnie o bezglutenowości tego produktu.

(**) Dodatek syropu, zamiast cukru, spowoduje, że polewa będzie bardziej lśniąca.

Przygotowanie ciasta:

  1. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić (ale uważać, żeby nie zaczęła zastygać). Wszystkie składniki ciasta w momencie łączenia ich ze sobą powinny być w temperaturze pokojowej (dodanie do masy zimnych żółtek może się skończyć jej zważeniem).
  2. Masło utrzeć mikserem z cukrem i wanilią na puszysty krem.
  3. Dodać rozpuszczoną czekoladę i miksować do połączenia składników.
  4. Do masy dodawać stopniowo po jednym żółtku, cały czas miksując, żeby masa się nie zważyła.
  5. Dodać przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i zmielonymi migdałami. Wymieszać szpatułką do uzyskania jednolitej masy.
  6. Białka z dodatkiem szczypty soli ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z czekoladową masą.
  7. Masę przelać do wysmarowanej masłem tortownicy (śr. 20-22 cm.), z dnem wyłożonym papierem do pieczenia. Wyrównać powierzchnię i wstawić do rozgrzanego piekarnika.
  8. Piec w temperaturze 180 st. C przez 45-50 min. Na 5 minut przed końcem pieczenia sprawdzić drewnianym patyczkiem, czy środek ciasta jest suchy (jeżeli nie, to wydłużyć czas pieczenia o 5 minut).
  9. Po upieczeniu ciasto od razu wyjąć z piekarnika i wystudzić w tortownicy.
  10. Wystudzone ciasto przekroić w poprzek na 2 równe części i przełożyć ¾ dżemu. Resztą dżemu posmarować wierzch i boki ciasta (żeby dżem się  łatwiej rozprowadzał, można go nieco podgrzać w garnuszku).

 

Przygotowanie polewy:

  1. Do rondelka z grubym dnem wlać śmietankę i dodać syrop lub ew. cukier. Podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż cukier się rozpuści.
  2. Dodać posiekaną czekoladę i jeszcze chwile podgrzewać na bardzo małym ogniu, energicznie mieszając rózgą. Zdjąć z ognia i rozmieszać na gładką masę.
  3. Ciepłą polewą polać wystudzone ciasto i równomiernie rozsmarować po wierzchu i bokach. Poczekać aż zastygnie. Ja zwykle nakładam polewę na dwie raty, ponieważ jest jej bardzo dużo i polana „na raz” natychmiast spływa z ciasta i się marnuje. Najpierw więc polewam ciasto połową polewy, czekam aż zastygnie (ciasto można wstawić do lodówki), potem ponownie podgrzewam polewę w rondelku (na małym ogniu, stale mieszając, żeby się nie przypaliła, lub nawet w kąpieli wodnej) i wylewam resztę polewy. Wszystko co spływa po bokach wsmarowuje w owe boki.

2

3

 

Ekspresowe kotleciki z granulatu sojowego i kaszy jaglanej

03 cze

Lubię mieć w domu chociaż jedną paczkę granulatu sojowego, żeby móc naprędce zrobić obiad bez zbytniego wysiłku. Zwykle używam granulatu firmy Orico, ale widziałam w sklepach również Sante i Biosfera. Jeden granulat chwile się gotuje, inny tylko namacza, ale generalnie jest on szybki i łatwy w przygotowaniu. Ja zawsze do przygotowania granulatu, a także kaszy jaglanej, używam bulionu warzywnego z kostki lub proszku BIO (firmy Marigold).

Oczywiście zamiast granulatu można użyć proteiny sojowej w innej postaci (np. kotletów albo kostki gulaszowej), ale wtedy trzeba już użyć maszynki do mielenia lub malaksera, a to oznacza więcej pracy i więcej zmywania…

Można również w ogóle zrezygnować w tym przepisie z proteiny sojowej i zastąpić ją soczewicą (najlepiej brązową) lub ciecierzycą – także z puszki. To dla tych co soi nie mogą, nie lubią lub po prostu chcą odmiany. Soczewicę u cieciorkę warto oczywiście zmielić.

Jako głównej przyprawy do kotletów używam ostatnio mojej ulubionej mieszanki z suszonych pomidorów i czosnku niedźwiedziego firmy Dary Natury. Występuje ona w dwóch wersjach: jedna z dodatkiem bazylii, a druga czarnuszki (ja raz daję jedną, a raz drugą, bo lubię obie). Oczywiście można dać też inną przyprawę zawierającą suszone pomidory lub po prostu drobniutko posiekać odsączone z oleju suszone pomidory ze słoika i dodać do nich np. suszona bazylię. Warto jednak nie pomijać dodatku suszonych pomidorów, bo dają one ciekawy smakowo efekt.

