RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Desery’

Tort na migdałowym biszkopcie (bezglutenowy)

28 lis

[Wpis długi, ale zawiera cenne informacje dot. przygotowania tortu]

Moja mama zawsze piekła pyszne torty. W dodatku w fantazyjnych kształtach i pięknie przyozdobione. Jednak kiedy patrzyłam jak ręcznie ubija trzepaczką nad parą jajka na biszkopt i krem, a potem ręcznie uciera w makutrze masło na puch, to wydawało mi się, że zrobienie takiego tortu to straszna robota (i za dużo stania, przede wszystkim). Więc się za robienie tortów nie brałam.

Kiedy jednak dowiedziałam się, że moja córka nie toleruje glutenu, postanowiłam zrobić taki tort, żeby mogła go zjeść i żeby w dodatku był smaczny. Gotowy tort bezglutenowy jest dość trudno kupić, a poza tym biszkopt z koncentratu bezglutenowego albo mąki kukurydzianej według mnie nie jest zbyt smaczny. Dlatego swój biszkopt zrobiłam z mieszanki mielonych migdałów i mąki ziemniaczanej.

Wbrew pozorom tort ten nie jest wcale taki drogi (mimo zatrważającej ostatnio ceny migdałów!), ponieważ biszkopt to ciasto przede wszystkim jajeczne, a dodatek mąki (czy też zmielonych orzechów) jest nieznaczny. Na mały tort, pieczony w tortownicy 20-22 cm (a taki właśnie robię najczęściej, konkretnie w formie o średnicy 20 cm), potrzeba 100-120g zmielonych migdałów (na 1 jajko bierze się bowiem 20g migdałów, a mały tort robi się z 5-6 jajek). Oczywiście koszt biszkoptu bezglutenowego będzie zawsze wyższy niż tradycyjnego (z mąki pszennej), ale generalnie dieta bezglutenowa jest droższa niż tradycyjna (niestety).

Moja mama robiła zwykle do tortów kremy maślano-jajeczne, te jednak (mimo, że są pyszne) wymagają, moim zdaniem, za dużo zachodu (to ubijanie jajek nad parą!), więc ja robię prosty i szybki krem ze stopionej czekolady i śmietany, zwykle dodając również serek mascarpone (wtedy krem jest sztywniejszy i bardziej trwały).

Warto, moim zdaniem, chociaż raz w roku zrobić taki tort i sprawić nim komuś przyjemność. Ja na przykład jestem wielkim miłośnikiem ciast z kremem, więc torty robię częściej niż raz do roku (generalnie – każda okazja jest dobra!).

Zanim przejdę do przepisu, przedstawię kilka istotnych wskazówek dotyczących przygotowania składników i potrzebnych akcesoriów. Warto je przeczytać przed przystąpieniem do pracy.

 tort1

SPRZĘT KUCHENNY I AKCESORIA

Jeżeli dysponuje się kuchnią wyposażoną tylko w sztućce i jedną miskę, to może być ciężko zrobić ten tort. Oto co jest potrzebne do przygotowania biszkoptu i kremu według poniższego przepisu:

  • urządzenie do mielenia migdałów (np. malakser ze stalowym nożem do siekania lub młynek elektryczny do kawy). Ja używam malaksera z funkcją rozdrabniania i opcją pulsacyjną. Można oczywiście kupić już zmielone migdały i wtedy ten sprzęt odpada (ale za to będzie drożej),
  • urządzenie do ubicia piany z białek i śmietany (np. blender, robot kuchenny, mikser, trzepaczka ręczna). Ja do przygotowania ciasta używam blendera ręcznego z końcówką do ubijania piany, natomiast do kremu wolę kitchen aida (czyli robota planetarnego), bo ładniej ubija śmietanę, ale spokojnie – nie jest on niezbędny, zwykły mikser z końcówkami do ubijania piany w zupełności wystarczy (i do przygotowania ciasta i do kremu),
  • waga kuchenna do odmierzania składników (biszkopt wymaga bowiem precyzji! – to nie jest ciasto do robienia „na oko”),
  • kilka filiżanek lub innych pojemniczków do podzielenia składników na porcje (dobrze bowiem sobie wszystko zawczasu przygotować, a nie potem nerwowo odmierzać cukier, gdy już się białka ubijają na sztywną pianę),
  • sitko - do przesiania maki ziemniaczanej / kakao / migdałów,
  • 2 miski kuchenne – jedna do przygotowania ciasta, a druga do kremu. Ja do kremu używam misy od kitchen aida, ale może być oczywiście każda inna miska kuchenna,
  • 1 tortownica z wyjmowanym dnem o średnicy 20-22 cm – na mały tort lub 2 (albo nawet 3!) tortownice o średnicy 26-28 cm – na duży tort. Jedna forma w przypadku dużego tortu to moim zdaniem za mało, ponieważ duży biszkopt najlepiej jest upiec w 3 lub 4 blatach, a nie w całości, bo trudniej się go potem kroi. Biszkopt migdałowy po upieczeniu jest trochę bardziej kleisty niż tradycyjny (jest bardziej jak biszkopt genueński, bo migdały dają taki efekt, jak dodanie masła) i musi podsuszyć się w formie przez noc, żeby się nie poprzyklejał do talerza czy nawet noża podczas krojenia (lub nakładania kremu). Dlatego właśnie jednego dnia piekę dwa blaty, zostawiam je w formach do wysuszenia na noc, a następnego dnia piekę jeszcze jeden lub dwa blaty, w zależności od tego, jak duże chcę uzyskać ciasto (to ze zdjęcia było naprawdę duuuuże :-)).
  • papier do pieczenia – do wyłożenia dna tortownicy (boków niczym się nie smaruje!),
  • szeroki, duży nóż lub specjalna łopatka – do rozsmarowywania kremu. Ja do rozsmarowywania kremu używam takiej łopatki, którą serwuje się ciasta.

PRZYGOTOWANIE SKŁADNIKÓW

Składniki na ciasto obowiązkowo muszą być w temperaturze pokojowej. Jajka należy wyjąć z lodówki na kilka godzin przed upieczeniem ciasta. Ja jeszcze zwykle na jakieś 10 minut przed rozpoczęciem miksowania, wkładam jajka do miski z gorącą wodą (taką najcieplejszą, jaka leci z kranu). W przypadku użycia mrożonych zmielonych migdałów (zachowują dłużej świeżość i aromat, niż jeśli w formie zmielonej leżą w pojemniku), również należy je wyjąć z zamrażalnika odpowiednio wcześniej.

Składniki na krem muszą być z kolei mocno schłodzone, tak więc śmietanę ze stopioną czekoladą należy przygotować na dzień przed ubiciem kremu, żeby zdążyła się dobrze schłodzić w lodówce (najlepiej przez całą noc). Ja zwykle robię tak, że biszkopt piekę wieczorem na dwa dni przed podaniem tortu. Kiedy ciasto jest już w piekarniku, wtedy przygotowuję czekoladę ze śmietaną i gdy przestygnie, wstawiam do lodówki. Następnego wieczoru ubijam mocno schłodzoną czekoladową masę śmietanową z serkiem mascarpone, a następnie kroję biszkopt na blaty i przekładam kremem. Na blogu Moje Wypieki autorka podaje, że śmietanę z czekoladą powinno się chłodzić minimum 12 godzin, ja jednak chłodziłam wiele razy po ok 8 godzin i ubiło się doskonale, no ale ja jeszcze dodaję mascarpone, więc może to o to chodzi?

MIGDAŁY

W skórce lub bez skórki – wszystko jedno. Na zdjęciach tortu widać, że dwa blaty są jaśniejsze, a dwa ciemniejsze – jednego dnia piekłam bowiem ciasto z migdałów zblanszowanych, a drugiego zmieliłam je w całości, ze skórką, bo mi się nie chciało ich parzyć, obierać i suszyć. Migdały zwykle kupuję w skórkach, w dużych, kilogramowych opakowaniach, bo wtedy ich cena jest dużo niższa, niż tych blanszowanych (nawet o połowę!), a migdałów i tak dużo w kuchni używam. Żeby zaś migdały zblanszować, to trzeba temu trochę czasu poświęcić i jeszcze później dobrze je wysuszyć. Zamiast migdałów można też użyć innych orzechów – ja jednak na większość orzechów jestem uczulona, a na migdały akurat nie.

Migdały mielę w malakserze – najpierw pulsacyjnie, żeby nie przegrzać urządzenia, a następnie na najwyższych obrotach, jednak nie za długo, bo wtedy zamiast mąki wychodzi pasta, a to nie o to tu chodzi. Mąka z migdałów i tak nigdy nie będzie tak drobna, jak pszenna, dlatego przesiewanie tradycyjnym sitkiem do mąki się nie uda (migdały są jednak dość tłuste). Można je trochę wcześniej podprażyć, np. w piekarniku lub na patelni, wtedy powinny być suchsze, ale i tak najlepiej je przesiać przez sitko z dużymi oczkami lub wcale.

