RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Na święta i inne okazje’

Tort na migdałowym biszkopcie (bezglutenowy)

28 lis

[Wpis długi, ale zawiera cenne informacje dot. przygotowania tortu]

Moja mama zawsze piekła pyszne torty. W dodatku w fantazyjnych kształtach i pięknie przyozdobione. Jednak kiedy patrzyłam jak ręcznie ubija trzepaczką nad parą jajka na biszkopt i krem, a potem ręcznie uciera w makutrze masło na puch, to wydawało mi się, że zrobienie takiego tortu to straszna robota (i za dużo stania, przede wszystkim). Więc się za robienie tortów nie brałam.

Kiedy jednak dowiedziałam się, że moja córka nie toleruje glutenu, postanowiłam zrobić taki tort, żeby mogła go zjeść i żeby w dodatku był smaczny. Gotowy tort bezglutenowy jest dość trudno kupić, a poza tym biszkopt z koncentratu bezglutenowego albo mąki kukurydzianej według mnie nie jest zbyt smaczny. Dlatego swój biszkopt zrobiłam z mieszanki mielonych migdałów i mąki ziemniaczanej.

Wbrew pozorom tort ten nie jest wcale taki drogi (mimo zatrważającej ostatnio ceny migdałów!), ponieważ biszkopt to ciasto przede wszystkim jajeczne, a dodatek mąki (czy też zmielonych orzechów) jest nieznaczny. Na mały tort, pieczony w tortownicy 20-22 cm (a taki właśnie robię najczęściej, konkretnie w formie o średnicy 20 cm), potrzeba 100-120g zmielonych migdałów (na 1 jajko bierze się bowiem 20g migdałów, a mały tort robi się z 5-6 jajek). Oczywiście koszt biszkoptu bezglutenowego będzie zawsze wyższy niż tradycyjnego (z mąki pszennej), ale generalnie dieta bezglutenowa jest droższa niż tradycyjna (niestety).

Moja mama robiła zwykle do tortów kremy maślano-jajeczne, te jednak (mimo, że są pyszne) wymagają, moim zdaniem, za dużo zachodu (to ubijanie jajek nad parą!), więc ja robię prosty i szybki krem ze stopionej czekolady i śmietany, zwykle dodając również serek mascarpone (wtedy krem jest sztywniejszy i bardziej trwały).

Warto, moim zdaniem, chociaż raz w roku zrobić taki tort i sprawić nim komuś przyjemność. Ja na przykład jestem wielkim miłośnikiem ciast z kremem, więc torty robię częściej niż raz do roku (generalnie – każda okazja jest dobra!).

Zanim przejdę do przepisu, przedstawię kilka istotnych wskazówek dotyczących przygotowania składników i potrzebnych akcesoriów. Warto je przeczytać przed przystąpieniem do pracy.

 tort1

SPRZĘT KUCHENNY I AKCESORIA

Jeżeli dysponuje się kuchnią wyposażoną tylko w sztućce i jedną miskę, to może być ciężko zrobić ten tort. Oto co jest potrzebne do przygotowania biszkoptu i kremu według poniższego przepisu:

  • urządzenie do mielenia migdałów (np. malakser ze stalowym nożem do siekania lub młynek elektryczny do kawy). Ja używam malaksera z funkcją rozdrabniania i opcją pulsacyjną. Można oczywiście kupić już zmielone migdały i wtedy ten sprzęt odpada (ale za to będzie drożej),
  • urządzenie do ubicia piany z białek i śmietany (np. blender, robot kuchenny, mikser, trzepaczka ręczna). Ja do przygotowania ciasta używam blendera ręcznego z końcówką do ubijania piany, natomiast do kremu wolę kitchen aida (czyli robota planetarnego), bo ładniej ubija śmietanę, ale spokojnie – nie jest on niezbędny, zwykły mikser z końcówkami do ubijania piany w zupełności wystarczy (i do przygotowania ciasta i do kremu),
  • waga kuchenna do odmierzania składników (biszkopt wymaga bowiem precyzji! – to nie jest ciasto do robienia „na oko”),
  • kilka filiżanek lub innych pojemniczków do podzielenia składników na porcje (dobrze bowiem sobie wszystko zawczasu przygotować, a nie potem nerwowo odmierzać cukier, gdy już się białka ubijają na sztywną pianę),
  • sitko - do przesiania maki ziemniaczanej / kakao / migdałów,
  • 2 miski kuchenne – jedna do przygotowania ciasta, a druga do kremu. Ja do kremu używam misy od kitchen aida, ale może być oczywiście każda inna miska kuchenna,
  • 1 tortownica z wyjmowanym dnem o średnicy 20-22 cm – na mały tort lub 2 (albo nawet 3!) tortownice o średnicy 26-28 cm – na duży tort. Jedna forma w przypadku dużego tortu to moim zdaniem za mało, ponieważ duży biszkopt najlepiej jest upiec w 3 lub 4 blatach, a nie w całości, bo trudniej się go potem kroi. Biszkopt migdałowy po upieczeniu jest trochę bardziej kleisty niż tradycyjny (jest bardziej jak biszkopt genueński, bo migdały dają taki efekt, jak dodanie masła) i musi podsuszyć się w formie przez noc, żeby się nie poprzyklejał do talerza czy nawet noża podczas krojenia (lub nakładania kremu). Dlatego właśnie jednego dnia piekę dwa blaty, zostawiam je w formach do wysuszenia na noc, a następnego dnia piekę jeszcze jeden lub dwa blaty, w zależności od tego, jak duże chcę uzyskać ciasto (to ze zdjęcia było naprawdę duuuuże :-)).
  • papier do pieczenia – do wyłożenia dna tortownicy (boków niczym się nie smaruje!),
  • szeroki, duży nóż lub specjalna łopatka – do rozsmarowywania kremu. Ja do rozsmarowywania kremu używam takiej łopatki, którą serwuje się ciasta.

PRZYGOTOWANIE SKŁADNIKÓW

Składniki na ciasto obowiązkowo muszą być w temperaturze pokojowej. Jajka należy wyjąć z lodówki na kilka godzin przed upieczeniem ciasta. Ja jeszcze zwykle na jakieś 10 minut przed rozpoczęciem miksowania, wkładam jajka do miski z gorącą wodą (taką najcieplejszą, jaka leci z kranu). W przypadku użycia mrożonych zmielonych migdałów (zachowują dłużej świeżość i aromat, niż jeśli w formie zmielonej leżą w pojemniku), również należy je wyjąć z zamrażalnika odpowiednio wcześniej.

Składniki na krem muszą być z kolei mocno schłodzone, tak więc śmietanę ze stopioną czekoladą należy przygotować na dzień przed ubiciem kremu, żeby zdążyła się dobrze schłodzić w lodówce (najlepiej przez całą noc). Ja zwykle robię tak, że biszkopt piekę wieczorem na dwa dni przed podaniem tortu. Kiedy ciasto jest już w piekarniku, wtedy przygotowuję czekoladę ze śmietaną i gdy przestygnie, wstawiam do lodówki. Następnego wieczoru ubijam mocno schłodzoną czekoladową masę śmietanową z serkiem mascarpone, a następnie kroję biszkopt na blaty i przekładam kremem. Na blogu Moje Wypieki autorka podaje, że śmietanę z czekoladą powinno się chłodzić minimum 12 godzin, ja jednak chłodziłam wiele razy po ok 8 godzin i ubiło się doskonale, no ale ja jeszcze dodaję mascarpone, więc może to o to chodzi?

MIGDAŁY

W skórce lub bez skórki – wszystko jedno. Na zdjęciach tortu widać, że dwa blaty są jaśniejsze, a dwa ciemniejsze – jednego dnia piekłam bowiem ciasto z migdałów zblanszowanych, a drugiego zmieliłam je w całości, ze skórką, bo mi się nie chciało ich parzyć, obierać i suszyć. Migdały zwykle kupuję w skórkach, w dużych, kilogramowych opakowaniach, bo wtedy ich cena jest dużo niższa, niż tych blanszowanych (nawet o połowę!), a migdałów i tak dużo w kuchni używam. Żeby zaś migdały zblanszować, to trzeba temu trochę czasu poświęcić i jeszcze później dobrze je wysuszyć. Zamiast migdałów można też użyć innych orzechów – ja jednak na większość orzechów jestem uczulona, a na migdały akurat nie.

Migdały mielę w malakserze – najpierw pulsacyjnie, żeby nie przegrzać urządzenia, a następnie na najwyższych obrotach, jednak nie za długo, bo wtedy zamiast mąki wychodzi pasta, a to nie o to tu chodzi. Mąka z migdałów i tak nigdy nie będzie tak drobna, jak pszenna, dlatego przesiewanie tradycyjnym sitkiem do mąki się nie uda (migdały są jednak dość tłuste). Można je trochę wcześniej podprażyć, np. w piekarniku lub na patelni, wtedy powinny być suchsze, ale i tak najlepiej je przesiać przez sitko z dużymi oczkami lub wcale.

PROPORCJE

Proporcje w biszkopcie są naprawdę ważne. Ciasto ze źle odmierzonymi składnikami może po prostu zupełnie się nie udać. Dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w wagę kuchenną i przed przystąpieniem do przygotowywania ciasta, odmierzyć sobie wszystkie składniki i podzielić je na porcje.

Proporcje na 1 jajko w rozmiarze M-L:

  • 30g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego)
  • 20g drobno zmielonych migdałów
  • 10g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • odrobina soku z cytryny (na 3 jajka to 1 łyżeczka)
  • mała szczypta drobnoziarnistej soli

* aby zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej należy zastąpić przesianym kakao.

Na mały tort (pieczony na raz w formie 20-22 cm) potrzebna jest porcja z 5-6 jajek. Natomiast na jeden blat dużego tortu (pieczonego w 3-4 blatach w formie 26-28 cm), trzeba przygotować porcje z 3 jajek (a więc w sumie z 9 lub nawet 12 jajek).