Najwięcej czasu w tych kotletach zajmuje ugotowanie kaszy (20 minut) oraz poczekanie aż składniki (kasza, granulat i przesmażona cebula) wystygną do temperatury pokojowej.  Ja w związku z tym gotuję kaszę i granulat rano, przed wyjściem do pracy (w tym czasie szykuję się do wyjścia – w końcu nad kaszą czy granulatem nie trzeba stać – gotują się same), a po powrocie już tylko zabieram się za przesmażenie cebuli i wyrobienie masy, co trwa góra 5 minut. Mielić nic nie trzeba. Na dużej patelni kotlety można smażyć na dwie raty (po 6 sztuk na raz), co łącznie trwa niecałe 10 minut.

Żeby kotleciki były wegańskie, to jajko w przepisie należy zastąpić rozpuszczonym we wrzątku zmielonym lnem (na 1 łyżkę ok. ½ szklanki wrzątku). Żeby były bezglutenowe, to zamiast otrębów owsianych należy użyć płatków jaglanych lub gryczanych (zmielonych w blenderze lub młynku do kawy).

Z podanej w przepisie ilości wychodzi ok. 12 niewielkich kotlecików (takich po 3-4 na porcję). Można też ulepić większe kotlety i użyć ich do hamburgerów (wychodzi 8 kotletów wielkości standardowego hamburgera) – do tego buła, czerwona cebula, plasterki ogórków konserwowych, posiekana sałata lodowa, majonez, keczup i musztarda – palce lizać! Są super na grill lub piknik. Można do nich zrobić sos typu tzatzyki i maczać w nich kotleciki nawet na zimno. Kotleciki nie rozpadają się podczas smażenia czy transportu (również w wersji wegańskiej) dzięki zawartości kaszy gryczanej, która dobrze łączy masę dzięki kleistej strukturze.

image

Co potrzebujesz?

  • ½ szklanki kaszy jaglanej
  • 1 szklankę granulatu sojowego
  • 3 szklanki bulionu warzywnego (może być z kostki / proszku BIO)
  • 2-3 łyżki oliwy
  • 1 cebulę, obraną i drobno posiekaną
  • 1-2 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • 1 łyżkę przyprawy pomidorowo-bazyliowej z czosnkiem niedźwiedzim lub pomidorowo-czosnkowej z czarnuszką Dary Natury albo 1 łyżkę drobno posiekanych suszonych pomidorów ze słoika (odsączonych dokładnie z oleju) + 1 łyżeczkę suszonej bazylii
  • pieprz ziołowy do smaku (ja daję ok. 1 łyżeczkę)
  • świeżo utartą gałkę muszkatołową do smaku (ja daję ok. ½ łyżeczki)
  • sól do smaku
  • 2 łyżki zmielonych otrębów owsianych lub w wersji bezglutenowej płatków jaglanych albo gryczanych + do obtoczenia
  • 2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki (może być suszona – 2 łyżeczki)
  • 1 jajko lub 1 łyżkę mielonego lnu, rozpuszczoną w niewielkiej ilości gorącej wody (tak aby uzyskać konsystencję kisielu) – ja zwykle daję jajko oraz dodatkowo 1 łyżeczkę zmielonego lnu dla lepszej kleistości masy
  • olej do smażenia (np. rzepakowy)

Jak przygotowujesz?

1) Kaszę jaglaną wsypujesz na gęste sito i dokładnie płuczesz pod bieżącą zimną wodą. Następnie przelewasz kaszę wrzątkiem prosto z czajnika, żeby pozbyć się goryczy.

2) W niedużym garnku zagotowujesz 1 szklankę bulionu warzywnego z dodatkiem 1 łyżeczki oliwy, wsypujesz sparzoną kaszę i gotujesz pod przykryciem na małym ogniu przez ok. 15-18 minut. Pamiętaj, nie mieszaj kaszy podczas gotowania! Zostawiasz pod przykryciem jeszcze 5 minut, aż kasza całkowicie wchłonie płyn, a następnie przerzucasz do miski.

3) Granulat sojowy przygotowujesz zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu, mocząc lub gotując w 2 szklankach bulionu warzywnego. Tak przygotowany granulat dokładnie odcedzasz i przerzucasz do miski z kaszą jaglaną.

4) Na patelni rozgrzewasz ok. 2 łyżki oliwy i wrzucasz drobno posiekaną cebulę. Smażysz aż zmięknie, a następnie dodajesz czosnek i przyprawy i jeszcze chwile smażysz. Zawartość patelni przerzucasz do miski z kaszą i granulatem.

5) Do masy dodajesz 2 łyżki zmielonych otrębów owsianych lub płatków jaglanych/gryczanych i natkę pietruszki oraz jajko lub kisielek z mielonego lnu. Całość dokładnie mieszasz i odstawiasz na jakieś 5 minut. Po tym czasie formujesz z masy mokrymi rękoma kotleciki (jakie jak tradycyjne mielońce) i obtaczasz je w zmielonych otrębach owsianych lub płatkach jaglanych/gryczanych.