PROPORCJE

Proporcje w biszkopcie są naprawdę ważne. Ciasto ze źle odmierzonymi składnikami może po prostu zupełnie się nie udać. Dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w wagę kuchenną i przed przystąpieniem do przygotowywania ciasta, odmierzyć sobie wszystkie składniki i podzielić je na porcje.

Proporcje na 1 jajko w rozmiarze M-L:

  • 30g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego)
  • 20g drobno zmielonych migdałów
  • 10g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • odrobina soku z cytryny (na 3 jajka to 1 łyżeczka)
  • mała szczypta drobnoziarnistej soli

* aby zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej należy zastąpić przesianym kakao.

Na mały tort (pieczony na raz w formie 20-22 cm) potrzebna jest porcja z 5-6 jajek. Natomiast na jeden blat dużego tortu (pieczonego w 3-4 blatach w formie 26-28 cm), trzeba przygotować porcje z 3 jajek (a więc w sumie z 9 lub nawet 12 jajek).

Do tortu ze zdjęcia zrobiłam 4 blaty w tortownicy 28 cm, każdy z 3 jajek, a więc użyłam aż 12 jaj! Ale ten tort był naprawdę ogromny, więc 9 jajek spokojnie wystarczy na duży tort. Można oczywiście od razu z tych 9 jaj upiec cały biszkopt i potem pokroić go na 3 blaty, ale ja jednak wolę piec na raty, bo krojenie tak sobie mi wychodzi.

 tort2

Generalnie ciasto przygotowuje się naprawdę łatwo i szybko i nie trzeba się zrażać długością opisu (nie przekłada się na długość wykonania). Najważniejsza jest dobra organizacja pracy i uprzednie przygotowanie wszystkich składników. Ja zawsze najpierw mielę migdały, co trwa ok. 2-3 minuty, potem odmierzam pozostałe składniki w podziale na porcje (co trwa jakieś 5 minut), następnie miksuję ciasto (co trwa kolejne 5 minut), wstawiam do piekarnika i pozamiatane! W tym czasie rozpuszczam czekoladę w śmietanie i potem, już wystudzoną, wkładam do lodówki. Ciasto piecze się od 20 minut (blaty) do ok 40-50 minut (w całości), no ale nie trzeba nad tym stać i można sobie w tym czasie poczytać książkę. Ostatnio też zrobiłam ciasto nową metodą niż dotychczas (na razie tylko raz, ale wyszło bardzo dobrze) i ona jest jeszcze mniej czasochłonna, o ile jednak posiada się stojący mikser (który miksuje bez konieczności stania nad nim, żeby go trzymać, np. kitchen aid i temu podobne). Obie metody przedstawię poniżej.

PIECZENIE I RZUCANIE

Najważniejsze to pamiętać, żeby piekarnik był nagrzany do odpowiedniej temperatury PRZED włożeniem ciasta do środka. Ta odpowiednia temperatura to 160 – 170 stopni C. Ja zwykle ustawiam piekarnik pomiędzy tymi wartościami i biszkopt wychodzi idealny. Można też wstawić piekarnik na 170 stopni, kiedy się nagrzeje do tej temperatury, to wstawić ciasto i od razu zmniejszyć do 160 stopni.

Piekącemu się biszkoptowi nie należy przeszkadzać. Nie trzeba zatem ciągle otwierać i zamykać drzwiczek od piekarnika, bo to tylko może spowodować, że biszkopt opadnie (tworzy się przeciąg). Zasada jest prosta – kiedy ciasto zrumieni się na piękny złoty kolor, wtedy jest gotowe i wtedy też dopiero należy otworzyć piekarnik. Nie trzeba nawet kłóć ciasta patyczkiem (bo jeszcze opadnie!). Oczywiście trzeba „wyczuć” swój piekarnik, więc lepiej pierwszy raz biszkopt upiec na próbę, a nie od razu na wielką uroczystość. Ja np. wiem, że jeśli piekę mały tort „na raz” w temperaturze 170 stopni, to mojemu piekarnikowi zajmuje to równo 40 minut. I dopiero po tym czasie wyciągam ciasto.

Kiedy biszkopt już się upiecze, to należy go wyjąć z piekarnika i – to wcale nie żart! – upuścić w formie na podłogę z wysokości kolan (oczywiście w taki sposób, żeby nie wypadł z tej formy, czyli nie do góry nogami!). Rzucanie ciastem biszkoptowym, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, zapobiega jego opadaniu, więc nie należy się tego bać. Następnie należy odstawić ciasto w formie na blat i poczekać aż całkowicie ostygnie. Niektórzy radzą położyć formę z ciastem do góry dnem, bo taki sposób stygnięcia powoduje, że ciasto nie opada, ale mi szczerze mówiąc po rzucaniu i tak już nie opada, więc ja studzę ciasto normalnie.

Z formy biszkopt należy wyciągnąć dopiero po całkowitym ostudzeniu i uprzednim okrojeniu boków nożem (ja to robię po kilku godzinach od upieczenia, a czasami nawet dopiero następnego dnia, bo zwykle piekę w nocy).

Mały tort jest taki akurat dla naszej rodziny, natomiast duży przeznaczam na dużą imprezę.

tort3

CO POTRZEBUJESZ NA BISZKOPT:

MAŁY (20-22 cm) pieczony na raz:

  • 6 jajek w rozm. M-L
  • 180g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego extradrobnego, ale zwykły też może być)
  • 120g drobno zmielonych migdałów
  • 60g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • szczyptę drobnoziarnistej soli

DUŻY (26-28 cm) pieczony w 3 blatach – składniki na jeden blat:

  • 3 jajka w rozm. M-L (w sumie 9 jajek)
  • 90g drobnego cukru do wypieków (w sumie 270g cukru)
  • 60g drobno zmielonych migdałów (w sumie 180g migdałów)
  • 30g mąki ziemniaczanej, przesianej (w sumie 90g mąki ziemniaczanej)*
  • 1 łyżeczkę soku z cytryny (w sumie 1 łyżkę)
  • małą szczyptę drobnoziarnistej soli (w sumie ½ łyżeczki)

* jeżeli chcesz zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej zastąp przesianym kakao

JAK PRZYGOTOWUJESZ BISZKOPT:

1) Biszkopt pieczesz na dwa dni przed podaniem tortu. Pamiętaj, żeby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej.

2) Jeżeli pieczesz duży biszkopt z trzech blatów, składniki rozkładasz na 3 porcje (każda porcja z 3 jajek) i przygotowujesz dwie (lub nawet trzy) tortownice (piekąc z termoobiegiem możesz włożyć do piekarnika na raz 2 tortownice). Dno każdej tortownicy wykładasz papierem do pieczenia, ale boków niczym nie smarujesz. Włączasz piekarnik i nastawiasz na 160-170°C.

3) Pierwsza szkoła przygotowywania masy jajecznej: białka starannie oddzielasz od żółtek i wlewasz do dużej miski, dodajesz szczyptę soli i ubijasz mikserem na maksymalnych obrotach. Kiedy zaczną się pienić i robić białe, cały czas ubijając, dodajesz stopniowo (po 1 łyżce) cukier. Kiedy piana stanie się gęsta i sztywna, zmniejszasz obroty miksera i dodajesz po jednym żółtku, krótko po każdym rozmiksowując masę, tylko po to żeby wmieszać żółtka, ale już nie ubijać, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza.

4) Druga szkoła przygotowywania masy jajecznej (zalecana dla posiadaczy mikserów stacjonarnych): do misy miksera (najlepiej wcześniej ogrzanej) wlewasz w całości jajka (no, wiadomo, że bez skorupek, ale chodzi o to, że bez rozdzielania na białka i żółtka), dodajesz cukier (nie musi być wtedy ekstradrobny) i sok z cytryny i ustawiasz moc miksowania na średnio-szybką (ja na kitchen-aidzie ustawiłam na „7”). Miksujesz równo 15 minut (oczywiście końcówką do ubijania piany). Masa w tym czasie powinna potroić swoją objętość i stać się gęsta i biała. Ta metoda ponoć nazywa się metodą włoską.

5) Do masy jajecznej (zrobionej wybraną przez siebie metodą), dodajesz przesiane migdały wymieszane z mąką ziemniaczaną (i ew. kakao) i delikatnie ale dokładnie mieszasz szpatułką. To najtrudniejsza część zadania, bo trzeba to zrobić z jednej strony bardzo delikatnie, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza, a z drugiej dokładnie, żeby nie było grudek mąki. To po prostu trzeba wyczuć. Ja jeszcze nie jestem na takim etapie, żeby czuć się mistrzem w mieszaniu masy jajecznej z mąką, ale mimo błędów ciasto i tak mi wychodzi. Nie należy po prostu miksować masy z mąką za pomocą miksera, ani ucierać składników jak na ciasto ucierane czy drożdżowe. Delikatnie, delikatnie i jeszcze raz delikatnie. To klucz do sukcesu.