Do tortu ze zdjęcia zrobiłam 4 blaty w tortownicy 28 cm, każdy z 3 jajek, a więc użyłam aż 12 jaj! Ale ten tort był naprawdę ogromny, więc 9 jajek spokojnie wystarczy na duży tort. Można oczywiście od razu z tych 9 jaj upiec cały biszkopt i potem pokroić go na 3 blaty, ale ja jednak wolę piec na raty, bo krojenie tak sobie mi wychodzi.

 tort2

Generalnie ciasto przygotowuje się naprawdę łatwo i szybko i nie trzeba się zrażać długością opisu (nie przekłada się na długość wykonania). Najważniejsza jest dobra organizacja pracy i uprzednie przygotowanie wszystkich składników. Ja zawsze najpierw mielę migdały, co trwa ok. 2-3 minuty, potem odmierzam pozostałe składniki w podziale na porcje (co trwa jakieś 5 minut), następnie miksuję ciasto (co trwa kolejne 5 minut), wstawiam do piekarnika i pozamiatane! W tym czasie rozpuszczam czekoladę w śmietanie i potem, już wystudzoną, wkładam do lodówki. Ciasto piecze się od 20 minut (blaty) do ok 40-50 minut (w całości), no ale nie trzeba nad tym stać i można sobie w tym czasie poczytać książkę. Ostatnio też zrobiłam ciasto nową metodą niż dotychczas (na razie tylko raz, ale wyszło bardzo dobrze) i ona jest jeszcze mniej czasochłonna, o ile jednak posiada się stojący mikser (który miksuje bez konieczności stania nad nim, żeby go trzymać, np. kitchen aid i temu podobne). Obie metody przedstawię poniżej.

PIECZENIE I RZUCANIE

Najważniejsze to pamiętać, żeby piekarnik był nagrzany do odpowiedniej temperatury PRZED włożeniem ciasta do środka. Ta odpowiednia temperatura to 160 – 170 stopni C. Ja zwykle ustawiam piekarnik pomiędzy tymi wartościami i biszkopt wychodzi idealny. Można też wstawić piekarnik na 170 stopni, kiedy się nagrzeje do tej temperatury, to wstawić ciasto i od razu zmniejszyć do 160 stopni.

Piekącemu się biszkoptowi nie należy przeszkadzać. Nie trzeba zatem ciągle otwierać i zamykać drzwiczek od piekarnika, bo to tylko może spowodować, że biszkopt opadnie (tworzy się przeciąg). Zasada jest prosta – kiedy ciasto zrumieni się na piękny złoty kolor, wtedy jest gotowe i wtedy też dopiero należy otworzyć piekarnik. Nie trzeba nawet kłóć ciasta patyczkiem (bo jeszcze opadnie!). Oczywiście trzeba „wyczuć” swój piekarnik, więc lepiej pierwszy raz biszkopt upiec na próbę, a nie od razu na wielką uroczystość. Ja np. wiem, że jeśli piekę mały tort „na raz” w temperaturze 170 stopni, to mojemu piekarnikowi zajmuje to równo 40 minut. I dopiero po tym czasie wyciągam ciasto.

Kiedy biszkopt już się upiecze, to należy go wyjąć z piekarnika i – to wcale nie żart! – upuścić w formie na podłogę z wysokości kolan (oczywiście w taki sposób, żeby nie wypadł z tej formy, czyli nie do góry nogami!). Rzucanie ciastem biszkoptowym, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, zapobiega jego opadaniu, więc nie należy się tego bać. Następnie należy odstawić ciasto w formie na blat i poczekać aż całkowicie ostygnie. Niektórzy radzą położyć formę z ciastem do góry dnem, bo taki sposób stygnięcia powoduje, że ciasto nie opada, ale mi szczerze mówiąc po rzucaniu i tak już nie opada, więc ja studzę ciasto normalnie.

Z formy biszkopt należy wyciągnąć dopiero po całkowitym ostudzeniu i uprzednim okrojeniu boków nożem (ja to robię po kilku godzinach od upieczenia, a czasami nawet dopiero następnego dnia, bo zwykle piekę w nocy).

Mały tort jest taki akurat dla naszej rodziny, natomiast duży przeznaczam na dużą imprezę.

tort3

CO POTRZEBUJESZ NA BISZKOPT:

MAŁY (20-22 cm) pieczony na raz:

  • 6 jajek w rozm. M-L
  • 180g drobnego cukru do wypieków (ja używam trzcinowego, nierafinowanego extradrobnego, ale zwykły też może być)
  • 120g drobno zmielonych migdałów
  • 60g mąki ziemniaczanej, przesianej*
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • szczyptę drobnoziarnistej soli

DUŻY (26-28 cm) pieczony w 3 blatach – składniki na jeden blat:

  • 3 jajka w rozm. M-L (w sumie 9 jajek)
  • 90g drobnego cukru do wypieków (w sumie 270g cukru)
  • 60g drobno zmielonych migdałów (w sumie 180g migdałów)
  • 30g mąki ziemniaczanej, przesianej (w sumie 90g mąki ziemniaczanej)*
  • 1 łyżeczkę soku z cytryny (w sumie 1 łyżkę)
  • małą szczyptę drobnoziarnistej soli (w sumie ½ łyżeczki)

* jeżeli chcesz zrobić czekoladowy biszkopt, połowę lub nawet całość mąki ziemniaczanej zastąp przesianym kakao

JAK PRZYGOTOWUJESZ BISZKOPT:

1) Biszkopt pieczesz na dwa dni przed podaniem tortu. Pamiętaj, żeby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej.

2) Jeżeli pieczesz duży biszkopt z trzech blatów, składniki rozkładasz na 3 porcje (każda porcja z 3 jajek) i przygotowujesz dwie (lub nawet trzy) tortownice (piekąc z termoobiegiem możesz włożyć do piekarnika na raz 2 tortownice). Dno każdej tortownicy wykładasz papierem do pieczenia, ale boków niczym nie smarujesz. Włączasz piekarnik i nastawiasz na 160-170°C.

3) Pierwsza szkoła przygotowywania masy jajecznej: białka starannie oddzielasz od żółtek i wlewasz do dużej miski, dodajesz szczyptę soli i ubijasz mikserem na maksymalnych obrotach. Kiedy zaczną się pienić i robić białe, cały czas ubijając, dodajesz stopniowo (po 1 łyżce) cukier. Kiedy piana stanie się gęsta i sztywna, zmniejszasz obroty miksera i dodajesz po jednym żółtku, krótko po każdym rozmiksowując masę, tylko po to żeby wmieszać żółtka, ale już nie ubijać, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza.

4) Druga szkoła przygotowywania masy jajecznej (zalecana dla posiadaczy mikserów stacjonarnych): do misy miksera (najlepiej wcześniej ogrzanej) wlewasz w całości jajka (no, wiadomo, że bez skorupek, ale chodzi o to, że bez rozdzielania na białka i żółtka), dodajesz cukier (nie musi być wtedy ekstradrobny) i sok z cytryny i ustawiasz moc miksowania na średnio-szybką (ja na kitchen-aidzie ustawiłam na „7”). Miksujesz równo 15 minut (oczywiście końcówką do ubijania piany). Masa w tym czasie powinna potroić swoją objętość i stać się gęsta i biała. Ta metoda ponoć nazywa się metodą włoską.

5) Do masy jajecznej (zrobionej wybraną przez siebie metodą), dodajesz przesiane migdały wymieszane z mąką ziemniaczaną (i ew. kakao) i delikatnie ale dokładnie mieszasz szpatułką. To najtrudniejsza część zadania, bo trzeba to zrobić z jednej strony bardzo delikatnie, żeby nie rozbić pęcherzyków powietrza, a z drugiej dokładnie, żeby nie było grudek mąki. To po prostu trzeba wyczuć. Ja jeszcze nie jestem na takim etapie, żeby czuć się mistrzem w mieszaniu masy jajecznej z mąką, ale mimo błędów ciasto i tak mi wychodzi. Nie należy po prostu miksować masy z mąką za pomocą miksera, ani ucierać składników jak na ciasto ucierane czy drożdżowe. Delikatnie, delikatnie i jeszcze raz delikatnie. To klucz do sukcesu.

6) Masę wlewasz do tortownicy, wstawiasz do nagrzanego piekarnika i pieczesz ok. 20-40 min. (w zależności od grubości blatu). Nie „wietrzysz” piekarnika w tym czasie (czyli nie otwierasz bez ustanku drzwiczek – najlepiej w ogóle nie otwierasz piekarnika przed czasem upieczenia się ciasta), nie dźgasz go niczym, i generalnie – nie przeszkadzasz mu w pieczeniu. Będzie gotowe, jak się zezłoci. Mały biszkopt z 5-6 jajek (pieczony w małej tortownicy na raz) piecze się 40 minut. Jeden blat z 3 jajek pieczony w dużej tortownicy to 20-25 minut. Duży biszkopt (z 9-10 jajek) pieczony na raz , to ok 50-60 minut.

7) Upieczone ciasto wyjmujesz z piekarnika i z wysokości kolan upuszczasz (rzecz jasna w formie) na podłogę. Studzisz w temperaturze pokojowej. Boki biszkoptu oddzielasz nożykiem od formy dopiero po jego całkowitym wystudzeniu.

8) Następnego dnia po upieczeniu wyciągasz biszkopt z formy i jeśli był pieczony w całości, to przekrawasz go na 3-4 blaty. Każdy nasączasz pączem, smarujesz dżemem i przekładasz kremem zrobionym np. wg poniższej receptury.

CO POTRZEBUJESZ NA PRZEŁOŻENIE TORTU:

  • Poncz do nasączenia tortu (np. woda lub słaba herbata z dodatkiem soku z cytryny, sok z pomarańczy, sok ananasowy, kawa – sama lub z brandy albo rumem – pełna dowolność)
  • Dżem, najlepiej kwaskowy, żeby przełamać słodycz kremu (malinowy, porzeczkowy, morelowy)

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z BIAŁEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 200-300g białej czekolady*
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 100g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

DUŻEGO:

  • 350-450g białej czekolady*
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • opcjonalnie – 150g wiórków kokosowych (do wersji typu „rafaello”)
  • opcjonalnie – fix do ubijania śmietany

* Raz zrobiłam krem do małego tortu z 500ml śmietany i 250g serka oraz aż 350g białej czekolady (miałam takie nietypowe tabliczki). Kremu wyszło po pierwsze za dużo, a po drugie był niemożliwie słodki, więc stanowczo lepiej dać mniej czekolady. Ostatnio natomiast zrobiłam krem z czekolady Wedla Karmelove (jest to biała czekolada o smaku karmelowym, ale niczym nie nadziewana) – wzięłam 2 tabliczki i krem wyszedł dobry, ale chyba następnym razem wzięłabym 2,5 tabliczki (zwłaszcza, że te karmelowe są mniejsze, bo mają 90g). Najlepiej więc ilość czekolady dopasować do swoich upodobań.