6) Smażysz na rozgrzanym oleju z obu stron na złoty kolor. Odsączasz z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

7) Podajesz z ulubionymi dodatkami, np. sosem pieczarkowym i ryżem (kotleciki nadają się również na hamburgery!).

 

Kartacze vel Cepeliny (wegańskie!)

28 kwi

To wspaniale, regionalne danie z Suwalszczyzny i Podlasia (gdzie jest znane jako kartacze) oraz Litwy (tam zaś jako cepeliny) zwykle występuje w wersji mięsnej. Czasami można spotkać kartacze z farszem z twarogu czy grzybów, ale raczej rzadko. Wschód jednak jest bardzo mięsożerny!

Ostatnio o cepelinach przypomniała mi moja koleżanka Paulina (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam!). Paulina ze względów zdrowotnych nie jada glutenu, ja natomiast ze względów ideologicznych nie jadam mięsa. Moje kartacze są i bezglutenowe i bezmięsne, a nawet całkowicie wegańskie. I w dodatku są naprawdę pyszne!

Wszelkie ziemniaczane kluchy – śląskie, pyzy, czy kartacze właśnie – wydają się być bardzo pracochłonne, ale tak naprawdę najwięcej roboty jest ze ścieraniem kartofli, a mnie w tym wyręcza robot kuchenny. No i gotowanie jest może trochę uciążliwe, bo od czasu do czasu trzeba zamieszać, czy obrócić kluchę, ale nie jest to jakieś strasznie męczące. Można w tak zwanym międzyczasie coś sobie porobić, np. poczytać książkę.

O czym warto wiedzieć zanim przystąpi się do robienia ziemniaczanych kluch? Ano, jakie ziemniaki wybrać – tu są potrzebne mączyste, z dużą zawartością skrobi. Takie ziemniaki mają biały miąższ i szybko się rozpadają podczas gotowania. Niestety jakoś rzadko są w sprzedaży, co dziwi w kraju stojącym ziemniakiem i kluchą! Mnóstwo jest kartofli sałatkowych, czy grillowych, a te się na kluchy zwyczajnie nie nadają, bo mają za mało skrobi. Warto przejść się na jakiś bazar i poszukać dobrych ziemniaków mącznych (klasy C – najbardziej znane odmiany to bryza i ibis). Mi się tym razem niestety nie udało kupić najlepszych ziemniaków i swoje cepeliny zrobiłam z takich średnich (tzw. uniwersalnych), dosypując do nich nieco skrobi ziemniaczanej z torebki (może być też mąka). Żeby surowe ziemniaki nie sczerniały, dodałam do nich troszkę kwasku cytrynowego (tak ok. 1 łyżeczkę).

Oryginalnie cepeliny są duże i maja nieco podłużny, cygarowaty kształt, jak słynne sterowce (stąd nazwa!). Oczywiście można z tego przepisu zrobić również pyzate kule – w smaku różnicy nie ma – jak kto woli. Do tego przyrumieniona na oleju cebulka i już jest niebo w gębie! Można też podawać ze śmietaną (ale wtedy już nie będzie wegańsko). Moja wersja kartaczy z soczewicą smakuje nawet mięsożercom (mojemu mięsożercy przynajmniej smakowała). Myślę, że warto im poświęcić trochę czasu.

Kartacze (1)

Co potrzebujesz na farsz?

  • 1 szklankę brązowej soczewicy
  • 3 łyżki oleju (nierafinowanego rzepakowego lub oliwy)
  • 2 listki laurowe
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1 dużą cebulę, obraną i posiekaną
  • 2-3 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • 1 łyżeczkę suszonego majeranku
  • 1 łyżeczkę pieprzu ziołowego
  • sól do smaku
  • opcjonalnie 2 łyżki zmielonych otrębów owsianych lub płatków jaglanych (te ostatnie są bezglutenowe)

Co potrzebujesz na ciasto?

  • 3 kg ziemniaków (z czego 1 kg ugotowanych – mogą być z poprzedniego dnia z obiadu i 2 kg surowych)
  • skrobię lub mąkę ziemniaczaną (ok. 2-4 łyżki – zależy od zawartości skrobi w ziemniakach)
  • 1-2 łyżeczki soli
  • ok. 1 łyżeczkę kwasku cytrynowego

Kartacze (2)

Jak przygotowujesz farsz?

1) Soczewicę płuczesz na sicie pod bieżącą zimną wodą. W garnku z grubym dnem zagotowujesz 2 szklanki wody z dodatkiem 1 łyżki oleju, listków laurowych oraz ziela angielskiego i wrzucasz opłukaną soczewicę. Gotujesz do miękkości pod przykryciem, od czasu do czasu mieszając (ok. 40 min.). Pod koniec gotowania solisz – ok. 1 łyżeczkę. Ugotowaną soczewicę starannie odcedzasz z wody i przekładasz do miski.