6) Masę wlewasz do tortownicy, wstawiasz do nagrzanego piekarnika i pieczesz ok. 20-40 min. (w zależności od grubości blatu). Nie „wietrzysz” piekarnika w tym czasie (czyli nie otwierasz bez ustanku drzwiczek – najlepiej w ogóle nie otwierasz piekarnika przed czasem upieczenia się ciasta), nie dźgasz go niczym, i generalnie – nie przeszkadzasz mu w pieczeniu. Będzie gotowe, jak się zezłoci. Mały biszkopt z 5-6 jajek (pieczony w małej tortownicy na raz) piecze się 40 minut. Jeden blat z 3 jajek pieczony w dużej tortownicy to 20-25 minut. Duży biszkopt (z 9-10 jajek) pieczony na raz , to ok 50-60 minut.

7) Upieczone ciasto wyjmujesz z piekarnika i z wysokości kolan upuszczasz (rzecz jasna w formie) na podłogę. Studzisz w temperaturze pokojowej. Boki biszkoptu oddzielasz nożykiem od formy dopiero po jego całkowitym wystudzeniu.

8) Następnego dnia po upieczeniu wyciągasz biszkopt z formy i jeśli był pieczony w całości, to przekrawasz go na 3-4 blaty. Każdy nasączasz pączem, smarujesz dżemem i przekładasz kremem zrobionym np. wg poniższej receptury.

CO POTRZEBUJESZ NA PRZEŁOŻENIE TORTU:

  • Poncz do nasączenia tortu (np. woda lub słaba herbata z dodatkiem soku z cytryny, sok z pomarańczy, sok ananasowy, kawa – sama lub z brandy albo rumem – pełna dowolność)
  • Dżem, najlepiej kwaskowy, żeby przełamać słodycz kremu (malinowy, porzeczkowy, morelowy)

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z BIAŁEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 200-300g białej czekolady*
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 100g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

DUŻEGO:

  • 350-450g białej czekolady*
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 150g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

* Raz zrobiłam krem do małego tortu z 500ml śmietany i 250g serka oraz aż 350g białej czekolady (miałam takie nietypowe tabliczki). Kremu wyszło po pierwsze za dużo, a po drugie był niemożliwie słodki, więc stanowczo lepiej dać mniej czekolady. Ostatnio natomiast zrobiłam krem z czekolady Wedla Karmelove (jest to biała czekolada o smaku karmelowym, ale niczym nie nadziewana) – wzięłam 2 tabliczki i krem wyszedł dobry, ale chyba następnym razem wzięłabym 2,5 tabliczki (zwłaszcza, że te karmelowe są mniejsze, bo mają 90g). Najlepiej więc ilość czekolady dopasować do swoich upodobań.

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z MLECZNEJ / CIEMNEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 300g mlecznej czekolady (lub 200g)
  • 100g gorzkiej czekolady (lub 200g)
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

DUŻEGO:

  • 450g mlecznej czekolady (lub 300g)
  • 150g gorzkiej czekolady (lub 300g)
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego

JAK PRZYGOTOWUJESZ KREM?

1) Podane ilości kremu są na cały tort, jeśli więc chcesz zrobić dwa różne kremy do jednego ciasta (np. ciemny i jasny) – robisz je z połowy składników. Do tortu ze zdjęcia zrobiłam krem z białej czekolady (tort był duży, więc z 600 ml śmietany) z wiórkami kokosowymi i dodatkowo wierzch i boki tortu obsypałam płatkami kokosa. Ciasto nasączyłam sokiem ananasowym (takim z kartonika) i przełożyłam konfiturą malinową. Innym razem zrobiłam krem z mlecznej i gorzkiej czekolady (pół na pół), kakaowy biszkopt nasączyłam kawą z dodatkiem brandy i przełożyłam dżemem morelowym. Mniam!

2) Na dwa dni przed podaniem tortu (w dniu upieczenia biszkoptu) siekasz czekoladę na kawałeczki i wrzucasz do miski, w której później będziesz ubijać krem (ja wrzucam do misy kitchen-aida). W małym garnuszku podgrzewasz śmietanę kremówkę niemal do wrzenia i gorącą zalewasz posiekaną czekoladę. Odczekujesz 2 minuty i po tym czasie mieszasz śmietanę z czekoladą do uzyskania jednolitej masy (najlepiej taką okrągłą trzepaczką do ubijania piany). To dodam, że mi osobiście najlepiej odpowiada do robienia kremu czekolada Wedla – nie waży się, dobrze się rozpuszcza i nie tworzą się grudki. Robiłam kremy z różnych czekolad, również bardzo drogich i ekskluzywnych, ale zawsze wracam do Wedla, bo się najlepiej sprawdza.

3) Masę czekoladową studzisz do temperatury pokojowej, przykrywasz folią spożywczą i wstawiasz do lodówki do schłodzenia na minimum 8 godzin (a najlepiej na całą noc). Ja zwykle wtedy zwiększam też moc chłodzenia lodówki.

4) Na dzień przed podaniem tortu wyjmujesz z lodówki mocno schłodzoną masę czekoladową, dodajesz serek mascarpone i wanilię (możesz też dodać fix do ubijania śmietany, wtedy krem będzie bardziej trwały)  i ubijasz końcówką miksera do ubijania piany do otrzymania gęstego kremu. Uwaga: nie ubijaj zbyt długo, żeby nie przebić kremu (może się wtedy zwarzyć). Jeśli dodajesz wiórki kokosowe, to pod sam koniec ubijania i tylko chwilę jeszcze mieszasz, żeby równomiernie połączyły się z kremem.

5) Kremem przekładasz blaty tortu, uprzednio nasączone pączem i posmarowane cienką warstwą dżemu. Zdobisz dowolnie, jednak pamiętaj – to krem śmietanowy – nadaje się zatem wyśmienicie do przełożenia tortu i posmarowania nim wierzchu i boków, jeżeli zdobisz je w prosty sposób, np. obsypując płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, startą czekoladą, pralinkami (np. rafaello) itp. lub wyciskając prosty szlaczek na wierzchu. Jeżeli jednak chcesz ozdobić tort wymyślnymi falbanami czy kwiatami, wyciskanymi za pomocą fantazyjnych tylek, to już niestety ten krem się do tego nie nadaje. Nie nadaje się również do posmarowania tortu przed obłożeniem nim masą cukrową, bo może się ona rozpuścić. Do posmarowania wierzchu i boków biszkoptu w celu eleganckiego ozdobienia tortu lub obłożenia go masą cukrową, należy użyć prostej masy z utartego na puch masła i cukru pudru (ang. Buttercream) lub kremu na bazie bezy szwajcarskiej (ja jeszcze nie robiłam – to doświadczenie dopiero przede mną). Na najbliższe urodziny córki będę robić śmietanowo-czekoladowy krem do przełożenia tortu, natomiast do posmarowania wierzchu i boków oraz ozdobienia tortu zrobię prostą masę maślaną z dodatkiem puree z malin i czerwonego barwnika (bo córka zażyczyła sobie różowy tort). Czy wyjdzie – zobaczymy. Nie jestem mistrzem w ozdabianiu tortów, więc musze się dobrze przyłożyć do tego zadania. Będzie fotorelacja (to już niedługo)!

Zapisz

 

Owsiane placuszki w stylu pancakes

19 lut

Ostatnio znowu próbuję trochę zdrowiej się odżywiać – trzeba się w końcu doprowadzić do porządku po urlopie macierzyńskim.

Koniec zatem z czekoladkami i innymi tuczącymi łakociami! Waga trochę za bardzo poszła do przodu, ech…

Postanowiłam wrócić więc do diety z niskim indeksem glikemicznym, w miarę bogatej w błonnik, a ubogiej w cukry proste. W dodatku cholesterol wyszedł mi nieco za wysoko, więc muszę go zredukować.

Dziś na drugie śniadanie zrobiłam „pankejksy” z płatków i otrębów owsianych – bez dodatku mąki pszennej i bez cukru. Z beztłuszczowym jogurtem, zamiast maślanki. Smażone na patelni do naleśników, posmarowanej śladową ilością oleju rzepakowego. Wyszły smaczne i oto chodziło. Oczywiście można też dodać do nich różne owoce – ja akurat nic w domu nie miałam.

Na koniec tradycyjnie przypominam, że oczywiście jeśli ktoś ma celiakię, to powinien kupić płatki owsiane z certyfikatem gluten-free (zobacz tutaj) lub użyć płatków jaglanych.

image

Co potrzebujesz?

- 1 szklankę płatków owsianych tradycyjnych z dodatkiem otrębów owsianych (jakieś 2-3 łyżki – całość ma stanowić 1 szklankę)

- 1 szklankę jogurtu naturalnego bez cukru i tłuszczu (ja użyłam bakoma 0%)

- 4 białka + 1 jajko (typ „0″ lub „1″) – cholesterol jest tylko w żółtku, a podobno w zielononóżkach jest go mniej

- niecałą łyżkę stevii w pudrze (równoznaczne 2 łyżkom cukru) lub ew. 1 łyżkę syropu z agawy

- 1/2 łyżeczki pasty waniliowej

- 1/2 łyżeczki soli

- 1 łyżeczkę octu jabłkowego (zamiast tego można dać 1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia).