CO POTRZEBUJESZ NA KREM Z MLECZNEJ / CIEMNEJ CZEKOLADY DO TORTU:

MAŁEGO:

  • 300g mlecznej czekolady (lub 200g)
  • 100g gorzkiej czekolady (lub 200g)
  • 400ml śmietany kremówki 30-36%
  • 250g serka mascarpone
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

DUŻEGO:

  • 450g mlecznej czekolady (lub 300g)
  • 150g gorzkiej czekolady (lub 300g)
  • 600ml śmietany kremówki 30-36%
  • 375g serka mascarpone
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu waniliowego

JAK PRZYGOTOWUJESZ KREM?

1) Podane ilości kremu są na cały tort, jeśli więc chcesz zrobić dwa różne kremy do jednego ciasta (np. ciemny i jasny) – robisz je z połowy składników. Do tortu ze zdjęcia zrobiłam krem z białej czekolady (tort był duży, więc z 600 ml śmietany) z wiórkami kokosowymi i dodatkowo wierzch i boki tortu obsypałam płatkami kokosa. Ciasto nasączyłam sokiem ananasowym (takim z kartonika) i przełożyłam konfiturą malinową. Innym razem zrobiłam krem z mlecznej i gorzkiej czekolady (pół na pół), kakaowy biszkopt nasączyłam kawą z dodatkiem brandy i przełożyłam dżemem morelowym. Mniam!

2) Na dwa dni przed podaniem tortu (w dniu upieczenia biszkoptu) siekasz czekoladę na kawałeczki i wrzucasz do miski, w której później będziesz ubijać krem (ja wrzucam do misy kitchen-aida). W małym garnuszku podgrzewasz śmietanę kremówkę niemal do wrzenia i gorącą zalewasz posiekaną czekoladę. Odczekujesz 2 minuty i po tym czasie mieszasz śmietanę z czekoladą do uzyskania jednolitej masy (najlepiej taką okrągłą trzepaczką do ubijania piany). To dodam, że mi osobiście najlepiej odpowiada do robienia kremu czekolada Wedla – nie waży się, dobrze się rozpuszcza i nie tworzą się grudki. Robiłam kremy z różnych czekolad, również bardzo drogich i ekskluzywnych, ale zawsze wracam do Wedla, bo się najlepiej sprawdza.

3) Masę czekoladową studzisz do temperatury pokojowej, przykrywasz folią spożywczą i wstawiasz do lodówki do schłodzenia na minimum 8 godzin (a najlepiej na całą noc). Ja zwykle wtedy zwiększam też moc chłodzenia lodówki.

4) Na dzień przed podaniem tortu wyjmujesz z lodówki mocno schłodzoną masę czekoladową, dodajesz serek mascarpone i wanilię (możesz też dodać fix do ubijania śmietany, wtedy krem będzie bardziej trwały)  i ubijasz końcówką miksera do ubijania piany do otrzymania gęstego kremu. Uwaga: nie ubijaj zbyt długo, żeby nie przebić kremu (może się wtedy zwarzyć). Jeśli dodajesz wiórki kokosowe, to pod sam koniec ubijania i tylko chwilę jeszcze mieszasz, żeby równomiernie połączyły się z kremem.

5) Kremem przekładasz blaty tortu, uprzednio nasączone pączem i posmarowane cienką warstwą dżemu. Zdobisz dowolnie, jednak pamiętaj – to krem śmietanowy – nadaje się zatem wyśmienicie do przełożenia tortu i posmarowania nim wierzchu i boków, jeżeli zdobisz je w prosty sposób, np. obsypując płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi, startą czekoladą, pralinkami (np. rafaello) itp. lub wyciskając prosty szlaczek na wierzchu. Jeżeli jednak chcesz ozdobić tort wymyślnymi falbanami czy kwiatami, wyciskanymi za pomocą fantazyjnych tylek, to już niestety ten krem się do tego nie nadaje. Nie nadaje się również do posmarowania tortu przed obłożeniem nim masą cukrową, bo może się ona rozpuścić. Do posmarowania wierzchu i boków biszkoptu w celu eleganckiego ozdobienia tortu lub obłożenia go masą cukrową, należy użyć prostej masy z utartego na puch masła i cukru pudru (ang. Buttercream) lub kremu na bazie bezy szwajcarskiej (ja jeszcze nie robiłam – to doświadczenie dopiero przede mną). Na najbliższe urodziny córki będę robić śmietanowo-czekoladowy krem do przełożenia tortu, natomiast do posmarowania wierzchu i boków oraz ozdobienia tortu zrobię prostą masę maślaną z dodatkiem puree z malin i czerwonego barwnika (bo córka zażyczyła sobie różowy tort). Czy wyjdzie – zobaczymy. Nie jestem mistrzem w ozdabianiu tortów, więc musze się dobrze przyłożyć do tego zadania. Będzie fotorelacja (to już niedługo)!

Zapisz

 

Tort Sachera (bezglutenowy)

06 lis

1

Podobno oryginalny przepis na tort Sachera jest ściśle strzeżoną tajemnicą. Ja podaję przepis, który jest dość popularny w internecie, nieco tylko zmodyfikowany, żeby tort był bezglutenowy (moja córka ma alergię).

Głównym suchym dodatkiem są tu zmielone migdały, a mąka stanowi niewielki procent wszystkich składników (tylko pół szklanki). Robiłam ten tort trzy razy i za każdym razem używałam innej mąki bg i zawsze wychodził tak samo. Nie jest to ciasto wyrastające, więc rodzaj mąki nie jest szczególnie istotny.

PS. Zbliżają się drugie urodziny mojej córki, więc spodziewajcie się przepisu na bezglutenowy tort, oparty na migdałowym biszkopcie, bez dodatku koncentratu mąk bg czy proszku do pieczenia.

Składniki na ciasto (na tortownicę 20-22 cm):

  • 150g gorzkiej czekolady dobrej jakości (*)
  • 150g miękkiego masła
  • 130g (ok. 2/3 szklanki) drobnego cukru do wypieków (najlepiej trzcinowego nierafinowanego)
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 5 jajek (żółtka i białka oddzielnie)
  • 70g (ok. 1/2 szklanki) mąki (**)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (***) (można pominąć)
  • 100g zmielonych migdałów (****)
  • szczypta soli

(*) Ja zwykle używam czekolady gorzkiej Wedla, ale ona może być zanieczyszczona glutenem, więc osoby z celiakią powinny używać czekolady z certyfikatem przekreślonego kłosa.

(**) Tym razem użyłam mąki bezglutenowej firmy Schar do chleba, ale może to być każda inna mąka, niekoniecznie koncentrat (może to być tzw. mąka jednoskładnikowa lub dowolna skrobia) – zasadniczo dodaję to, co aktualnie mam pod ręką. Nie jest to typ ciasta wyrastającego, więc gatunek mąki nie ma szczególnego znaczenia.

(***) Ja używam bezglutenowego proszku BIO firmy Lecker, ale w ogóle można pominąć ten dodatek.

(****) Zwykle mielę w malakserze migdały ze skórką – trzeba tylko uważać, żeby nie przegrzać malaksera i dlatego najlepiej na początku mielić pulsacyjnie. Nie można też mielić migdałów zbyt długo, bo powstanie z nich „masło”. Migdały przez zmieleniem można uprażyć w niskiej temperaturze w piekarniku, żeby pozbyć się z nich nieco tłuszczu i wydobyć aromat.

Składniki na przełożenie:

  • słoik dżemu morelowego (ok. 300g)

Składniki na polewę:

  • 150g słodkiej śmietanki 30-36% (*)
  • 1-2 łyżki syropu klonowego lub z agawy (ew. cukru) (**)
  • 150g gorzkiej czekolady dobrej jakości

(*) Używam śmietany 36% firmy Piątnica – producent zapewnił mnie o bezglutenowości tego produktu.

(**) Dodatek syropu, zamiast cukru, spowoduje, że polewa będzie bardziej lśniąca.

Przygotowanie ciasta:

  1. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić (ale uważać, żeby nie zaczęła zastygać). Wszystkie składniki ciasta w momencie łączenia ich ze sobą powinny być w temperaturze pokojowej (dodanie do masy zimnych żółtek może się skończyć jej zważeniem).
  2. Masło utrzeć mikserem z cukrem i wanilią na puszysty krem.
  3. Dodać rozpuszczoną czekoladę i miksować do połączenia składników.
  4. Do masy dodawać stopniowo po jednym żółtku, cały czas miksując, żeby masa się nie zważyła.
  5. Dodać przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i zmielonymi migdałami. Wymieszać szpatułką do uzyskania jednolitej masy.
  6. Białka z dodatkiem szczypty soli ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z czekoladową masą.
  7. Masę przelać do wysmarowanej masłem tortownicy (śr. 20-22 cm.), z dnem wyłożonym papierem do pieczenia. Wyrównać powierzchnię i wstawić do rozgrzanego piekarnika.
  8. Piec w temperaturze 180 st. C przez 45-50 min. Na 5 minut przed końcem pieczenia sprawdzić drewnianym patyczkiem, czy środek ciasta jest suchy (jeżeli nie, to wydłużyć czas pieczenia o 5 minut).
  9. Po upieczeniu ciasto od razu wyjąć z piekarnika i wystudzić w tortownicy.
  10. Wystudzone ciasto przekroić w poprzek na 2 równe części i przełożyć ¾ dżemu. Resztą dżemu posmarować wierzch i boki ciasta (żeby dżem się  łatwiej rozprowadzał, można go nieco podgrzać w garnuszku).

 

Przygotowanie polewy:

  1. Do rondelka z grubym dnem wlać śmietankę i dodać syrop lub ew. cukier. Podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż cukier się rozpuści.
  2. Dodać posiekaną czekoladę i jeszcze chwile podgrzewać na bardzo małym ogniu, energicznie mieszając rózgą. Zdjąć z ognia i rozmieszać na gładką masę.
  3. Ciepłą polewą polać wystudzone ciasto i równomiernie rozsmarować po wierzchu i bokach. Poczekać aż zastygnie. Ja zwykle nakładam polewę na dwie raty, ponieważ jest jej bardzo dużo i polana „na raz” natychmiast spływa z ciasta i się marnuje. Najpierw więc polewam ciasto połową polewy, czekam aż zastygnie (ciasto można wstawić do lodówki), potem ponownie podgrzewam polewę w rondelku (na małym ogniu, stale mieszając, żeby się nie przypaliła, lub nawet w kąpieli wodnej) i wylewam resztę polewy. Wszystko co spływa po bokach wsmarowuje w owe boki.