2) Na patelni rozgrzewasz pozostały olej i wrzucasz cebulę oraz przyprawy (majeranek i pieprz ziołowy). Smażysz aż cebula się zrumieni. Dodajesz czosnek i przerzucasz zawartość patelni do miski z soczewicą.

3) Farsz mielisz w maszynce do mielenia lub malakserze (można zresztą nie mielić – ja jednak wolę gładkie nadzienie). Doprawiasz do smaku wedle uznania (ja lubię mocno czosnkowe nadzienie). Opcjonalnie możesz dodać 2 łyżki zmielonych otrębów lub płatków jaglanych (ale nie jest to konieczny dodatek).

Jak przygotowujesz ciasto?

1) Ziemniaki obierasz. Kilogram gotujesz w osolonej wodzie do miękkości, a następnie odcedzasz i dokładnie odparowujesz. Jeszcze gorące ubijasz dokładnie tłuczkiem lub przeciskasz przez specjalną praskę do ziemniaków.

2) Surowe ziemniaki ścierasz na tarce o drobnych oczkach (tak jak na placki kartoflane) lub na specjalnej tarczy w robocie kuchennym (preferowane rozwiązanie!). Do startych ziemniaków dodajesz kwasek cytrynowy i mieszasz.

3) Następnie bierzesz kawałek czystej ściereczki lub gazy (ja użyłam nieużywaną tetrę J) i dokładnie, metodycznie odciskasz ziemniaki z płynu. Ważne jest żeby ten płyn ściekał do miski lub innego naczynia, ponieważ będzie jeszcze potrzebny (nie wylewaj!). Najlepiej ziemniaki jest odciskać partiami – po 3-4 łyżki. Odciśnięte na wiór ziemniaki przekładasz do tych ugotowanych i utłuczonych.

4) Czekasz kiedy z wody po odciśnięciu ziemniaków wytrąci się skrobia i ją również dodajesz do masy ziemniaczanej (ale bez tej wody – ją już możesz wylać, ale tak, żeby nie wylać również skrobi!). Dodajesz trochę soli do smaku (1-2 łyżeczki). Całość mieszasz i próbujesz rękoma, czy ciasto dobrze się lepi (powinno być jak plastelina) – jeśli nie, to dodajesz nieco skrobi lub mąki ziemniaczanek (na początek ze 2 łyżki, żeby z kolei nie przesadzić w drugą stronę – ja w sumie dodałam 3 łyżki).

Jak przygotowujesz kartacze vel cepeliny?

1) Z ciasta lepisz podłużne placuszki. Na jeden nakładasz łyżką farsz, przykładasz drugi placuszek na wierzch i dokładnie zlepiasz brzegi, formując owalny kształt. Ważne, żeby farsz nie wydostał się ze środka. Z podanej w przepisie ilości powinno wyjść ok. 12 dużych cepelinów.

2) W dużym garnku gotujesz wodę z dodatkiem soli i gotujesz partiami cepeliny ok. 20-30 minut (od czasu do czasu delikatnie mieszasz i przekręcasz kluchę na drugą stronę). Wyjmujesz łyżką cedzakową i podajesz polane przyrumienioną na oleju cebulką. Pycha!

Kartacze (4)

Kartacze (3)

 
 

Owsiane placuszki w stylu pancakes

19 lut

Ostatnio znowu próbuję trochę zdrowiej się odżywiać – trzeba się w końcu doprowadzić do porządku po urlopie macierzyńskim.

Koniec zatem z czekoladkami i innymi tuczącymi łakociami! Waga trochę za bardzo poszła do przodu, ech…

Postanowiłam wrócić więc do diety z niskim indeksem glikemicznym, w miarę bogatej w błonnik, a ubogiej w cukry proste. W dodatku cholesterol wyszedł mi nieco za wysoko, więc muszę go zredukować.

Dziś na drugie śniadanie zrobiłam „pankejksy” z płatków i otrębów owsianych – bez dodatku mąki pszennej i bez cukru. Z beztłuszczowym jogurtem, zamiast maślanki. Smażone na patelni do naleśników, posmarowanej śladową ilością oleju rzepakowego. Wyszły smaczne i oto chodziło. Oczywiście można też dodać do nich różne owoce – ja akurat nic w domu nie miałam.

Na koniec tradycyjnie przypominam, że oczywiście jeśli ktoś ma celiakię, to powinien kupić płatki owsiane z certyfikatem gluten-free (zobacz tutaj) lub użyć płatków jaglanych.

image

Co potrzebujesz?