Jak przygotowujesz?

1) Wszystkie składniki miksujesz w blenderze na jednolitą masę i odstawiasz na jakieś pół godziny. Jak Ci się chce, to z białek możesz oddzielnie ubić pianę, którą następnie wymieszasz z płatkami, jogurtem i pozostałymi składnikami. Ja tym razem miksowałam wszystko razem, czyli że tak powiem „po amerykańsku” ;-)

2) Smażysz na patelni naleśnikowej z powłoką anty-przywierającą. Patelnie smarujesz cieniutką warstwą oleju rzepakowego i gdy się rozgrzeje, wylewasz porcje ciasta. Smażysz z obu stron na złoty kolor na średnim ogniu.

3) Z podanej ilości ciasta wychodzą 4 placki – czyli masz śniadanie dla 2 osób. Podajesz z owocami lub syropem z agawy lub – tradycyjnie – z syropem klonowym.

image

 
 

Racuchy owsiane ze śliwkami (bez mąki)

01 paź

Ostatnio nabrałam ochoty na racuchy. U mnie w domu tym mianem określano zwykłe placki z mąki pszennej, jajek (raz żółtka i białka były dodawane razem, a raz oddzielnie była bita piana z białek) oraz kefiru lub zsiadłego mleka. Do tego owoce – tradycyjne jabłka, na które mam uczulenie, zastępowały śliwki, gruszki, wiśnie, maliny czy nawet namoczone we wrzątku rodzynki – krótko mówiąc – co było pod ręką. Teraz mamy sezon na śliwki, więc to na nie się zdecydowałam, poza tym chyba najbardziej lubię właśnie ich dodatek do placków. Poza sezonem można dać owoce z mrożonki i też będzie dobrze (oczywiście po ich uprzednim rozmrożeniu).

Dzisiejsze placki usmażyłam na kefirze (użyłam jedno duże opakowanie o wadze 400g), ale świetnie się też nadaje maślanka lub zsiadłe mleko. Ja zwykłego mleka ani śmietany do racuchów nie używam, chociaż wiem, że wiele osób tak robi.

Wiele osób do racuchów dodaje również sodę, proszek do pieczenia lub drożdże. U nas w domu drożdże dodawało się niezwykle rzadko, a proszku czy sody to już w ogóle nie, dlatego moje placuszki są wolne od tego typu dodatków i przez to są może nieco mniej atrakcyjne wizualnie (ale smakowo nic nie tracą). No i chyba najważniejsza zmiana wobec oryginału – całkowity brak mąki pszennej. Zastanawiałam się, czy to się uda i jak takie placki bez mąki będą smakować i muszę mało skromnie powiedzieć, że mi te moje placki smakowały bardziej niż te tradycyjne.

Moje racuchy zrobiłam ze zmielonych w blenderze płatków owsianych (nie tak zupełnie na pył – trochę grudek zostawiłam). I tu ważna uwaga dla osób z celiakią – płatki owsiane sprzedawane w Polsce zwykle są zanieczyszczone glutenem, dlatego osoby uczulone muszą wybierać te z certyfikatem „gluten free”, albo po prostu zastąpić płatki owsiane jaglanymi lub z quinoa (te są całkowicie bezglutenowe). Do płatków dodałam też otręby owsiane, bo akurat miałam je przypadkiem w domu, ale nie jest to konieczny dodatek.

Do zagęszczenia ciasta użyłam mączki z tapioki (czyli skrobi z manioku), bo jak najpierw zrobiłam ciasto tylko ze zmielonych płatków, to placuszki były zbyt delikatne i łatwo się rozpadały przy przekładaniu ich na drugą stronę na patelni. Zamiast tapioki można też użyć skrobi kukurydzianej, a i pewnie ziemniaczana będzie dobra. Co do tapioki – wiem, że nie można jej niestety dostać w supermarketach, ale zwykle jest w sklepach ze zdrową lub azjatycką żywnością albo można ją kupić przez Internet. Trzeba tylko zwrócić uwagę, żeby była w formie mączki, a nie kuleczek (bo te się do tego nie nadają). Ja tę tapiokę dodaję do wielu dań i wypieków.

Ostatnim zaskakującym składnikiem moich oryginalnych racuchów jest syrop daktylowy BIO. Kupiłam go właśnie dopiero co, żeby wypróbować i te placki wydały mi się doskonałą okazją. Wiem, że syrop daktylowy ma dużo wyższy indeks glikemiczny niż syrop z agawy, ale co tam! Nadal to jednak zdrowsza alternatywna dla cukru rafinowanego (ten syrop to po prostu zagęszczony sok z daktyli), a na dodatek dużo smaczniejsza. Ja dałam 2 łyżki, bo lubię słodkie placuszki, ale można dać mniej. Zamiast syropu z daktyli czy agawy można też użyć dobrej jakości miodu płynnego, np. gryczanego.

Ja placki smażę na oleju (zwykle używam ryżowego), ale można też smażyć na maśle klarowanym – co kto woli. Podawać je można na ciepło lub zimno; same lub z dodatkami (posypane cukrem pudrem, polane kwaśną śmietaną lub z dowolną konfiturą). Są dobre zarówno na deser, podwieczorek, jak i śniadanie. Są po prostu idealnie uniwersalne.

racuchy ze sliwkami

Co potrzebujesz:

  • 1 szklankę (ok. 140g) zmielonych płatków owsianych BIO (tradycyjnych, a nie błyskawicznych) lub innych płatków (np. jaglanych lub quinoa)*
  • 2 łyżki otrębów owsianych**
  • 4 łyżki mączki z tapioki lub skrobi kukurydzianej
  • 1½ szklanki (375ml) kefiru (duże opakowanie 400g) lub maślanki lub mleka zsiadłego
  • 2 żółtka z jajek od kur z chowu ekologicznego (typ „0”)
  • 2 łyżki (30ml) syropu daktylowego BIO lub z agawy albo dobrej jakości płynnego miodu (np. gryczanego) – jeżeli wolisz mniej słodkie placki, daj 1 łyżkę
  • ½ łyżeczki pasty z ziarenek wanilii lub ekstraktu waniliowego
  • 250g wypestkowanych śliwek węgierek (świeżych lub z mrożonki), pokrojonych w paseczki (ok. 10 sztuk) lub innych owoców (jabłek, gruszek, malin, jagód, borówek, wydrylowanych wyśni lub nawet namoczonych rodzynek)
  • 2 białka z jajek od kur z chowu ekologicznego (typ „0”)
  • dużą szczyptę soli morskiej drobnoziarnistej
  • 1 łyżeczkę octu jabłkowego (do ubijania piany z białek)
  • olej do smażenia (np. ryżowy)

 

(*) większość płatków owsianych sprzedawanych w Polsce jest zanieczyszczonych glutenem, dlatego osoby z celiakią powinny kupować tylko te z certyfikatem bezglutenowym, albo użyć płatków jaglanych lub quinoa, które nie zawierają glutenu

(**) otręby owsiane również mogą zawierać gluten dlatego osoby z celiakią powinny pominąć ten dodatek

Jak przygotowujesz:

  1. Płatki mielisz w blenderze lub młynku do kawy; nie muszą być zmielone na mąkę – mogą pozostać trochę grudkowate.

  2. Zmielone płatki wsypujesz do miski, dodajesz otręby i skrobię (ja zwykle używam mączki z tapioki), a następnie dodajesz kefir lub maślankę albo zsiadłe mleko, żółtka, syrop lub miód i ekstrakt waniliowy. Całość dokładnie mieszasz i odstawiasz na ok. pół godziny.

  3. Śliwki przepoławiasz, wyjmujesz pestkę, a miąższ kroisz w paseczki. Dodajesz do ciasta.

  4. Z białek ze szczyptą soli ubijasz pianę. Kiedy piana jest jeszcze luźna, dodajesz łyżeczkę octu jabłkowego i dalej ubijasz na sztywno.

  5. Pianę z białek delikatnie lecz dokładnie mieszasz z ciastem.

  6. Na patelni rozgrzewasz olej. Ciasto nalewasz łyżką, formując małe placuszki. Smażysz na złoty kolor z obu stron na średnim ogniu.

  7. Podajesz na ciepło lub na zimno. Same lub z dodatkami (np. w wersji mniej zdrowej posypane cukrem pudrem).

 

Gofry (bez glutenu i cukru)

19 cze

Zawsze kiedy prażę kaszę jaglaną, to pachnie mi goframi. Dlaczego więc – pomyślałam sobie pewnego dnia – nie zrobić by gofrów w wersji zdrowej, a więc bezglutenowej, bezcukrowej, a może nawet i bezmlecznej (bo jajek, to wydaje mi się, ale ciężko by było się pozbyć w tym akurat deserze).