2

3

 

Bigos wegetariański

30 lis

Bigos wegetariański?! Niektórzy uważają, że to niemożliwe, bo w bigosie musi być mięcho! Dużo mięcha! A jak mięcha nie ma, to znaczy że jest to zwykła, wigilijna kapusta z grzybami, a nie żaden tam bigos. Cóż, w moim daniu są nie tylko grzyby i nie tylko kapusta, ale też wiele innych smaków, dodatków i przypraw. I dlatego nazywam je bigosem.

U mnie w domu bigos robiło się zawsze na Nowy Rok (na Boże Narodzenie nie było u nas nigdy samej kapusty z grzybami, tylko w formie farszu do pierogów). W tym roku również zamierzam dotrzymać tradycji (szczególnie, że Sylwestra spędzamy w domu z roczną córeczką), więc postanowiłam trochę zawczasu poeksperymentować w kuchni w celu stworzenia najlepszej receptury na wegetariański (a nawet wegański) bigos. Myślę, że wyszło całkiem nieźle. Polecam spróbować!

Uwaga! Pamiętaj żeby suszone grzyby przygotować wcześniej (np. poprzedniego dnia wieczorem lub tego samego dnia rano). Musisz je dokładnie wypłukać z piasku i innych paproszków, włożyć do rondelka lub małego garnuszka, zalać niewielką ilością wody (tak żeby ledwo przykrywała powierzchnię grzybów) i moczyć kilka godzin (np. całą noc), a następnie ugotować pod przykryciem na małym ogniu do miękkości – w tej samej wodzie, w której się moczyły (ok. 30-40 min. – uważaj żeby nie wykipiały!). I nie wylewaj wywaru grzybowego! – przyda Ci się do bigosu. Grzyby suszone to jedyny składnik bigosu, który trzeba przygotować wcześniej.

I jeszcze mała uwaga do śliwek – najlepiej użyj wędzonych, by bezmięsny bigos nie był całkowicie pozbawiony smaku wędzonki. Wiem, że trudno je dostać w zwykłym sklepie – ja mam z ursynowskiego bazaru „Na Dołku” (kupione jeszcze w zeszłym roku), ale wiem, że można też kupić przez internet. To produkt sezonowy, więc najłatwiej kupić je jesienią i zimą (czyli w sumie wtedy, kiedy i na bigos jest sezon). Jeżeli nie dostaniesz nigdzie wędzonych śliwek, to może uda Ci się chociaż zdobyć wędzoną słodką paprykę w proszku – zawsze to będzie coś. A co do parówek sojowych, to przynajmniej ja nie widziałam nigdzie bezglutenowych, więc jeśli nie możesz jeść glutenu, to lepiej tych parówek nie dodawaj (ja nie dałam).

Co potrzebujesz na bigos?
- 1kg dobrej kiszonej kapusty (możesz ją nieco pokroić)
- 0,5kg świeżej kapusty białej, drobno poszatkowanej (jeżeli wolisz bardziej kwaśny bigos, to możesz pominąć zwykłą kapustę i dać 1,5kg kapusty kiszonej)
- małą marchewkę, obraną i startą na tarce o dużych oczkach
- 2 listki laurowe
- 6 ziarenek ziela angielskiego
- 6 ziarenek jałowca
- 1 łyżeczkę zmielonego kminku
- olej słonecznikowy (kilka łyżek)
- 1 łyżkę masła
- 2 cebule, obrane i posiekane w drobną kosteczkę
- 2 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
- ok 1 szklankę suszonych grzybów, oczyszczonych, namoczonych w niewielkiej ilości wody (najlepiej przez całą noc) i ugotowanych do miękkości (w tej samej wodzie, w której były moczone)
- 0,5kg pieczarek, obranych i pokrojonych w kostkę (mniejsze pieczarki wystarczy pokroić w ćwiartki lub nawet połówki)
- 1 łyżeczkę pieprzu ziołowego
- 1 łyżeczkę suszonego majeranku
- 0,5 łyżeczki suszonego tymianku
- 1 łyżeczkę słodkiej papryki w proszku (lub wędzonej papryki w proszku, zwłaszcza jeżeli nie masz wędzonych śliwek, tylko suszone)
- 10 wędzonych śliwek (lub ewentualnie suszonych), wydrylowanych i pokrojonych w paseczki (żeby łatwiej je było drylować, możesz je wcześniej namoczyć w wodzie przez kwadrans)
- wywar z gotowania grzybów (wyszła mi mniej więcej 1 szklanka)
- 150ml wytrawnego czerwonego wina
- 4 łyżki sosu sojowego (jeśli kapusta jest bardzo słona, to możesz dać mniej sosu)
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- 2 łyżki miodu lub syropu z agawy (weganie!)
- 1 łyżkę powideł śliwkowych (ja użyłam domowej roboty, bez cukru)
- 150g „suszu” sojowego, czyli tzw. kotletów sojowych a la schabowe (ze 100% mąki sojowej)
- 0,5 litra bulionu warzywnego do namoczenia/ugotowania kotletów sojowych (może być z kostki/proszku BIO)
- opcjonalnie kilka parówek lub kiełbasek sojowych (np. wędzonych)
- sól i świeżo mielony pieprz do smaku

Jak przygotowujesz?

1) Obie kapusty wkładasz do dużego gara (największego jaki znajdziesz w domu lub u sąsiada ;-)), najlepiej z grubym dnem (gara, nie sąsiada…), żeby kapucha nie przywierała i się nie przypalała, dodajesz startą marchewkę, listki laurowe, ziele angielskie, jagody jałowca i kminek. Dolewasz wody (jakieś 2 szklanki na sam początek – potem w miarę potrzeby uzupełniasz na bieżąco, żeby bigos się nie przypalił) i stawiasz na małym ogniu. W tym czasie przygotowujesz resztę składników (oczywiście suszone grzyby masz już wcześniej przygotowane, prawda?).

2) Na dużą patelnie lub do rondla wlewasz nieco oleju (tak aby przykrył dno cienką warstwą), dodajesz łyżkę masła i gdy się już rozgrzeje, wrzucasz cebulę.

3) Smażysz aż cebula się zeszkli, dorzucasz pozostałe przyprawy z wyjątkiem papryki (ta się szybko karmelizuje, więc dodajesz ją na końcu) oraz czosnek i chwilę jeszcze smażysz.

4) Następnie dorzucasz do smażącej się cebuli posiekane na mniejsze kawałki ugotowane wcześniej grzyby suszone oraz pieczarki  i smażysz, aż te się zrumienią (pod koniec dodajesz paprykę). Zawartość patelni przerzucasz do gara z kapustą, mieszasz i zostawiasz na jakiś czas, żeby się pogotowało na wolnym ogniu (masz czas na odpoczynek).

5) Po jakiś dwóch kwadransach dorzucasz do kapuchy z grzybami pozostałe składniki (z wyjątkiem kotletów sojowych). Mieszasz i zabierasz się za przygotowanie właśnie tych pominiętych kotletów (zgodnie ze wskazówkami producenta – niektóre się gotuje, inne namacza – niemniej użyj do tego bulionu warzywnego).

6) Po kolejnych dwóch kwadransach wrzucasz do gara pokrojone w paseczki kotlety sojowe, znowu całość mieszasz i gotujesz jeszcze jeden kwadrans.

7) Doprawiasz do smaku świeżo zmielonym pieprzem i solą (z solą ostrożnie, bo i kapusta jest słona i sos sojowy – najlepiej posól następnego dnia, kiedy smaki już się „przegryzą”). Zdejmujesz gar z ognia i zostawiasz do następnego dnia.

8) Następnego dnia gotujesz bigos jakieś pół godziny, w miarę potrzeby uzupełniając wodą, żeby kapusta się nie przypaliła. Bigos najlepszy będzie kolejnego dnia (ale już drugiego dnia można go jeść).

image

Smacznego!

 

Migdałowo-owsiany pleśniak (bez mąki pszennej)

23 kwi

Wiosna już pełną gębą, a ja wracam z nowymi pomysłami na wegetariańskie (i w większości bezglutenowe, a przynajmniej bezpszeniczne) dania i desery. Trochę mnie tu nie było, bo jesienią najadłam się igliwia i zapadłam w sen zimowy ;-) A tak naprawdę, to 11. grudnia na świat przyszła moja piękna córeczka i trochę czasu zajęło mi przystosowywanie się do nowej roli. Teraz Zuzia ma już skończone 4 miesiące, przesypia całe noce, a za dnia wcina swoje pierwsze warzywa. Ja jednak jeszcze obracam się w dorosłym menu, bo nie ma co tu się wygłupiać z zamieszczaniem przepisów na „delikatny mus z marchewki gotowanej na parze”… Jak już Zuzia rozszerzy swoje menu do bardziej skomplikowanych dań, to wtedy też pewnie zagłębię się w kuchnie dziecięcą.

Dzisiaj jeszcze pewnie wszyscy chodzą ociężali po objedzeniu się świątecznymi przysmakami, niemniej zamieszczę przepis na ciasto. I to ciasto nadające się zarówno na święta, jak i dni powszednie. To autorska, bezglutenowa wersja ciasta znanego pod nazwą pleśniak. Nazwa, moim zdaniem, niezbyt trafiona (nasuwa niekoniecznie dobre skojarzenia), niemniej pod taką nazwą zna to ciasto większość osób, więc nie będę się wygłupiać z wymyślaniem jakiejś własnej. Zostanie zatem ten pleśniak – u mnie w wersji migdałowo-owsianej (bez dodatku mąki pszennej).

Zanim podam przepis na ciasto, chciałabym jeszcze poruszyć kwestię jego „bezglutenowości”. Otóż uważa się, że owies zawiera niewielką ilość glutenu i osoby chore na celiakię nie powinny go spożywać. Niemniej w specjalistycznych sklepach (w tym skalpach internetowych ze zdrową żywnością) można kupić mąkę czy płatki owsiane w wersji bezglutenowej (z symbolem przekreślonego kłosa na opakowaniu). Wszystkie inne osoby, które odstawiają gluten lub tylko pszenicę dla zdrowia (i nie są uczulone), mogą jednak użyć normalnej mąki czy płatków owsianych (ja zwykle miele w elektrycznym młynku do kawy tradycyjne płatki owsiane, czasami dodając do nich 2-3 łyżki otrębów owsianych).