- 1 szklankę płatków owsianych tradycyjnych z dodatkiem otrębów owsianych (jakieś 2-3 łyżki – całość ma stanowić 1 szklankę)

- 1 szklankę jogurtu naturalnego bez cukru i tłuszczu (ja użyłam bakoma 0%)

- 4 białka + 1 jajko (typ „0″ lub „1″) – cholesterol jest tylko w żółtku, a podobno w zielononóżkach jest go mniej

- niecałą łyżkę stevii w pudrze (równoznaczne 2 łyżkom cukru) lub ew. 1 łyżkę syropu z agawy

- 1/2 łyżeczki pasty waniliowej

- 1/2 łyżeczki soli

- 1 łyżeczkę octu jabłkowego (zamiast tego można dać 1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia).

Jak przygotowujesz?

1) Wszystkie składniki miksujesz w blenderze na jednolitą masę i odstawiasz na jakieś pół godziny. Jak Ci się chce, to z białek możesz oddzielnie ubić pianę, którą następnie wymieszasz z płatkami, jogurtem i pozostałymi składnikami. Ja tym razem miksowałam wszystko razem, czyli że tak powiem „po amerykańsku” ;-)

2) Smażysz na patelni naleśnikowej z powłoką anty-przywierającą. Patelnie smarujesz cieniutką warstwą oleju rzepakowego i gdy się rozgrzeje, wylewasz porcje ciasta. Smażysz z obu stron na złoty kolor na średnim ogniu.

3) Z podanej ilości ciasta wychodzą 4 placki – czyli masz śniadanie dla 2 osób. Podajesz z owocami lub syropem z agawy lub – tradycyjnie – z syropem klonowym.

image

 
 

Naleśniki gryczane ze szpinakiem (bezglutenowe)

09 lut

Lubię naleśniki. Ostatnio smażyłam po nocy 30 sztuk, a i tak rozeszły się w dwa dni…

Lubię naleśniki i na słodko i wytrawne. Na słodko niestety teraz nie mogę jeść, więc zostały mi wersje wytrawne.

Kilka razy smażyłam naleśniki ze zmielonych na mąkę płatków i otrębów owsianych, dodając do nich trochę skrobi (głównie w postaci mączki z tapioki), ale tym razem postanowiłam zrobić naleśniki wyłącznie z mąki gryczanej (bez dodatku skrobi).

Robiłam już pierogi z mąki gryczanej (w dwóch wersjach: z dodatkiem mąki ziemniaczanej oraz z dodatkiem mąki owsianej) i szczerze mówiąc nie czułam w nich żadnego posmaczku gryczanego (a nie należę do miłośników kaszy gryczanej). W naleśnikach również tej goryczki nie poczułam, a w dodatku z farszem ze szpinaku chyba mi nawet bardziej smakowała ta wersja, niż tradycyjna (z mąki pszennej). Mojej rocznej córce również te naleśniki smakowały (na zdjęciu widać, jak się na nie „zasadza” ;-))

Przepis na naleśniki znalazłam TUTAJ i zmodyfikowałam w nim jedynie proporcje płynów oraz zastąpiłam zwykłe mleko „mlekiem” ryżowym (co być może miało wpływ na elastyczność ciasta, a być może nie…). Dałam też gazowaną wodę, a nie zwykłą, bo zawsze tak robię w przypadku naleśników. Zastanawiam się czy następnym razem nie dać 4 jajek, zamiast 3, ponieważ zwykle ekologiczne jajka są małe (tym razem jednak dałam 3 i ciasto było wystarczająco elastyczne).

Dwa czy trzy razy w trakcie smażenia, przed wylaniem kolejnej porcji ciasta, smarowałam patelnię cieniutką warstwą oleju (za pomocą nasączonego ręcznika papierowego), ale dodatek oleju do ciasta (1/4 szklanki) raczej jest wystarczający.

Moim zdaniem naleśniki gryczane raczej się nadają wyłącznie do wytrawnych wersji, chociaż pewnie znajdą się również amatorzy tych naleśników na słodko – cóż, co kto lubi. Mi na słodko bardziej pasują naleśniki zrobione z mąki owsianej.

Z podanej w przepisie ilości ciasta wyszło mi 10 naleśników.

nalesniki_gryczane_ze_szpinakiem (1a)

Co potrzebujesz na naleśniki?

  • 3 duże jajka (najlepiej z chowu ekologicznego, czyli typ „0”)
  • 1 szklankę mleka (ja użyłam „mleka” ryżowego bez dodatku cukru)
  • 1 szklankę wody mineralnej gazowanej
  • ¼ szklanki oleju nierafinowanego (ja użyłam rzepakowego ale może być też oliwa) + odrobinę do posmarowania patelni
  • ½ łyżeczki drobnoziarnistej soli morskiej
  • 1 ¼ szklanki mąki gryczanej (*)
  • opcjonalnie: 2 łyżki zmielonych otrębów owsianych (**)

(*) Wprawdzie gryka z natury nie zawiera glutenu, ale może się zdarzyć zanieczyszczona innymi zbożami, dlatego osoby z celiakią lub uczuleniem na gluten powinny kupować mąki z certyfikatem gluten free (symbol przekreślonego kłosa).