Postanowiłam zaryzykować i zrobić gofry z własnej mieszanki mąk – w internetach bowiem – i tych polskich i tych zagranicznych – roi się od bezglutenowych gofrów, ale wszystkie jakoś na tych gotowych miksach ze sklepu. Ryzyk fizyk. Zmiksowałam więc, tradycyjnie już, w elektrycznym młynku do kawy podprażoną kaszę jaglaną oraz brązowy ryż, dodałam do tego trochę skrobi (u mnie tapioka, ale może być kukurydziana albo ziemniaczana) i bezglutenowy proszek do pieczenia (kupiłam w Leclercu).

Gofry może nie są „identyczne z naturalnymi” ale też są smaczne. Myślę, że można jeszcze pokombinować z proporcjami, żeby wyszły troszkę bardziej puszyste, ale te co je teraz zrobiłam złe nie były. Najlepsze były oczywiście od razu po usmażeniu – jeszcze ciepłe – no ale zwykłe gofry też tracą na smaku, jak ostygną.

Do zrobienia gofrów wg poniższego przepisu potrzebne są dwa sprzęty specjalistyczne – wspomniany elektryczny młynek do kawy oraz, oczywiście, gofrownica. Oba można kupić teraz właściwie w każdym większym supermarkecie, w granicach 50 zł za sztukę. Gofrownicę oczywiście tylko jeżeli planujemy robić gofry nieco może częściej niż raz do roku, natomiast młynek tak czy inaczej na pewno się przyda do innych dań bezglutenowych, gdzie chcemy wykorzystać mąki domowej roboty.

Ja moje gofry zjadłam dzisiaj polane syropem z agawy (raz ciemnym, a raz jasnym), ale można podać je z czym tylko dusza zapragnie.

Smacznego!

Co potrzebujesz:

  • ½ szklanki mąki z kaszy jaglanej (własnej roboty)
  • ½ szklanki mąki z brązowego ryżu (własnej roboty)
  • ½ szklanki mąki z tapioki (skrobi z manioku) lub skrobi kukurydzianej
  • 1 łyżeczkę bezglutenowego proszku do pieczenia (najlepiej bio)
  • ¼ łyżeczki soli
  • ¼ kostki (50g) masła lub margaryny roślinnej
  • ½ szklanki mleka zwykłego lub roślinnego (najlepiej migdałowego, własnej roboty, ale może być też ryżowe lub sojowe)
  • ½ szklanki wody gazowanej
  • 3 jajka z hodowli ekologicznej (oddzielnie żółtka i białka)
  • ¼ szklanki jasnego syropu z agawy bio lub ½ szklanki ksylitolu
  • ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • olej do wysmarowania gofrownicy

 

Jak przygotowujesz:

  1. Z kaszy jaglanej robisz mąkę. Najpierw prażysz ziarna na suchej, gorącej patelni, aż się rozgrzeją i zaczną pachnieć, a następnie studzisz je i mielisz na drobny pył w młynku do kawy.
  2. Brązowy ryż mielisz na drobny pył w młynku do kawy.
  3. Do miski przesiewasz mąkę jaglaną, mąkę ryżową, mąkę z tapioki lub skrobię kukurydzianą, proszek do pieczenia i sól.
  4. W rondelku ustawionym na małym ogniu rozpuszczasz masło lub margarynę. Zostawiasz do wystudzenia.
  5. Do głębokiej miski wlewasz mleko (zwykłe lub roślinne) i wodę gazowaną, dodajesz żółtka, syrop z agawy lub ksylitol i ekstrakt waniliowy. Mieszasz mikserem aż ukażą się pęcherzyki powietrza.
  6. Stopniowo dodajesz do masy mąkę jaglaną, mąkę ryżową i skrobię wymieszaną z proszkiem do pieczenia i solą i miksujesz do uzyskania jednolitej masy.
  7. Wlewasz roztopione i schłodzone masło i ciągle miksujesz. Jeśli ciasto jest za rzadkie, to dodajesz trochę mieszanki mąk (ciasto powinno być konsystencji śmietany). Odstawiasz na ok. pół godziny.
  8. Z białek ze szczyptą soli ubijasz sztywną pianę i ostrożnie dodajesz do masy – delikatnie mieszasz drewnianą łyżką lub gumową łopatką.
  9. Ciasto wlewasz na rozgrzaną, wysmarowaną olejem gofrownicę i smażysz ok. 2-3 min. na złoty kolor.
  10. Podajesz z ulubionymi dodatkami (pudrem z ksylitolu, syropem z agawy lub niesłodzonym dżemem albo bitą śmietaną i świeżymi owocami).

gofry_bezglutenowe

 

„Rafaello” na słodko i na słono

17 cze

Chyba każdy zna słynne kokosowo-migdałowe rafaello i wie, że są one słodkie (i to nawet bardzo). Skąd więc pomysł, że mogą być na słono?

Kiedy byłam w tym roku na wiosnę w Cieszynie, poszliśmy na wystawną kolację do restauracji „Winiarnia u Czecha”. Jako jedną z przystawek podano kuleczki z czosnkowego twarożku, obtoczone w wiórkach żółtego sera. Skojarzyły mi się one natychmiast z rafaello (wizualnie, rzecz jasna, a nie smakowo) i taką im od razu nadałam nazwę. Były też tak smaczne, że natychmiast stały się hitem kolacji.

Postanowiłam więc przy najbliższej nadarzającej się okazji wyprawić przyjęcie, na którym będą tylko potrawy w kształcie kulek. Może „przyjęcie” to za mocne słowo, ale – powiedzmy – „bankiet”. Jeżeli chodzi o słodycze, to prosta sprawa. Trufle o różnych smakach i problem z głowy. Jeżeli zaś chodzi o dania na słono, to m.in. przyszły mi do głowy te czosnkowe kulki serowe oraz smażone kuleczki sojowe, przyprawione na sposób arabski i do tego jakiś dip do maczania.

Kuliste menu muszę jeszcze dopracować, więc tymczasem podaję przepisy na rafaello w dwóch wersjach, sugerując podanie ich na jednej imprezie, żeby zaskoczyć gości (oczywiście podawać je należy na osobnych talerzach). Ponieważ serowe kuleczki są mocno czosnkowe, to niektórzy mogą kręcić nosem, że nie nadają się na imprezę, ale jeżeli wszyscy je zjedzą, to naprawdę nikomu to nie będzie przeszkadzać. Kiedyś, pamiętam, na naszych imprezach hitem był naprawdę ekstremalnie czosnkowy dip i każda osoba, która wchodziła do mieszkania niemalże zatykała nos od intensywnego zapachu. Poczym, gdy sama zjadła ten słynny dip, natychmiast przestawało jej przeszkadzać. Wszyscy radośnie zionęli sobie czosnkiem i zabawa kwitła.

Jeżeli chodzi o rafaello na słodko, to ja podaję wersję bezglutenową, czyli bez dodatku wafli (bo takie głównie wersje krążą po internetach). Nie jest to jednak deser dietetyczny, na co wskazuje potężnie kaloryczny skład, ale umówmy się – nie będziemy tego jeść na co dzień, tylko od wielkiego dzwonu. Każdy chapnie po kuleczce czy dwóch, więc nie utyje od tego od razu pięciokrotnie.

Ponieważ mam osobistą awersję do białego cukru, tym razem użyłam nierafinowanego cukru trzcinowego, który – przynajmniej taką mam nadzieję – oprócz pustych kalorii zawiera jeszcze jakieś wartości odżywcze. Oczywiście można też użyć ksylitolu – wtedy już zostanie nam tylko niezdrowy tłuszcz (masło lub margaryna), ale za to cukru się pozbędziemy. Można też pewnie spróbować z jasnym syropem z agawy (jakieś ¼ szklanki) – następnym razem tak zrobię i dam znać, czy dobrze wyszło.

Ponieważ deser zawiera mleko w proszku, nie jest wegański. Wiem, że jest mleko sojowe w proszku, ale chyba ma jednak zbyt narzucający smak. Widziałam też w sklepie koksowe mleko w proszku i myślę, że o może być dobra alternatywa dla wegan, ale od razu zaznaczam, że ja nie próbowałam, więc gwarancji nie daję. Jeżeli ktoś spróbuje, to proszę o informację, jak wyszło.

Obiecuję też, że wkrótce podam przepisy na jakieś wegańskie, zdrowe trufle w wersji „raw”, żeby zrównoważyć tę niezdrową, tłustą wersję. Mam już nawet kilka inspiracji, ale – jak zwykle – muszę najpierw sama je wypróbować, żeby podawać dalej. Tymczasem więc – niezdrowo, ale smacznie.