Cóż, ciasto to, mimo użycia mąki owsianej własnej roboty i mielonych migdałów, nie jest okazem zdrowia. Jeżeli ktoś ma problemy z cholesterolem, to polecałabym raczej moje ciasteczka z płatków owsianych „otrębuski”. Pleśniak bowiem to ciasto kruche na dużej ilości masła (niby można zastąpić margaryną roślinną, ale to sama chemia i ja nie używam). Poza tym ciasto zawiera cukier puder – ja swój zrobiłam z nierafinowanego cukru trzcinowego, mieląc go w młynku do kawy, ale ostatnio widziałam w sklepie już taki gotowy puder. Żeby było zdrowiej, cukier można zastąpić ksylitolem (również zmielonym na puder) lub stewią w pudrze (1 łyżkę do ciasta i ze 3-4 łyżki do piany z białek – trzeba sobie wypróbować proporcje). Dżem warto wybrać słodzony zagęszczonym sokiem z jabłek lub winogron (a z całą pewnością nie brać tych słodzonych syropem glukozowo-fruktozowym).

Mimo tego, że ciasto nie należy do dietetycznych, to je polecam. Jest kwaskowe i ma ciekawe połączenie smaków migdałowego z owsianym. Smacznego!

Co potrzebujesz na ciasto:

  • 250g mąki owsianej lub drobno zmielonych płatków owsianych tradycyjnych (nie błyskawicznych) (*)
  • 250g mąki migdałowej lub drobno zmielonych migdałów bez skórki
  • 4 łyżki + 2/3 szklanki cukru pudru z nierafinowanego cukru trzcinowego lub ksylitolu
  • 1½ łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia BIO (możesz pominąć)
  • ½ łyżeczki drobnoziarnistej soli morskiej
  • 200g zmrożonego masła dobrej jakości
  • 4 jajka z chowu ekologicznego, czyli typ „0” (osobno żółtka i białka)
  • 2 łyżeczki pasty waniliowej lub ziarenka z jednej laski wanilii
  • 2 łyżki dobrej jakości kakao lub karobu (mączki z chleba świętojańskiego)
  • 1 łyżkę mąki ziemniaczanej
  • słoik dżemu z czarnej porzeczki (najlepiej słodzonego sokiem zagęszczonym – z winogron lub z jabłek)

(*) osoby z celiakią wybierają produkty z certyfikatem gluten free (symbol przekreślonego kłosa)

plesniak_1

Jak przygotowujesz ciasto:

1.    Mąkę owsianą lub zmielone płatki owsiane przesiewasz do miski i mieszasz z mielonymi migdałami, 4 łyżkami cukru pudru, proszkiem do pieczenia i solą.

2.    Zmrożone na kamień masło ścierasz na tarce na dużych oczkach i dodajesz do mąki, wbijasz żółtka (białka odstawiasz do lodówki), dodajesz pastę waniliową i całość mieszasz siekając dużym nożem, a następnie szybko zagniatasz ciasto rękoma.

3.    Ciasto dzielisz na 3 części i jedną zagniatasz z kakao lub karobem. Formujesz 3, mniej więcej jednakowej wielkości kule i wstawiasz je do zamrażarki na ok. pół godziny.

4.    Ubijasz białka na sztywno, pod koniec dodając łyżkę mąki ziemniaczanej i stopniowo, łyżka po łyżce, 2/3 szklanki cukru pudru (najlepiej przesianego).

5.    Blachę ok. 24 x 32cm wykładasz papierem do pieczenia. Schłodzone jasne ciasto ścierasz na tarce na grubych oczkach na dno formy. Smarujesz grubą warstwą dżemu. Na to ścierasz ciemną część ciasta i rozsmarowujesz pianę z białek. Na wierzch ścierasz ostatnią, jasną część ciasta.

6.    Pieczesz około 45 minut do godziny w piekarniku (najlepiej z termoobiegiem) w temperaturze 180ºC. Kroisz po całkowitym ostygnięciu.

plesniak_2

 

Domowa przyprawa piernikowa (bezglutenowa)

28 lis

Co dom z tradycją pieczenia pierników, to własny przepis na korzenną przyprawę. Niektórzy sypią składniki „na oko”, inni dokładnie odmierzają proporcje (tak jak ja). Jedni robią „na winie” (czyli co się pod rękę nawinie), inni przygotowują mieszankę odpowiednio wcześniej, żeby zdążyła przejść aromatami poszczególnych, starannie dobranych składników (tak jak ja). Myślę jednak, że zawsze warto samemu zrobić taką przyprawę, niż kupować gotowca w torebce, szczególnie że ten może się okazać glutenowy (większość gotowych mieszanek zawiera mąkę pszenną).

Ja zrobiłam swoją mieszankę już dzisiaj, bo ciągle jeszcze wierzę, że w tym roku – mimo zbieżności daty Świąt z datą narodzin naszego dziecka – uda mi się upiec pierniczki. A jeśli nie mi osobiście, to chociaż mojej mamie i niech przynajmniej przyprawa będzie moim wkładem.

Przyprawę tę przy okazji dziś wykorzystałam. Niestety nie mogłam zrobić prawdziwych pierniczków na miodzie i karmelu, gdyż dieta mi na to nie pozwala, dlatego zrobiłam wersję korzenną moich dietetycznych ciasteczek owsianych – dodając zamiast olejku migdałowego dwie łyżeczki mieszanki (ciasteczka wyszły dość pikantne, więc można dać tylko jedną łyżeczkę, jak ktoś woli łagodniejsze smaki) i jedną więcej łyżkę karobu (czyli razem dwie). W całym domu przepysznie zapachniało piernikami i oczywiście moim ciasteczkom daleko do piernikowej doskonałości i słodyczy miodu, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma – prawda?

Co potrzebujesz na przyprawę do piernika:

  • 2 łyżki mielonego cynamonu (najlepiej świeżo utłuczonego w moździerzu lub zmielonego w młynku do kawy)
  • 2 łyżeczki suszonej, zmielonej skórki cytrynowej
  • 2 łyżeczki suszonej, zmielonej skórki pomarańczowej
  • 2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 2 łyżeczki mielonego kardamonu (najlepiej świeżo utłuczonych w moździerzu lub zmielonych w młynku do kawy ziarenek)
  • 1 łyżeczkę świeżo utartej gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczkę zmielonych goździków
  • 1 łyżeczkę zmielonego ziela angielskiego
  • ½ łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
  • ¼ łyżeczki drobnoziarnistej soli morskiej

 

Jak przygotowujesz przyprawę do piernika:

  1. Najlepiej gdy samemu zmielisz poszczególne przyprawy na mieszankę – takie jak cynamon, kardamon, gałkę czy pieprz. Przyprawy kupowane w formie już zmielonej są mniej aromatyczne, niż te „w kawałku”. Do zmielenia przypraw na proszek potrzebny jest moździerz albo młynek do kawy (np. elektryczny, ale może też być ręczny). Niektórzy mają też specjalne młynki do przypraw (ja nie mam – używam takiego do kawy).

  2. Suszoną skórkę pomarańczową i cytrynową możesz kupić gotową lub zrobić ją samemu – parząc cytrusy i obierając z nich cieniutką warstwę skórki (tylko tą zewnętrzną – bez białej części) – najlepiej służy do tego obieraczka do warzyw lub specjalny skrobak do skórek cytrusowych. Skórkę tę następnie suszysz (np. wysypując na talerz i kładąc go na kaloryferze albo w takiej specjalnej suszarce do grzybów i ziół – wtedy suszy się błyskawicznie) i już ususzoną ucierasz w moździerzu lub mielisz w młynku na proszek.

  3. Zmielone przyprawy wsypujesz do czystego, suchego słoiczka (do którego posiadasz dopasowaną pokrywkę ;-)), zakręcasz i potrząsasz, aż składniki się wymieszają. Przechowujesz szczelnie zamknięte.

  4. Używasz wg uznania – zwykle 1 do 2 łyżeczek. Możesz też dodać szczyptę do kawy – będzie bardziej świąteczna.

 

Pierogi gryczane II z farszem z brązowej soczewicy i pieczarek (bezglutenowe, wegańskie)

08 lis

Powoli zbliżają się Święta, więc czas już zacząć myśleć o świątecznych daniach. W tym roku wprawdzie z organizacją Wigilii może być u nas trudno, ponieważ akurat w tych okolicach czasowych przyjdzie na świat nasz nowy członek rodziny (a dokładnie członkini), niemniej jednak może uda się nam zrobić chociaż kilka podstawowych potraw. A chciałabym, żeby te Święta były w wersji bezglutenowej i zdrowej.

Pierogi są zwykle na każdym stole świątecznym. Najczęściej ciasto zrobione jest jednak z mąki pszennej, która czasami występuje w wersji razowej, a w domach „bezglutenowców” z tzw. gotowego miksu mąk do pierogów (a miks ten opiera się głównie na ciężkostrawnych skrobiach i różnych dodatkach spulchniających). Obie wersje pierogów nie są zbyt zdrowe i raczej są tuczące. Czy zetem trzeba zrezygnować z tego świątecznego rarytasu, żeby było zdrowo i lekko? Otóż nie. Moja wersja pierogów jest nieco mniej kaloryczna, niż tradycyjna i dodatkowo zawiera błonnik.

Jakiś czas temu publikowałam tutaj przepis na pierogi gryczane z farszem ruskim. Była to moja pierwsza próba, zwieńczona zresztą sukcesem (moim skromnym zdaniem), zmierzenia się z bezglutenowymi pierogami. Wtedy jako dodatek do mąki gryczanej wybrałam mąkę ziemniaczaną. Ta jednak ma bardzo wysoki indeks glikemiczny, więc tym razem postanowiłam zastąpić ją czymś innym, co również sklei ciasto, ale nie będzie tak ciężkie. Mój wybór padł na ulubioną ostatnio przeze mnie mąkę owsianą.

Zamiast tradycyjnego farszu z kapusty i grzybów (za którym osobiście nie przepadam – kapustę wolę raczej w bigosie), do nadziania pierogów wybrałam brązową soczewicę i pieczarki. Jednak oczywiście farsz może być dowolny, również ten z kapustą, jeśli ktoś nie wyobraża sobie bez niego Świąt. U mnie zarówno ciasto, jak i farsz są wegańskie. I tutaj wtrącę małą uwagę – moja mama od lat robi pierogi dodając do ciasta jajko lub samo żółtko. Kiedy więc spróbowała zrobić pierogi z mąki gryczanej wg mojego przepisu, również dodała jajko i ciasto jej nie wyszło. Dlatego polecam trzymać się przepisu oraz podanych w nim proporcji, a stare przyzwyczajenia na chwilę odłożyć.