(**) Owies również sam z siebie nie zawiera glutenu, natomiast przeważnie jest nim zanieczyszczony, a więc znowu podkreślam – osoby z celiakią lub uczuleniem na gluten powinny kupować produkty zbożowe z certyfikatem gluten free (symbol przekreślonego kłosa).

Co potrzebujesz na farsz?

  • 1 kg świeżego szpinaku (może być typu „baby”) albo 2 opakowania mrożonego
  • 2 łyżki klarowanego masła albo oliwy
  • 2 ząbki czosnku, obrane i posiekane
  • 150-200g sera typu feta, pokrojonego w kosteczkę (może być też niebieski ser pleśniowy, np. lazur)
  • sól morską, świeżo mielony pieprz i świeżo utartą gałkę muszkatołową do smaku

nalesniki_gryczane_ze_szpinakiem (2a)

Jak przygotowujesz naleśniki?

1) Do głębokiej miski wbijasz jajka i ubijając (najlepiej mikserem z końcówką do ubijania piany lub ręcznie okrągłą trzepaczką), dodajesz stopniowo mleko, wodę gazowaną i olej.

2) Kiedy na powierzchni płynów pojawią się pęcherzyki, dodajesz sól i stopniowo wsypujesz przesianą mąkę, cały czas ubijając, żeby nie zrobiły się grudki. Opcjonalnie możesz dodać dwie łyżki zmielonych otrębów owsianych (jeśli nie tolerujesz glutenu, używaj tylko certyfikowanych produktów z symbolem przekreślonego kłosa!).

3) W razie potrzeby dolewasz więcej wody lub dosypujesz trochę mąki (ciasto na naleśniki powinno być konsystencji rzadkiej śmietany). Gotowe ciasto odstawiasz na ok. pół godziny.

 4) Na średnim ogniu rozgrzewasz płaską patelnię (najlepiej specjalną patelnię do smażenia naleśników z powłoką nieprzywierającą) i smarujesz ją bardzo cienką warstwą oleju (rozcierasz pędzelkiem kulinarnym lub ręcznikiem papierowym).

5) Trzymając lewą ręką patelnię (lub prawą – jeśli jesteś leworęczny), wlewasz odmierzoną ilość ciasta za pomocą małej łyżki wazowej trzymanej w prawej ręce (lub lewej) i jednocześnie szybkim kolistym ruchem lewej ręki (lub lewej) rozprowadzasz cienką warstwę ciasta równomiernie na całej powierzchni patelni (nadmiar ciasta zlewasz z powrotem do miski).

6) Jeżeli po wylaniu pierwszego naleśnika ciasto jest za gęste i nie chce się dobrze rozprowadzać, to dolewasz do miski trochę wody i dokładnie mieszasz ciasto.

7) Naleśniki smażysz z obu stron na jasnozłoty kolor.

Jak przygotowujesz farsz?

1) Szpinak przebierasz, usuwając zepsute liście i zdrewniałe łodygi, dokładnie myjesz i suszysz. Mrożony szpinak rozmrażasz.

2) Na patelni rozgrzewasz masło lub olej i wrzucasz posiekany czosnek. Chwilę smażysz, ale uważasz, żeby czosnek się nie zrumienił.

3) Wrzucasz szpinak i dusisz pod przykryciem, aż liście opadną (mrożony dusisz chwilę bez przykrywania).

4) Dodajesz ser i przyprawy (ostrożnie z solą, bo feta zwykle jest bardzo słona). Dokładnie mieszasz i jeszcze chwile podgrzewasz..

5) Naleśniki nadziewasz farszem i podgrzewasz na patelni (na maśle) lub w piekarniku (możesz je zapiec z sosem pomidorowym).

nalesniki_gryczane_ze_szpinakiem (3a)

nalesniki_gryczane_ze_szpinakiem (4a)

 

Feta zapiekana z pomidorkami cherry i ziołami

08 sty

Dziś danie szybkie, nie wymagające praktycznie żadnej pracy, niemal „robiące się samo”(czyli takie, jakie lubię najbardziej ). To wspomnienie lata, wspomnienie Grecji – pyszne i aromatyczne. Najlepsze w połączeniu z pieczonymi ziamniakami z rozmarynem. Nadaje się zarówno na obiad jak i na wykwintną ciepłą kolację.

image

Co potrzebujesz?