Rafaello na słono, czyli czosnkowe kuleczki serowe (przystawka)

Co potrzebujesz:

  • 250g tłustego twarogu
  • opcjonalnie 1 łyżkę śmietany lub miękkiego masła
  • 4 ząbki czosnku, obrane i przeciśnięte przez praskę
  • sól morską i świeżo mielony pieprz do smaku
  • opcjonalnie 2 łyżki drobno posiekanych świeżych ziół (pietruszki, bazylii, oregano, tymianku, szczypiorku) lub mieszankę suszonych ziół (ok. 1 łyżki)
  • ok. 100g ostrego sera żółtego (np. cheddar), startego na tarce o średnich oczkach
  • kilka kromek pieczywa żytniego na zakwasie (jeżeli nie jesteś bezglutenowy) lub bezglutenowego (jeżeli jesteś)

 

Jak przygotowujesz:

  1. Ser mielisz lub miksujesz w blenderze (ja zmiksowałam), jeżeli jest zbyt suchy dodajesz trochę śmietany lub miękkiego masła, żeby łatwiej się kleił (ale nie za dużo, żeby masa nie wyszła zbyt rzadka).
  2. Czosnek rozcierasz z solą i pieprzem i mieszasz dokładnie z twarogiem. Opcjonalnie możesz dodać świeże lub suszone zioła (możesz też w nich obtoczyć gotowe kuleczki). W takim przypadku jednak nie będą już przypominać wyglądem rafaello, ale też będą smaczne.
  3. Z masy serowej formujesz mokrymi dłońmi kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczasz je w starym żółtym serze. Chłodzisz w lodówce.
  4. Z pieczywa robisz grzanki, kroisz je na mniejsze kwadraty i na każdym układasz po kuleczce twarogowej.

 rafaello_slone

Rafaello na słodko, czyli trufle kokosowe (deser)

Co potrzebujesz:

  • ¼ szklanki wody
  • 125g (trochę ponad ½ standardowej kostki) masła lub margaryny, pokrojonego w kawałeczki
  • ½ szklanki (100g) nierafinowanego cukru trzcinowego lub ksylitolu
  • 2 szklanki (200g) mleka w proszku (nie w granulkach)
  • 1 szklanka (100g) + ½ szklanki (50g) niesłodzonych wiórków kokosowych (najlepiej bio)
  • 50g zblanszowanych migdałów (czyli bez skórki)

 

Jak przygotowujesz:

  1. Do rondla lub garnka z grubym dnem wlewasz wodę, dodajesz pokrojone w kawałki masło lub margarynę i cukier. Podgrzewasz na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż cukier się rozpuści. Zagotowujesz i zdejmujesz z ognia.
  2. Wsypujesz mleko w proszku i szklankę wiórków kokosowych (resztę zostawiasz do obtoczenia trufli). Całość dokładnie mieszasz (możesz użyć do tego miksera) i zostawiasz do wystygnięcia.
  3. Masę chodzisz w lodówce, aż stężeje.
  4. Z zimnej masy formujesz mokrymi dłońmi kulki wielkości orzecha włoskiego. Do każdej wkładasz do środka zblanszowany migdał i obtaczasz w pozostałych wiórkach kokosowych. Chłodzisz i przechowujesz w lodówce. 

 

rafaello_slodkie

 

Muffiny marchewkowe (bez glutenu, bez cukru i bez nabiału)

26 lut

Kiedy pod koniec zeszłego roku przeszłam ze względów zdrowotnych na ścisłą dietę (zero cukru, zero produktów z pszenicy i zero produktów z mleka krowiego), to najbardziej zmartwiłam się tym, że nie będę już mogła piec. Bo jak to tak – wypieki bez mąki i bez cukru? Bez sensu…

Potem jednak poczytałam sobie w internecie czym można zastąpić mąkę pszenną oraz cukier i trochę mi się w głowie rozjaśniło. A więc jest jakieś wyjście z sytuacji! I to w dodatku zdrowe wyjście.

Na ścisłej diecie wprawdzie już teraz nie jestem i od czasu do czasu zdarzy mi się zjeść czekoladę lub lody, ale z jednej rzeczy stanowczo i restrykcyjnie zrezygnowałam – mianowicie z pszenicy (w każdej formie, również mąki razowej). To oczywiście pod wpływem lektury „Pszenicznego brzucha” („Wheat Belly”) Williama Davisa.

Rezygnacja z pszenicy to w moim wypadku przede wszystkim przejście na chleb żytni razowy na zakwasie (bez bólu, raczej), odstawienie makaronów (za czym akurat nie tęsknie specjalnie, bo nigdy szczególnie nie przepadałam), pizzy (tu trochę szkoda, szczególnie tej robionej przez mojego chłopaka, ale dalej będę szukać ciekawych alternatyw bezglutenowych) oraz zmiana mąki pszennej na inne w wypiekach.

Przeorałam więc tysiące wpisów i przepisów (głównie anglojęzycznych) i w końcu postanowiłam zmierzyć się ze zdrowym pieczeniem. Szczególnie, że nadarzyła się okazja – urodziny mojego chłopaka. Na pierwszy ogień poszły muffiny, bo to zwykle jest najłatwiejszy do zrobienia wypiek.

Mąkę pszenną zastąpiłam tu sporządzoną przez siebie mieszanką trzech „mąk”, z czego dwie wykonałam samodzielnie, mieląc w elektrycznym młynku do kawy brązowy ryż (himalajską odmianę basmatii, ale może być każdy ryż naturalny) oraz uprażoną na suchej patelni kaszę jaglaną. Koszt obu tych mąk jest niewielki, bo i brązowy ryż nie straszy ceną, ani kasza jaglana. Do tego skrobia, która w przypadku użycia mąki nie zawierającej glutenu musi być dodana w ilości mniej więcej 1/3 wszystkich mąk, żeby ciasto dobrze się trzymało. Tu wybrałam tapiokę (w formie mąki, a nie kuleczek), którą można dostać właściwie w każdym sklepie z azjatycką żywnością i też kosztuje niewiele. Tapiokę można również zastąpić skrobią ziemniaczaną (ale nie mąką, bo ta jest za ciężka).

Drugą ważną kwestią była kwestia cukru. Ja zdecydowałam się w końcu na nektar z agawy, zwany też ciemnym syropem. Głównie dlatego, że ma pyszny karmelowy smak, który idealnie pasował mi do korzennych muffinów w piernikowym stylu. Wiem, że opinie na temat syropu z agawy są różne, że część twierdzi, że jest równie niezdrowy, co biały cukier, ale postanowiłam nie dać się zwariować i wybrałam złoty środek – czyli skoro całkowicie rezygnuję z pszenicy, to już z cukrem nie będę aż tak restrykcyjna (w końcu nie piekę codziennie). Jak komuś jednak ten syrop z agawy wadzi, to niech go zastąpi cukrem z brzozy, czyli ksylitolem (swoją drogą to dziwne, że w naszym kraju, tak bogatym w brzozy, cukru tego się nie wytwarza). Syrop z agawy czy ten ksylitol to w sumie najdroższy dodatek do tych muffinów, ale nie używa się ich zbyt wiele, więc nie jest to jakieś szaleństwo.

Na koniec został więc nabiał. Muffiny te nie zawierają mleka w żadnej formie, ale ja do swoich dodałam jajko. Można je jednak zastąpić wywarem z siemienia lnianego i wtedy muffiny są w wersji wegańskiej lub dla osób uczulonych na białko jajek.

Kiedy muffiny się piekły, denerwowałam się, czy mój pierwszy w życiu w pełni zdrowy wypiek wyjdzie. Wyszedł! Efekty widać na zdjęciu, a smak pozostał w pamięci. Polecam Wam ten przepis gorąco.

muffiny marchewkowe bez glutenu i cukru

Co potrzebujesz na 6 muffinów:

  • 1/4 szklanki (ok. 4 łyżki) mąki z brązowego ryżu (własnej roboty)
  • 1/4 szklanki (ok. 4 łyżki) mąki z kaszy jaglanej lub quinoa (własnej roboty)
  • 1/4 szklanki (ok. 4 łyżki) mąki z tapioki (skrobi z manioku) lub ew. skrobi ziemniaczanej (nie mąki!)
  • 1 łyżeczkę karobu (mączki z chleba świętojańskiego) lub ew. dobrej jakości kakao
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu (można dać 1 łyżeczkę – ja osobiście nie przepadam za cynamonem)
  • szczyptę świeżo utartej gałki muszkatołowej
  • szczyptę mielonego imbiru
  • szczyptę mielonego kardamonu
  • 1 łyżeczkę suszonej startej skórki pomarańczowej
  • 3 łyżki oleju z pestek winogron
  • 4 łyżki nektaru (ciemnego syropu) z agawy lub 1/2 szklanki ksylitolu
  • 1 duże jajko z hodowli ekologicznej (typ „0”), rozmącone widelcem lub 2 łyżeczki zmielonego lnu rozpuszczone w ok. ¼ szklanki gorącej wody (w wersji dla wegan i osób uczulonych na jajka)
  • 3/4 szklanki (ok. 2 duże marchewki) drobno startej marchewki
  • 1/3 szklanki posiekanych migdałów (sparzonych i obranych ze skórki) lub płatków migdałowych, najlepiej bio
  • 1/3 szklanki rodzynek (sparzonych i namoczonych), najlepiej bio

Co potrzebujesz na polewę:

  • 2 łyżki oleju kokosowego extra virgin BIO lub masła dobrej jakości
  • 4 łyżki mleka kokosowego lub innego mleka roślinnego
  • 1 łyżeczkę nektaru (ciemnego syropu) z agawy
  • 1 łyżkę dobrej jakości kakao lub karobu
  • 1 łyżkę wiórków kokosowych do posypania muffinów

Jak przygotowujesz muffiny:

  1. Włączasz piekarnik i nastawiasz na temperaturę 180ºC.

  2. Z brązowego ryżu i kaszy jaglanej lub quinoa robisz mąki. Kaszę jaglaną lub quinoa uprzednio prażysz na suchej, gorącej patelni, aż ziarna się rozgrzeją i zaczną pachnieć (ale się nie przypalą), a następnie zostawiasz je do wystudzenia. Ryż i podprażoną kaszę lub quinoa mielisz osobno na drobny pył w młynku do kawy (najlepiej elektrycznym, ale może też być ręczny).