Obie mąki, które są potrzebne do przygotowania pierogów można zrobić samemu, mieląc w elektrycznym młynku do kawy niepaloną kaszę gryczaną i płatki owsiane tradycyjne. Ja akurat gotową mąkę gryczaną miałam, natomiast owsianej nie, więc sama zmieliłam płatki na mąkę. Jak zwykle pragnę również podkreślić, że osoby cierpiące na nietolerancję glutenu powinny wybierać produkty (czy to mąki, czy to kasze lub płatki) z certyfikatem gluten free (symbol przekreślonego kłosa).

Z podanego w przepisie ciasta można zrobić również uszka z farszem grzybowym do barszczu lub łazanki do zupy grzybowej – zależy która zupa u kogo jest tradycyjnie podawana na Wigilię (u mnie jest to barszcz).

Co potrzebujesz na farsz:

  • 1 szklankę brązowej soczewicy
  • 2 szklanki wody
  • 3 łyżki oleju nierafinowanego (rzepakowego, ryżowego lub z pestek winogron)
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 2 ząbki czosnku, obrane i posiekane
  • 1 dużą cebulę, obraną i pokrojoną w drobną kostkę
  • 500g pieczarek, obranych i pokrojonych w drobną kostkę
  • 1 łyżeczkę suszonego majeranku
  • 1 łyżeczkę suszonego oregano
  • 1 łyżeczkę suszonego tymianku
  • sól morską i świeżo mielony pieprz do smaku

 

Składniki na ciasto:

  • 250g (nieco ponad 1½ szklanki) mąki gryczanej lub zmielonej w młynku do kawy niepalonej kaszy gryczanej + do podsypania (*)
  • 100g (ok. 1 szklanki) mąki owsianej lub zmielonych w młynku do kawy płatków owsianych tradycyjnych (*)
  • ½ łyżeczki drobnoziarnistej soli morskiej
  • 1 łyżkę oleju nierafinowanego (rzepakowego, ryżowego lub z pestek winogron)
  • 250ml wrzącej wody (1 szklankę)

(*) osoby z celiakią wybierają produkty z certyfikatem gluten free.

 

Jak przygotowujesz farsz:

  1. Soczewicę płuczesz dokładnie na sicie pod bieżącą, zimną wodę. Do garnka z grubym dnem wlewasz 2 szklanki wody, dodajesz 1 łyżkę oleju, liść laurowy, ziele angielskie, szczyptę pieprzu i posiekany czosnek. Czekasz aż woda się zagotuję, wrzucasz soczewicę, zmniejszasz ogień i gotujesz pod przykryciem, aż zmięknie (ok. 30-40 min.). Pod koniec gotowania soczewicę solisz (ok. ½ łyżeczki), ale dopiero kiedy ziarna już zmiękną. Ugotowaną soczewicę odcedzasz (usuwając liść laurowy) i przekładasz do miski.

  2. Na patelni lub w rondlu rozgrzewasz pozostałe 2 łyżki oleju, wrzucasz cebulę i smażysz, aż się zeszkli. Dodajesz pieczarki, majeranek, oregano i tymianek i smażysz, aż grzyby zbrązowieją, a cały płyn, który się wytworzył podczas ich smażenia odparuje. Usmażoną cebulę z pieczarkami przekładasz do miski z soczewicą. Całość dokładnie mieszasz i doprawiasz do smaku solą i świeżo mielonym pieprzem. Zostawiasz do wystudzenia.

  3. Przygotowujesz ciasto na pierogi.

 

Jak przygotowujesz ciasto:

  1. Mąkę gryczaną mieszasz z mąką owsianą i solą. Przesiewasz na stolnicę lub blat kuchenny, robisz po środku dołek, dodajesz łyżkę oleju i powoli wlewasz gorącą wodę, żeby wsiąknęła w mąkę, jednocześnie zarabiając ciasto dużym nożem, a potem rękoma (ok. 15-20 minut), aż powstanie jednolita masa. Jeżeli masa jest zbyt kleista, możesz dosypać trochę mąki (ale nie za dużo, żeby ciasto nie wyszło za suche). Dobrze wyrobione ciasto powinno być elastyczne, gładkie i dobrze napowietrzone. Nie za suche ani nie za kleiste.

  2. Wyrobione ciasto formujesz w kulę, owijasz folią spożywczą lub przykrywasz czystą, lnianą ściereczką, żeby nie wyschło i odstawiasz na ok. pół godziny.

  3. Po przygotowaniu farszu do pierogów, ciasto dzielisz na dwie części i każdą cienko rozwałkowujesz na oprószonej mąką gryczaną stolnicy lub blacie kuchennym (na grubość ok. 2 mm).

  4. Z ciasta wykrawasz szklanką lub specjalną foremką krążki, na środek każdego nakładasz łyżeczką farsz i dokładnie zlepiasz brzegi (możesz posmarować je zimną wodą, żeby lepiej się kleiły).

  5. Pierogi wrzucasz partiami do dużego garnka z osoloną, wrzącą wodą z dodatkiem 1 łyżki oleju i gotujesz ok. 2-3 minuty od wypłynięcia na wierzch. Wyjmujesz łyżką cedzakową i układasz po jednej warstwie na talerzu, żeby się nie posklejały.

  6. Podajesz same lub z jogurtem naturalnym bez cukru 0% tłuszczu.

pierogi_gryczane_1

 pierogi_gryczane_2

 pierogi_gryczane_3

 

Migdałowo-czekoladowe babeczki z wiśniami (bezglutenowe)

30 lip

Czekoladowe babeczki z wiśniami to był od dawna mój popisowy numer na wszelkiego rodzaju imprezy czy przyjęcia. Zawsze z pysznymi wiśniami z syropu, robionymi przez moją mamę i często nawet zebranymi w przydomowym ogródku…

Oczywiście kiedyś robiłam te babeczki z mąką pszenną, więc teraz postanowiłam przerobić je na wersję bezglutenową. Nie poszłam jednak na łatwiznę, zastępując mąkę pszenną gotowym miksem bezglutenowym (za dużo w tym chemii, jak na mój gust), tylko użyłam zmielonych w blenderze migdałów bez skórki (kupiłam już zblanszowane, na wagę – wyszło taniej niż w opakowaniu i dodatkowo zaoszczędziłam czas na samodzielnym parzeniu i żmudnym obieraniu ze skórki, za którym, szczerze mówiąc, nie przepadam).

Do zmielonych migdałów dosypałam trochę mączki z tapioki (czyli skrobi z manioku, którą można dostać w sklepach z azjatycką lub zdrową żywnością, jak i również w kuchniach świata), ale można też użyć innej skrobi – kukurydzianej lub ziemniaczanej (nie mylić z mąką kukurydzianą czy ziemniaczaną, bo to dwie różne sprawy). Ja tam najbardziej lubię tapiokę (w formie mączki właśnie, a nie granulek), która na stałe już zagościła w mojej kuchni, a skrobi kukurydzianej wolę w miarę możliwości unikać, bo kukurydza to jednak jest dla mnie jedno wielkie GMO (nie ważne, czy to prawda, czy nie, ja jakoś nie mam do niej przekonania). Tym bardziej unikam właśnie gotowych miksów bezglutenowych, gdyż zwykle bazują one właśnie głównie na skrobi kukurydzianej, a dodatkowo zawierają dużo różnej dziwnej chemii (wystarczy poczytać sobie skład).

Być może dużo chemii zawiera też bezglutenowy proszek do pieczenia (bo skrobię kukurydzianą niestety zawiera na pewno), ale nie sypię go przecież do ciasta obficie. Zresztą można zastąpić proszek sodą spożywczą i dodać jeszcze do tego ocet jabłkowy, żeby zakwasić ciasto (wtedy lepiej rośnie). Generalnie jednak nie są to wielkie, puchate, wyrośnięte babeczki, ponieważ „mąka” z migdałów jest dość ciężka. Poza tym wydaje mi się, że mogłam dać trochę mniej masła, bo migdały są również tłuste (i tak już zmniejszyłam ilość wobec mojego wcześniejszego oryginału, opartego na mące pszennej), jednak w przepisie podaje tyle, ile teraz użyłam i najwyżej przy ponownym robieniu babeczek zmodyfikuję proporcje.

Babeczki te nie są wegańskie, bo zawierają zarówno jajka jak i mleko (i wspomniane masło). Oczywiście wszystkie te produkty można zastąpić wersją roślinną (nawet jajka – używając zmielonego siemienia lnianego, namoczonego w odrobinie wody), ale ja zrobiłam je jednak w wersji nie wegańskiej i w takiej podaję. Dałam też cukier – nierafinowany ciemny muscovado (zawierający bogatą w żelazo i kwas foliowy melasę), ale można też użyć ksylitolu (będzie niewątpliwie zdrowiej) lub syropu z agawy (mniej więcej połowę tyle, co cukru). Można też pewnie dać i melasę, ale wtedy smak może być dla niektórych zbyt specyficzny. W przypadku użycia substancji słodzące w syropie (agawy lub melasy), należy dać nieco mniej masła lub mleka, żeby ciasto nie było zbyt rzadkie (i tak leje się je łyżką).

Jeśli nie macie tyle szczęścia co ja, żeby mieć domowej roboty wiśnie w syropie, to możecie oczywiście użyć kupnej konfitury wiśniowej albo świeżych wiśni (lub z mrożonki – oczywiście rozmrożonych). Jedno i drugie trzeba jednak starannie odsączyć z nadmiaru soku, żeby babeczki nie były zbyt rozmoknięte.