- 2 prawdziwe sery feta (albo przynajmniej dobre podróbki, ale nie te najbardziej popularne w kartoniku, ponieważ nie nadają się one do pieczenia)
- szklankę pomidorków cherry, przekrojonych na pół
- czerwoną cebulę, obraną i pokrojoną w cienkie pół plasterki
- 2 ząbki czosnku, obrane i z grubsza posiekane
- garść oliwek kalamata, wydrylowanych i pokrojonych w kawałki
- oregano (świeże lub suszone) do smaku
- świeżo mielony pieprz do smaku
- szczyptę suszonego chili
- listki świeżej natki pietruszki (ok. 2 łyżki)
- oliwę extra vergine
Ponadto przyda się:
- kilka czerwonych ziemniaków, obranych i pokrojonych w ćwiartki
- rozmaryn (najlepiej świeży, ale może być też suszony) do smaku
- sól morska do smaku

Jak przygotowujesz:

1. Najpierw przygotowujesz ziemniaki. Wkładasz je do naczynia żaroodpornego, dodajesz rozmaryn i trochę oliwy oraz sól do smaku i całość mieszasz. Wstawiasz do rozgrzanego do 200 st. C piekarnika i pieczesz (najlepiej w termoobiegu) aż zmiękną.

2. Następnie w drugim naczyniu żaroodpornym lub formie do lasagne układasz w całości sery feta, obsypujesz je dodatkami i ziołami i skrapiasz nieco oliwą. Nie dodajesz soli, bo feta jest wystarczająco słona sama w sobie. Naczynie pr,ykrywasz folią aluminiową.

3. Kiedy ziemniaki zmiękną, zmniejszasz temperaturę do 180 st. C (najlepiej przestawiasz też grzałkę na grill lub góra-dół) i wstawiasz fetę. Pieczesz ok. 20 min., aż pomidorki będą miękkie i lekko zgrilowane.

4. Podajesz na ciepło razem z pieczonymi ziemniakami. Smacznego!

image

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania główne, Przystawki

 

Bigos wegetariański

30 lis

Bigos wegetariański?! Niektórzy uważają, że to niemożliwe, bo w bigosie musi być mięcho! Dużo mięcha! A jak mięcha nie ma, to znaczy że jest to zwykła, wigilijna kapusta z grzybami, a nie żaden tam bigos. Cóż, w moim daniu są nie tylko grzyby i nie tylko kapusta, ale też wiele innych smaków, dodatków i przypraw. I dlatego nazywam je bigosem.

U mnie w domu bigos robiło się zawsze na Nowy Rok (na Boże Narodzenie nie było u nas nigdy samej kapusty z grzybami, tylko w formie farszu do pierogów). W tym roku również zamierzam dotrzymać tradycji (szczególnie, że Sylwestra spędzamy w domu z roczną córeczką), więc postanowiłam trochę zawczasu poeksperymentować w kuchni w celu stworzenia najlepszej receptury na wegetariański (a nawet wegański) bigos. Myślę, że wyszło całkiem nieźle. Polecam spróbować!

Uwaga! Pamiętaj żeby suszone grzyby przygotować wcześniej (np. poprzedniego dnia wieczorem lub tego samego dnia rano). Musisz je dokładnie wypłukać z piasku i innych paproszków, włożyć do rondelka lub małego garnuszka, zalać niewielką ilością wody (tak żeby ledwo przykrywała powierzchnię grzybów) i moczyć kilka godzin (np. całą noc), a następnie ugotować pod przykryciem na małym ogniu do miękkości – w tej samej wodzie, w której się moczyły (ok. 30-40 min. – uważaj żeby nie wykipiały!). I nie wylewaj wywaru grzybowego! – przyda Ci się do bigosu. Grzyby suszone to jedyny składnik bigosu, który trzeba przygotować wcześniej.

I jeszcze mała uwaga do śliwek – najlepiej użyj wędzonych, by bezmięsny bigos nie był całkowicie pozbawiony smaku wędzonki. Wiem, że trudno je dostać w zwykłym sklepie – ja mam z ursynowskiego bazaru „Na Dołku” (kupione jeszcze w zeszłym roku), ale wiem, że można też kupić przez internet. To produkt sezonowy, więc najłatwiej kupić je jesienią i zimą (czyli w sumie wtedy, kiedy i na bigos jest sezon). Jeżeli nie dostaniesz nigdzie wędzonych śliwek, to może uda Ci się chociaż zdobyć wędzoną słodką paprykę w proszku – zawsze to będzie coś. A co do parówek sojowych, to przynajmniej ja nie widziałam nigdzie bezglutenowych, więc jeśli nie możesz jeść glutenu, to lepiej tych parówek nie dodawaj (ja nie dałam).