  3. Do dużej miski przesiewasz przez sito mąkę ryżową, mąkę jaglaną lub z quinoa, mąkę z tapioki lub ew. skrobię ziemniaczaną, karob lub ew. kakao, sodę, sól, przyprawy korzenne i skórkę pomarańczową.

  4. W mniejszej misce mieszasz na gładką masę olej, nektar z agawy lub ksylitol i jajko (jeżeli jajko jest małe, to dodaj dwa) lub wywar z mielonego lnu.

  5. Łączysz składniki z obu misek i dokładnie mieszasz na gładką masę.

  6. Do masy dodajesz startą marchewkę (nie odciskaj jej z soku), posiekane migdały i rodzynki. Wszystko mieszasz.

  7. Do formy na muffiny wkładasz 6 papilotek, natłuszczasz odrobiną oleju (najlepiej używając do tego wąskiego pędzelka lub oleju w spreju) i do każdej nakładasz łyżką masę do ¾ wysokości.

  8. Pieczesz przez ok. 25 min. Drewnianym patyczkiem sprawdzasz, czy ciasto jest już upieczone (patyczek po wyjęciu z ciasta powinien być czysty). Zostawiasz do wystudzenia.

Jak przygotowujesz polewę:

  1. Składniki na polewę (oprócz wiórków kokosowych) wkładasz do rondelka i podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż masa stanie się jednolita. Ciepłą polewą smarujesz wystudzone muffiny i posypujesz po wierzchu wiórkami kokosowymi. Z jedzeniem czekasz, aż polewa stężeje (muffiny są najlepsze następnego dnia).
 

Kasza jaglana na słodko z suszonymi owocami

11 lis

Kiedy dowiedziałam się, że ze względów zdrowotnych muszę na jakiś czas przejść na ścisłą dietę, wiedziałam, że najtrudniej będzie mi pogodzić się z niejedzeniem słodyczy. I tak jakiś czas temu znacznie ograniczyłam ich spożycie (jadłam wyłącznie jeden dzień w tygodniu), ale teraz nie mogę jeść w ogóle cukru, nawet w postaci miodu czy syropu klonowego. Zero słodkości przez przynajmniej miesiąc…

Drugą trudną sprawą dla mnie w tej diecie, była konieczność jedzenia kasz. A za kaszami nigdy specjalnie nie przepadałam. Gryczaną jeszcze jadłam, ale reszty unikałam. Teraz jednak muszę się na kasze przestawić, więc codziennie z nimi eksperymentuję w kuchni. Dwa razy już wykorzystałam pęczak w daniach obiadowych (przepisy zaraz zamieszczę), zastępując nim skutecznie ryż, a teraz czekała na me zlitowanie kasza jaglana, najbardziej polecana w mojej diecie.

Kaszy jaglanej chyba nie jadłam nigdy. Dzięki uprzejmości paru znajomych, doradzających co można z kaszą jaglaną zrobić (wszystkim bardzo dziękuję za porady), postanowiłam trochę poeksperymentować i zrobić kaszę na słodko, ale bez cukru czy miodu, a jedynie wykorzystując naturalną słodycz owoców suszonych (ma być w końcu zdrowo).

Kasza jaglana, jak przeczytałam w Internecie i różnych książkach, jest w ogóle bardzo zdrowa i mogą ją jeść wszyscy, nawet osoby będące na ścisłej diecie bezglutenowej, ponieważ jest zrobiona z prosa, który nie zawiera glutenu, jako nieliczne zborze występujące na terenach Polski. Poza tym kasza jaglana zawiera dużo błonnika, witaminy (głównie z grupy B), lecytynę oraz pierwiastki mineralne, takie jak magnez, wapń, fosfor i żelazo. Dodatkowo, jak przeczytałam na stronie kaszajaglana.com.pl, zawiera krzemionkę, która „ma wpływ na stawy oraz wygląd paznokci, włosów i skóry”.

Głównie jednak kasza jaglana ma wpływ na procesy trawiennie, dlatego polecana jest osobom, które mają z tym kłopoty (z zastrzeżeniem ciężkich przypadków niewydolności trawiennej). Ma właściwości zasadotwórcze i rozgrzewające, usuwa także nadmiar śluzu z organizmu – jest więc dobra również przy leczeniu przeziębienia czy zapalenia górnych dróg oddechowych. Jest sycąca, a zarazem lekkostrawna. Generalnie więc, gdyby jeść tę kaszę codziennie, to byłoby się bardzo zdrowym. Najlepiej więc zastąpić poranną owsiankę, porcją „jaglanki”. Chociaż jest łatwa w przygotowaniu, to jednak wymaga poświęcenia trochę czasu (kasza gotuje się 20 minut), dlatego można ją zrobić dzień wcześniej i rano zjeść na zimno lub tylko odgrzać.

Nie miałam teraz w domu zbyt wielu dodatków, a że jest święto, to wszystkie sklepy pozamykane. Do swojej jaglanki użyłam więc tylko suszonych moreli (takich bio – suszonych na słońcu, a nie chemią i bez dodatku cukru), wiórków kokosowych i mielonych migdałów (nie miałam w innej formie, a w całości czy w płatkach byłyby pewnie lepsze). Myślę też, że świetnie by tu pasował dodatek mleka kokosowego – następnym razem na pewno spróbuję je wykorzystać. Jak ktoś chce, to może oczywiście dodać cukier lub miód, ale moim zdaniem słodycz zawarta w owocach jest wystarczająca (najsłodsze są daktyle i figi, więc można dać ich najwięcej).

Co potrzebujesz:

  • 100g suszonych owoców (moreli, daktyli, fig, rodzynek, śliwek, mango) – nie kandyzowanych (bez dodatku cukru)
  • 100g (½ szklanki) kaszy jaglanej
  • 1 łyżkę masła lub tłuszczu roślinnego
  • szczyptę do ½ łyżeczki przyprawy do piernika z przepisu „piernik domowy” lub dowolnej mieszanki cynamonu, goździków i imbiru (może być świeży – obrany ze skórki i drobno posiekany)
  • ½ łyżeczki soli
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki posiekanych migdałów (sparzonych i obranych ze skórki) lub mielonych migdałów
  • dodatkowo ½ szklanki mleka kokosowego

Jak przygotowujesz:

  1. Suszone owoce wkładasz do kubka lub miseczki, zalewasz ciepłą wodą i zostawiasz do namoczenia (kilkanaście minut). Następnie odsączasz je i kroisz w paseczki (z wyjątkiem rodzynek, które zostawiasz w całości).

  2. Kaszę wsypujesz na gęste sito i dokładnie płuczesz pod bieżącą zimną wodą, a następnie sparzasz wrzątkiem (żeby pozbyć się goryczki).

  3. W rondlu z grubym dem rozpuszczasz masło lub inny tłuszcz, wsypujesz przyprawy (ilość dobierasz wedle własnych upodobań) i sól oraz wrzucasz owoce. Chwile smażysz, a następnie dodajesz wiórki kokosowe i migdały.

  4. Po chwili wsypujesz kaszę, całość szybko mieszasz i zalewasz 1½ szklanki wrzącej wody (½ szklanki wody możesz zastąpić mlekiem kokosowym).

  5. Rondel szczelnie przykrywasz pokrywką, zmniejszasz ogień i gotujesz ok. 20 minut, aż kasza wchłonie cały płyn (nie mieszasz kaszy podczas gotowania!). Po tym czasie zdejmujesz rondel z ognia i trzymasz jeszcze pod przykryciem przez ok. 5-10 minut.

Jak podajesz:

  • Kaszę z owocami podajesz na słodkie śniadanie lub jako deser. Możesz zmiksować w malakserze na gładki krem i podawać polany np. syropem klonowym.

kasza jaglana na słodko z suszonymi owocami

 

Gofry

10 wrz

Gofry kojarzą mi się z latem. Latem nad morzem. A lato się kończy, więc na pożegnanie zrobiliśmy w niedzielę gofry. Ja najbardziej lubię zwykłe, posypane tylko cukrem pudrem. Czasami z bitą śmietaną i truskawkami – jednak teraz świeżych truskawek nie ma (a mrożone to jednak nie to samo), więc gofry były tylko z cukrem.