Zachęcam Was zatem do zrobienia tych babeczek (z amerykańska nazywanych „muffinami”) i życzę smacznego oraz wytrwałości w czekaniu, aż ostygną (ciasta na proszku do pieczenia lub sodzie nie powinno się jeść na ciepło). Ja chętnie poświęciłam dzisiaj trochę czasu na ich zrobienie (nie jest to ani pracochłonne ani trudne zajęcie), wykorzystując jeden dzień przerwy w upałach (przy wczorajszych, rekordowych jak na Warszawę, 36ºC pieczenie byłoby masakrą!).

 babeczka_1

Co potrzebujesz na 12 muffinów:

  • 200g (2 szklanki) drobno zmielonych migdałów bez skórki lub gotowej mąki migdałowej
  • 70g mączki z tapioki lub innej skrobi (kukurydzianej, ziemniaczanej – ale nie mąki!)
  • 25g (3 łyżki) gorzkiego kakao (bezglutenowego)
  • 2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia BIO lub 2 łyżeczki sody spożywczej + 1 łyżeczkę octu jabłkowego
  • szczyptę drobnoziarnistej soli morskiej
  • 80g miękkiego masła
  • 150g (ok. ¾ szklanki) nierafinowanego cukru trzcinowego dark muscovado lub ksylitolu albo ½ szklanki ciemnego syropu z agawy
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z 1 laski wanilii
  • 2 duże jajka z chowu ekologicznego (typ „0”), rozmącone widelcem
  • 100ml mleka
  • wiśnie z syropu, kompotu lub świeże (po 3-4 sztuki na babeczkę) albo konfitura z wiśni (ok. 1 łyżeczkę na babeczkę)

 babeczka_2

Jak przygotowujesz:

  1. Włączasz piekarnik i nastawiasz na temperaturę 190ºC z grzaniem od góry i dołu (bez termoobiegu). Migdały bez skórki mielisz w blenderze lub specjalnym młynku na proszek (najlepiej mielić pulsacyjnie, dopóki migdały są w dużych kawałkach, żeby nie przegrzać malaksera).

  2. Zmielone migdały lub mąkę migdałową dokładnie mieszasz w misce z przesianą mączką z tapioki lub inną skrobią, gorzkim kakao, proszkiem do pieczenia lub sodą i szczyptą soli.

  3. W drugiej misce ucierasz mikserem na gładką masę masło z cukrem lub syropem a agawy i wanilią. Dodajesz 2 jajka i miksujesz do uzyskania jednolitej masy. W przypadku, gdy używasz sody zamiast proszku do pieczenia, do masy wlewasz jeszcze pod sam koniec miksowania łyżeczkę octu jabłkowego.

  4. Do masy maślano-jajecznej dodajesz stopniowo mieszankę suchych składników (migdałów, skrobi, kakao, proszku do pieczenia lub sody i soli), cały czas miksując, a następnie wlewasz mleko, nie przestając miksować (uwaga! w przypadku użycia syropu z agawy dodajesz trochę mniej mleka – ok. 80ml).

  5. Formę do muffinów wykładasz papierowymi papilotkami, wlewasz do każdej po łyżce ciasta, nakładasz po 3-4 wiśnie lub łyżeczkę konfitury i zalewasz równomiernie resztą ciasta.

  6. Pieczesz w rozgrzanym do 190ºC piekarniku przez ok. 25-30 min. Drewnianym patyczkiem sprawdzasz, czy ciasto jest już upieczone (patyczek po wyjęciu z ciasta powinien być czysty). Zostawiasz do wystudzenia.

babeczka_3

 

 

Ciasto marchewkowo-migdałowe (bez glutenu i cukru)

11 lip

Z wypieków bezglutenowych były tu już m.in. korzenne muffiny marchewkowe i cytrynowe ciasto migdałowe. Dziś będzie za to miks z tych dwóch smaków, a mianowicie ciasto marchewkowo-migdałowe.

Zamiast cukru – ciemny syrop z agawy, o przyjemnym karmelowym smaku, który można jednak zastąpić dobrej jakości płynnym miodem (chociaż polecam akurat syrop w tym przypadku). Zamiast zwykłej mąki – zmielone migdały i skrobia (ja użyłam mączki z tapioki, ale może być też skrobia kukurydziana).

Zamiast drogich migdałów można użyć innych orzechów – ja mam akurat na większość uczulenie (a na migdały właśnie nie), ale można poeksperymentować z różnymi rodzajami. A migdały najlepiej kupować w dużych opakowaniach albo na wagę – wtedy wychodzi taniej.

Mała rada dotycząca migdałów – żeby łatwo obierało się je ze skórki, należy zalać je wrzątkiem, a nawet chwilkę podgotować, a następnie zostawić w wodzie do ostygnięcia. Po obraniu ze skórki, żeby migdały się lepiej i drobniej mieliły, należy je podsuszyć – zimą na kaloryferze (ułożone na talerzu), a latem najlepiej na słońcu (ułożone na blasze do pieczenia). Można też podsuszyć je w lekko nagrzanym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Najlepiej migdały mielić w malakserze, pulsacyjnie, żeby nie przegrzać urządzenia. Im drobniej będą zmielone migdały, tym lepiej (ale i tak nigdy to nie będzie proszek o konsystencji mąki, tylko raczej taka „bułka tarta”).

Do ciasta można dodać bakalie, ale ja akurat wolę bez. Można dać również pokrojonego na małe kawałeczki ananasa (najlepiej świeżego, ale może być też z puszki) – ja jednak nie miałam, więc nie dodałam (chociaż lubię). Następnym jednak razem zrobię z ananasem.

Oryginalne amerykańskie ciasto marchewkowe powinno być pokryte masą z serka śmietankowego typu philadelphia, wymieszanego z masłem i cukrem pudrem. Ja jednak tym razem zrobiłam masę z białej czekolady rozpuszczonej w śmietanie kremówce. W tym już oczywiście jest cukier, więc jeżeli ktoś go unika, to albo zostaje mu samo ciasto (co przecież też jest dobre), albo wymieszanie serka śmietankowego z niewielką ilością miękkiego masła i jasnym syropem z agawy, stewią w pudrze lub ksylitolem w pudrze (ilość substancji słodzącej wedle uznania). Można też przełożyć ciasto dżemem morelowym (są na rynku takie bez cukru, słodzone np. sokiem jabłkowym lub winogronowym).

Ciasto nie jest może ciastem typu „light” – kaloryczne są i migdały i skrobia i jajka. Jest jednak zdrowsze niż większość ciast tego typu, ponieważ nie zawiera mąki glutenowej ani cukru. A smaczne jest tak samo jak tradycyjne ciasto marchewkowe, o ile nawet nie bardziej. Zachęcam zatem do wypróbowania przepisu.

ciasto_marchewkowe_2

Co potrzebujesz na ciasto:

  • 5 jajek z hodowli ekologicznej (typ „0”), żółtka i białka oddzielnie
  • ½ szklanki ciemnego syropu z agawy (nektaru) lub dobrej jakości płynnego miodu
  • 1-2 łyżeczki mielonego cynamonu (ja dałam mniej, bo nie przepadam)
  • ¼ łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej
  • ¼ łyżeczki mielonego imbiru
  • szczyptę mielonego kardamonu
  • 1 łyżeczkę mielonej suszonej skórki pomarańczowej lub cytrynowej (może być też świeżo utarta)
  • 250g (ok. 2 – 2½  szklanki, w zależności od grubości tarcia) marchewki, obranej, umytej i startej na tarce o bardzo drobnych oczkach
  • 250g (ok. 2 szklanki) zmielonych migdałów bez skórki
  • 100g (ok ¾ szklanki) mączki z tapioki lub skrobi kukurydzianej (nie mąki!)
  • 1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody spożywczej
  • ¼ szklanki oleju z pestek winogron
  • ½ łyżeczki soli morskiej drobnoziarnistej
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego

 

Co potrzebujesz na polewę (uwaga! biała czekolada zawiera cukier!):

  • 50ml słodkiej śmietanki 30%
  • 100g białej czekolady dobrej jakości, pokruszonej na kawałki

 

Jak przygotowujesz ciasto:

  1. Włączasz piekarnik i rozgrzewasz do temperatury 180ºC. Formę tortową wykładasz papierem do pieczenia i smarujesz grubą warstwą masła lub margaryny.

  2. Białka oddzielasz od żółtek. Żółtka przelewasz do miski, dodajesz syrop z agawy lub miód oraz przyprawy i miksujesz mikserem na puszystą masę (tzw. kogel-mogel). Białka odstawiasz do lodówki.

  3. Do masy jajecznej dodajesz stopniowo startą marchewkę i mielone migdały, cały czas miksując.

  4. Skrobię mieszasz z proszkiem do pieczenia lub sodą i również stopniowo dodajesz do masy, cały czas miksując. Na koniec wlewasz olej i dokładnie mieszasz, aż do uzyskania jednolitej masy.

  5. Z białek i soli ubijasz sztywną pianę, pod koniec dolewając ocet jabłkowy. Delikatnie i dokładnie mieszasz z masą.

  6. Ciasto wlewasz do uprzednio przygotowanej formy i wstawiasz do nagrzanego piekarnika. Pieczesz ok. 40 do 50 min. W temperaturze 180ºC do tzw. „suchego patyczka”. Wyciągasz z formy kiedy jest jeszcze ciepłe.

  7. Wystudzone ciasto smarujesz polewą lub podajesz samo.

 

Jak przygotowujesz polewę:

  1. Do rondelka z grubym dnem wlewasz śmietankę, dodajesz posiekaną czekoladę i podgrzewasz na małym ogniu, cały czas mieszając, aż czekolada się rozpuści. Zdjejmujesz z ognia i mieszasz na gładką masę.

  2. Ciepłą polewą smarujesz wystudzone ciasto i równomiernie rozsmarowujesz po wierzchu i bokach. Czekasz aż zastygnie.

 

ciasto_marchewkowe_1

 

Bardzo żółta sałatka (i trochę pomysłów na inne wakacyjne sałatki)

10 lip

Przepisy na sałatki to raczej nie są wybitne dzieła sztuki kulinarnej, ale nie musi być coś szalenie skomplikowane, żeby było smaczne, a nawet eleganckie.