Co potrzebujesz na bigos?
- 1kg dobrej kiszonej kapusty (możesz ją nieco pokroić)
- 0,5kg świeżej kapusty białej, drobno poszatkowanej (jeżeli wolisz bardziej kwaśny bigos, to możesz pominąć zwykłą kapustę i dać 1,5kg kapusty kiszonej)
- małą marchewkę, obraną i startą na tarce o dużych oczkach
- 2 listki laurowe
- 6 ziarenek ziela angielskiego
- 6 ziarenek jałowca
- 1 łyżeczkę zmielonego kminku
- olej słonecznikowy (kilka łyżek)
- 1 łyżkę masła
- 2 cebule, obrane i posiekane w drobną kosteczkę
- 2 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
- ok 1 szklankę suszonych grzybów, oczyszczonych, namoczonych w niewielkiej ilości wody (najlepiej przez całą noc) i ugotowanych do miękkości (w tej samej wodzie, w której były moczone)
- 0,5kg pieczarek, obranych i pokrojonych w kostkę (mniejsze pieczarki wystarczy pokroić w ćwiartki lub nawet połówki)
- 1 łyżeczkę pieprzu ziołowego
- 1 łyżeczkę suszonego majeranku
- 0,5 łyżeczki suszonego tymianku
- 1 łyżeczkę słodkiej papryki w proszku (lub wędzonej papryki w proszku, zwłaszcza jeżeli nie masz wędzonych śliwek, tylko suszone)
- 10 wędzonych śliwek (lub ewentualnie suszonych), wydrylowanych i pokrojonych w paseczki (żeby łatwiej je było drylować, możesz je wcześniej namoczyć w wodzie przez kwadrans)
- wywar z gotowania grzybów (wyszła mi mniej więcej 1 szklanka)
- 150ml wytrawnego czerwonego wina
- 4 łyżki sosu sojowego (jeśli kapusta jest bardzo słona, to możesz dać mniej sosu)
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- 2 łyżki miodu lub syropu z agawy (weganie!)
- 1 łyżkę powideł śliwkowych (ja użyłam domowej roboty, bez cukru)
- 150g „suszu” sojowego, czyli tzw. kotletów sojowych a la schabowe (ze 100% mąki sojowej)
- 0,5 litra bulionu warzywnego do namoczenia/ugotowania kotletów sojowych (może być z kostki/proszku BIO)
- opcjonalnie kilka parówek lub kiełbasek sojowych (np. wędzonych)
- sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Jak przygotowujesz?

1) Obie kapusty wkładasz do dużego gara (największego jaki znajdziesz w domu lub u sąsiada ;-)), najlepiej z grubym dnem (gara, nie sąsiada…), żeby kapucha nie przywierała i się nie przypalała, dodajesz startą marchewkę, listki laurowe, ziele angielskie, jagody jałowca i kminek. Dolewasz wody (jakieś 2 szklanki na sam początek – potem w miarę potrzeby uzupełniasz na bieżąco, żeby bigos się nie przypalił) i stawiasz na małym ogniu. W tym czasie przygotowujesz resztę składników (oczywiście suszone grzyby masz już wcześniej przygotowane, prawda?).

2) Na dużą patelnie lub do rondla wlewasz nieco oleju (tak aby przykrył dno cienką warstwą), dodajesz łyżkę masła i gdy się już rozgrzeje, wrzucasz cebulę.

3) Smażysz aż cebula się zeszkli, dorzucasz pozostałe przyprawy z wyjątkiem papryki (ta się szybko karmelizuje, więc dodajesz ją na końcu) oraz czosnek i chwilę jeszcze smażysz.

4) Następnie dorzucasz do smażącej się cebuli posiekane na mniejsze kawałki ugotowane wcześniej grzyby suszone oraz pieczarki  i smażysz, aż te się zrumienią (pod koniec dodajesz paprykę). Zawartość patelni przerzucasz do gara z kapustą, mieszasz i zostawiasz na jakiś czas, żeby się pogotowało na wolnym ogniu (masz czas na odpoczynek).

5) Po jakiś dwóch kwadransach dorzucasz do kapuchy z grzybami pozostałe składniki (z wyjątkiem kotletów sojowych). Mieszasz i zabierasz się za przygotowanie właśnie tych pominiętych kotletów (zgodnie ze wskazówkami producenta – niektóre się gotuje, inne namacza – niemniej użyj do tego bulionu warzywnego).

6) Po kolejnych dwóch kwadransach wrzucasz do gara pokrojone w paseczki kotlety sojowe, znowu całość mieszasz i gotujesz jeszcze jeden kwadrans.

7) Doprawiasz do smaku świeżo zmielonym pieprzem i solą (z solą ostrożnie, bo i kapusta jest słona i sos sojowy – najlepiej posól następnego dnia, kiedy smaki już się „przegryzą”). Zdejmujesz gar z ognia i zostawiasz do następnego dnia.

8) Następnego dnia gotujesz bigos jakieś pół godziny, w miarę potrzeby uzupełniając wodą, żeby kapusta się nie przypaliła. Bigos najlepszy będzie kolejnego dnia (ale już drugiego dnia można go jeść).

image

Smacznego!

 
 

  • RSS