Do zrobienia gofrów trzeba mieć gofrownicę. Teraz właściwie można kupić ją wszędzie – nawet w hipermarkecie. Ceny też są dość przystępne, więc nie jest to duży wydatek. Ja mam taką „no name”, co to w sklepach jest teraz za ok. 50-60 zł. Ale bywają i takie za 700 zł… Trochę dodatkowego miejsca w kuchni trzeba wygospodarować (ta moja jest wielkości opiekacza do kanapek), ale jak ktoś lubi gofry tak jak ja, to gofrownicę powinien mieć.

Kiedyś mieliśmy taką starą, żeliwną gofrownicę, którą podgrzewało się w piecu albo na kuchni, jednak gdzieś zaginęła. Zresztą i tak była zardzewiała. Była w kształcie koniczynki złożonej z 5 serduszek. Taki kształt gofrów lubię zresztą najbardziej, bo kojarzą mi się z dzieciństwem. I tymi wakacjami nad morzem. Teraz mam zwykłe, prostokątne gofry. Ale za to z poniższego przepisu wychodzą pyszne.

Jak ktoś woli mniej słodkie gofry, to niech da mniej cukru. Ja dałam trzcinowy, ale oczywiście może być też zwykły, biały cukier.

Co potrzebujesz:

  • 2 szklanki (300g) mąki pszennej
  • 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
  • ½ kostki (100g) masła lub margaryny
  • 2 szklanki (500ml) mleka (1 szklankę mleka możwsz zastąpić 1 szklanką wody gazowanej)
  • 3 jajka (oddzielnie białka i żółtka)
  • ½ szklanki (90g) cukru trzcinowego (możesz dodać mniej)
  • 1 małe opakowanie cukru waniliowego
  • dużą szczyptę soli

Jak przygotowujesz:

  1. Mąkę przesiewasz przez sito i mieszasz z proszkiem do pieczenia.

  2. W rondelku ustawionym na małym ogniu rozpuszczasz masło lub margarynę (uważasz, żeby się nie przypaliło).

  3. Do głębokiej miski wlewasz mleko, dodajesz żółtka, cukier trzcinowy i cukier waniliowy. Mieszasz mikserem aż ukażą się pęcherzyki powietrza.

  4. Powoli dodajesz do masy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i miksujesz dalej do uzyskania jednolitej masy.

  5. Ostrożnie dolajesz roztopione i schłodzone masło i ciągle miksujesz. Jeśli ciasto jest za gęste dolewasz trochę wody lub mleka; jeśli za rzadkie – dodajesz trochę mąki (ciasto powinno być konsystencji śmietany – nieco bardziej gęste niż na naleśniki).

  6. Z białek ze szczyptą soli ubijasz sztywną pianę i ostrożnie dodajesz do masy – delikatnie mieszasz całość łyżką.

  7. Ciasto wlewasz na rozgrzaną, wysmarowaną olejem gofrownicę i smażysz ok. 2-3 minuty.

Jak podajesz:

  • Gofry podajesz z ulubionymi dodatkami (cukrem pudrem, bita śmietaną, owocami lub dżemem).
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Desery

 

Naleśniki z kremem francuskim i sosem czekoladowym

09 lip

Najlepszy deser z dzieciństwa. Mój ulubiony. Mama zawsze tuż przed podaniem polewała naleśniki odrobiną spirytusu lub rumu i podpalała, co wyglądało bardzo efektownie i na dziecku robiło stosowne wrażenie. Tak więc naleśnikowej niedzieli ciąg dalszy i deserowe francuskie naleśniki.

Jeżeli nie chce wam się robić kremu francuskiego, to możecie zrobić krem z budyniu waniliowego w proszku. Też będzie dobry, bez wątpienia.

Co potrzebujesz na naleśniki deserowe:

  • 3 jajka „jedynki” lub „zera” (oddzielnie białka od żółtek)
  • ¾ szklanki mąki tortowej
  • 1 szklankę mleka
  • 3 łyżki płynnej słodkiej śmietanki 30%
  • 30g stopionego i sklarowanego masła
  • sól

Co potrzebujesz na krem francuski:

  • 250 ml (1 szklankę) mleka pełnotłustego
  • 1 łyżeczkę masła
  • szczyptę soli
  • 2 jajka „jedynki” lub „zera”
  • 3 żółtka z jajek „jedynek” lub „zer”
  • 120g cukru trzcinowego lub 100g cukru białego
  • kilka kropli esencji waniliowej lub małe opakowanie cukru waniliowego
  • 20g (kopiastą łyżkę) mąki lub skrobi kukurydzianej

Co potrzebujesz na sos czekoladowy:

  • 200g gorzkiej czekolady do deserów, drobno posiekanej lub startej na tarce
  • ½ szklanki płynnej słodkiej śmietanki (30-36%)
  • 1 łyżeczkę masła
  • szczyptę soli
  • 1 łyżkę cukru trzcinowego (lub białego)
  • opcjonalnie 1 łyżeczkę ciemnego cukru z melasą
  • opcjonalnie 1 łyżkę likieru cointreau

Przygotowanie:

  1. Do głębokiej miski wbijasz żółtka, dodajesz szczyptę soli i ubijając mikserem na średnich obrotach dodajesz stopniowo na przemian tyle mąki i tyle zimnego mleka zmieszanego ze śmietanką, żeby ciasto nie miało grudek i uzyskało konsystencję lejącą, nieco rzadszą niż na zwykłe naleśniki (do ciasta dodasz jeszcze ubitą pianę).

  2. Dodajesz przestudzone, stopione i sklarowane masło i dokładnie mieszasz, odstawiasz na ok. pół godziny.

  3. Schłodzone białka ubijasz ze szczyptą soli na sztywną pianę i dodajesz do ciasta naleśnikowego, delikatnie mieszając łyżką.

  4. Na średnim gazie rozgrzewasz płaską patelnię (najlepiej teflonową) i smarujesz ją cieniutką warstwą masła. Trzymając lewą ręką patelnię, wlewasz odmierzoną ilość ciasta za pomocą małej łyżki wazowej trzymanej w prawej ręce i jednocześnie szybkim kolistym ruchem lewej ręki rozprowadzasz cienką warstwę ciasta równomiernie na całej powierzchni patelni (nadmiar ciasta zlewasz z powrotem do miski). Jeżeli po wylaniu pierwszego naleśnika ciasto jest za gęste i nie chce się dobrze rozprowadzać, to dolewasz do miski trochę wody lub mleka i delikatnie mieszasz. Naleśniki smażysz z obu stron na jasnozłoty kolor. Z podanej ilości ciasta wychodzi ok. 8 naleśników (w zależności od wielkości patelni).

  5. Przygotowujesz krem francuski: w garnku lub dużym rondlu gotujesz mleko z łyżeczką masła i szczyptą soli; po zawrzeniu zdejmujesz z ognia.

  6. Jajka, żółtka, cukier i esencję waniliową lub cukier waniliowy przekładasz do miski, ustawiasz ją na garnku z gotującą się wodą, tak, aby miska nie dotykała powierzchni wrzącej wody i ubijasz mikserem lub trzepaczką na puszystą masę.

  7. Gdy masa zbieleje, dodajesz mąkę i powoli, wąskim strumyczkiem wlewasz wrzące mleko, ciągle miksując. Krem przelewasz do rondla, w którym gotowało się mleko i gotujesz na wolnym ogniu, stale mieszając drewnianą łyżką, żeby krem nie przywarł do dna i się nie przypalił.

  8. Gdy krem zgęstnieje, odstawiasz do wystygnięcia. Żeby na stygnącym kremie nie zrobił się kożuch, mieszaj go od czasu do czasu lub przykryj folią aluminiową wysmarowaną masłem.

  9. Możesz również przygotować krem francuski z budyniu waniliowego w proszku bez cukru. Na jedno opakowanie gotowego budyniu dajesz 2 ½ łyżki cukru trzcinowego, nieco ponad ½ litra mleka i 1 łyżeczkę masła. Przygotowujesz zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Krem musi być nieco rzadszy niż zwykły budyń, stąd musisz dać nieco więcej mleka.

  10. Przygotowujesz sos czekoladowy: wszystkie składniki sosu umieszczasz w małym rondelku i podgrzewasz na małym ogniu, stale mieszając drewnianą łyżką aż składniki się rozpuszczą i połączą w gładki sos. Zdejmujesz z ognia i odstawiasz.

Jak podajesz:

  • Na każdym naleśniku umieszczasz kilka łyżek sosu francuskiego, zawijasz w rulonik, zganiając brzegi do środka i podajesz na zimno lub podsmażasz na patelni na maśle na złoty kolor. Polewasz gorącym sosem czekoladowym. Dla fantazji i dodatkowego efektu możesz podpalić (w takim przypadku na sos czekoladowy wlewasz jedną łyżkę spirytusu lub rumu).
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Desery

 
 

  • RSS