Kiedy jest ciepło, bardzo ciepło, kiedy są wakacje, to nie za bardzo chce się spędzać wolny czas przy garach na pichceniu czasochłonnych potraw. Jest to za to doskonały czas na sałatki. Na każdy, zresztą, posiłek. Jedne sałatki są bardziej śniadaniowe lub kolacjowe (jak na przykład ta), a inne bardziej obiadowe. Grunt to różnorodność i codziennie inne dodatki. A oto kilka pomysłów na różne sałatki:

Moje ulubione to:

  • Caprese: plastry 2 dojrzałych pomidorów (najlepiej malinowych), plastry miękkiej mozzarelli, garść zielonych oliwek pokrojonych w plasterki, garść listków świeżej bazylii lub łyżeczka suszonej, oliwa wymieszana ze zmiażdżonym ząbkiem czosnku, sól morska i świeżo mielony pieprz.
  • tzw. Grecka (w prawdziwej greckiej nie ma bowiem sałaty): posiekana sałata (garść), cząstki dojrzałego pomidora, posiekana młoda cebulka, plastry zielonego ogórka, garść oliwek pokrojonych w plasterki (zielonych, czarnych lub kalamata), feta pokrojona w kosteczkę, oliwa, suszone oregano, sól morska i świeżo mielony pieprz.
  • Grillowane warzywa z serem: grillowane plastry cukinii, grillowane ćwiartki czerwonej i żółtej papryki, grillowane grube plastry czerwonej cebuli, pokruszony owczy ser w stylu bułgarskim lub plastry koziej rolady pleśniowej, oliwa wymieszana ze zmiażdżonym ząbkiem czosnku, łyżeczką miodu i ziołami prowansalskimi, sól morska i świeżo mielony pieprz.

 

Poniżej zaś przepis na bardzo żółtą sałatkę, doskonałą na śniadania i kolacje, pikniki, wszelkie wyjazdy, domowe nasiadówki, parapetówki i inne imprezy (w tym, na przykład, święta wielkanocne lub sylwester), a także zupełnie bez okazji. U mnie w domu sałatka ta jest znana pod nazwą „Sałatka Moniki”, gdyż nauczyłam się jej od mojej przyjaciółki Moniki. Nie pamiętam już teraz, czy ona robiła ją tak samo, czy może część składników sama zmodyfikowałam, niemniej nazwa przetrwała. Sałatka również.

Co potrzebujesz na sałatkę:

  • 2 słoiki selera konserwowego, dokładnie odsączonego z zalewy
  • 1 puszkę kukurydzy, odsączonej z zalewy
  • 1 niecałą puszkę ananasa w kawałkach, odsączonego z zalewy (możesz wziąć ananasa w plastrach i po prostu drobniej je pokroić)
  • 200g sera (najlepiej cheddar, albo innego ostrego, np. morskiego), pokrojonego w drobną kosteczkę lub startego na tarce o grubych oczkach
  • 5 jajek typu „0”, ugotowanych na twardo, obranych i pokrojonych w kosteczkę

 

Co potrzebujesz na sos do sałatki:

  • 2-3 łyżki majonezu (możesz całkowicie zastąpić jogurtem)
  • 2-3 łyżki gęstego jogurtu naturalnego bez cukru
  • 1-2 łyżeczki przyprawy curry lub ew. kurkumy
  • dużą szczyptę ostrej papryki
  • sól morską i świeżo mielony pieprz do smaku
  • opcjonalnie 1-2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę

 

Jak przygotowujesz:

  1. To banalnie proste. Wszystkie składniki sałatki łączysz ze sobą w dużej misce i mieszasz.
  2. Wszystkie składniki sosu mieszasz dokładnie w małej miseczce i łączysz z sałatką. W przypadku, gdy używasz mieszanki curry, to zwykle jest tam czosnek i nie musisz go już dodawać, ale w przypadku użycia kurkumy, możesz dodać czosnek (ale nie musisz).
  3. Przed podaniem chłodzisz sałatkę w lodówce (przez ok. pół godziny).

 

salatka_bankietowa

 

„Rafaello” na słodko i na słono

17 cze

Chyba każdy zna słynne kokosowo-migdałowe rafaello i wie, że są one słodkie (i to nawet bardzo). Skąd więc pomysł, że mogą być na słono?

Kiedy byłam w tym roku na wiosnę w Cieszynie, poszliśmy na wystawną kolację do restauracji „Winiarnia u Czecha”. Jako jedną z przystawek podano kuleczki z czosnkowego twarożku, obtoczone w wiórkach żółtego sera. Skojarzyły mi się one natychmiast z rafaello (wizualnie, rzecz jasna, a nie smakowo) i taką im od razu nadałam nazwę. Były też tak smaczne, że natychmiast stały się hitem kolacji.

Postanowiłam więc przy najbliższej nadarzającej się okazji wyprawić przyjęcie, na którym będą tylko potrawy w kształcie kulek. Może „przyjęcie” to za mocne słowo, ale – powiedzmy – „bankiet”. Jeżeli chodzi o słodycze, to prosta sprawa. Trufle o różnych smakach i problem z głowy. Jeżeli zaś chodzi o dania na słono, to m.in. przyszły mi do głowy te czosnkowe kulki serowe oraz smażone kuleczki sojowe, przyprawione na sposób arabski i do tego jakiś dip do maczania.

Kuliste menu muszę jeszcze dopracować, więc tymczasem podaję przepisy na rafaello w dwóch wersjach, sugerując podanie ich na jednej imprezie, żeby zaskoczyć gości (oczywiście podawać je należy na osobnych talerzach). Ponieważ serowe kuleczki są mocno czosnkowe, to niektórzy mogą kręcić nosem, że nie nadają się na imprezę, ale jeżeli wszyscy je zjedzą, to naprawdę nikomu to nie będzie przeszkadzać. Kiedyś, pamiętam, na naszych imprezach hitem był naprawdę ekstremalnie czosnkowy dip i każda osoba, która wchodziła do mieszkania niemalże zatykała nos od intensywnego zapachu. Poczym, gdy sama zjadła ten słynny dip, natychmiast przestawało jej przeszkadzać. Wszyscy radośnie zionęli sobie czosnkiem i zabawa kwitła.

Jeżeli chodzi o rafaello na słodko, to ja podaję wersję bezglutenową, czyli bez dodatku wafli (bo takie głównie wersje krążą po internetach). Nie jest to jednak deser dietetyczny, na co wskazuje potężnie kaloryczny skład, ale umówmy się – nie będziemy tego jeść na co dzień, tylko od wielkiego dzwonu. Każdy chapnie po kuleczce czy dwóch, więc nie utyje od tego od razu pięciokrotnie.

Ponieważ mam osobistą awersję do białego cukru, tym razem użyłam nierafinowanego cukru trzcinowego, który – przynajmniej taką mam nadzieję – oprócz pustych kalorii zawiera jeszcze jakieś wartości odżywcze. Oczywiście można też użyć ksylitolu – wtedy już zostanie nam tylko niezdrowy tłuszcz (masło lub margaryna), ale za to cukru się pozbędziemy. Można też pewnie spróbować z jasnym syropem z agawy (jakieś ¼ szklanki) – następnym razem tak zrobię i dam znać, czy dobrze wyszło.

Ponieważ deser zawiera mleko w proszku, nie jest wegański. Wiem, że jest mleko sojowe w proszku, ale chyba ma jednak zbyt narzucający smak. Widziałam też w sklepie koksowe mleko w proszku i myślę, że o może być dobra alternatywa dla wegan, ale od razu zaznaczam, że ja nie próbowałam, więc gwarancji nie daję. Jeżeli ktoś spróbuje, to proszę o informację, jak wyszło.

Obiecuję też, że wkrótce podam przepisy na jakieś wegańskie, zdrowe trufle w wersji „raw”, żeby zrównoważyć tę niezdrową, tłustą wersję. Mam już nawet kilka inspiracji, ale – jak zwykle – muszę najpierw sama je wypróbować, żeby podawać dalej. Tymczasem więc – niezdrowo, ale smacznie.

Rafaello na słono, czyli czosnkowe kuleczki serowe (przystawka)

Co potrzebujesz:

  • 250g tłustego twarogu
  • opcjonalnie 1 łyżkę śmietany lub miękkiego masła
  • 4 ząbki czosnku, obrane i przeciśnięte przez praskę
  • sól morską i świeżo mielony pieprz do smaku
  • opcjonalnie 2 łyżki drobno posiekanych świeżych ziół (pietruszki, bazylii, oregano, tymianku, szczypiorku) lub mieszankę suszonych ziół (ok. 1 łyżki)
  • ok. 100g ostrego sera żółtego (np. cheddar), startego na tarce o średnich oczkach
  • kilka kromek pieczywa żytniego na zakwasie (jeżeli nie jesteś bezglutenowy) lub bezglutenowego (jeżeli jesteś)

 

Jak przygotowujesz:

  1. Ser mielisz lub miksujesz w blenderze (ja zmiksowałam), jeżeli jest zbyt suchy dodajesz trochę śmietany lub miękkiego masła, żeby łatwiej się kleił (ale nie za dużo, żeby masa nie wyszła zbyt rzadka).
  2. Czosnek rozcierasz z solą i pieprzem i mieszasz dokładnie z twarogiem. Opcjonalnie możesz dodać świeże lub suszone zioła (możesz też w nich obtoczyć gotowe kuleczki). W takim przypadku jednak nie będą już przypominać wyglądem rafaello, ale też będą smaczne.
  3. Z masy serowej formujesz mokrymi dłońmi kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczasz je w starym żółtym serze. Chłodzisz w lodówce.
  4. Z pieczywa robisz grzanki, kroisz je na mniejsze kwadraty i na każdym układasz po kuleczce twarogowej.

 rafaello_slone

Rafaello na słodko, czyli trufle kokosowe (deser)

Co potrzebujesz:

  • ¼ szklanki wody
  • 125g (trochę ponad ½ standardowej kostki) masła lub margaryny, pokrojonego w kawałeczki
  • ½ szklanki (100g) nierafinowanego cukru trzcinowego lub ksylitolu
  • 2 szklanki (200g) mleka w proszku (nie w granulkach)
  • 1 szklanka (100g) + ½ szklanki (50g) niesłodzonych wiórków kokosowych (najlepiej bio)
  • 50g zblanszowanych migdałów (czyli bez skórki)

 

Jak przygotowujesz:

  1. Do rondla lub garnka z grubym dnem wlewasz wodę, dodajesz pokrojone w kawałki masło lub margarynę i cukier. Podgrzewasz na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż cukier się rozpuści. Zagotowujesz i zdejmujesz z ognia.
  2. Wsypujesz mleko w proszku i szklankę wiórków kokosowych (resztę zostawiasz do obtoczenia trufli). Całość dokładnie mieszasz (możesz użyć do tego miksera) i zostawiasz do wystygnięcia.
  3. Masę chodzisz w lodówce, aż stężeje.
  4. Z zimnej masy formujesz mokrymi dłońmi kulki wielkości orzecha włoskiego. Do każdej wkładasz do środka zblanszowany migdał i obtaczasz w pozostałych wiórkach kokosowych. Chłodzisz i przechowujesz w lodówce. 

 

rafaello_slodkie

 
 

  • RSS